Maryla Szymiczkowa “Tajemnica domu Helclów”

Kraków. Widok na Wisłę. Rząca Tadeusz (1905-1915). Źródło: http://zbiory.mhf.krakow.pl/node/54658

Dzień dobry! moi drodzy czytelnicy! Dzisiaj będzie krótko, zwięźle i treściwie. Jak możecie się domyśleć z tytułu posta przeczytałem Tajemnicę… kryminał retro Jacka Dehnela oraz Piotra Tarczyńskiego (oczywiście musiałem wspomnieć, że Maryla Szymiczakowa to literacki pseudonim tych dwóch Panów).

Kraków, pl. Szczepański (1900-1905) Źródło: http://zbiory.mhf.krakow.pl/node/76700

Powyżej napisałem o Tajemnicy…, że to kryminał retro, a więc akcja będzie się działa w przeszłości, może nie zamierzchłej, bo czas w powieści to końcówka wieku dziewiętnastego.

Brama Floriańska. Rząca Tomasz. Źródło: http://zbiory.mhf.krakow.pl/node/55236

Zacznę może od tego, że książka napisana jest świetnym, żywym językiem, w którym ironia, sarkazm i anegdoty dotyczące Krakowa z roku 1893 przeplatają się z mieszczańską i burżuazyjną rzeczywistością. Kraków sto lat temu był miastem, które zamykało się w obrębie Plant i choć z dzisiejszej perspektywy wydaje się to niemożliwe i nie do ogarnięcia (dla mnie na pewno) dla wielu mieszczan krakowskich wszystko co poza Plantacyami to wiochy i przedmieścia, gdzie stateczna profesorowa wstydzi się zapuszczać. Także wszystko co w Krakowie się miało dziać, działo się w obrębie Rynku. A miasto dopiero stało u progu rewolucji jaką była koncepcja Wielkiego Krakowa.

Rynek Główny. Kościół Mariacki w tle. Źródło: http://zbiory.mhf.krakow.pl/node/76797

Kraków wówczas to miasto konserwatystów czytujących Czas i wiernych miłościwie nam panującemu cesarzowi Franciszkowi, ale też to miasto, w którym niebezpieczne idee jak socjalizm, emencypacja kobiet (dopuszczenie do nauki na uniwersytecie) czy też idee niepodległościowe skutecznie torują sobie drogę do świadomości obywateli. Miasto, a zwłaszcza mury uniwersytetu to nieustanne ścieranie się nowinek czy to światopoglądowych czy to technologicznych. Nowinek, które wielu mieszczanom miasta Krakowa wydają się zupełnie zbędne, bo przecież od lat było dobrze to po co to zmieniać, ale widzę, że się zagalopowałem, bo zamiast o książce piszę o Krakowie.

Kościół Bożego Ciała. Źródło: http://zbiory.mhf.krakow.pl/node/54653#

Wspomniałem o żywym i ciekawym języku dzięki któremu książkę czyta się szybko i bardzo sprawnie. A jak tam postać głównej bohaterki? Profesorowa (żona profesora) Zofia Szczupaczyńska to wciąż młoda (po trzydziestce) krakowska mieszczka, której jedynymi rozrywkami w życiu są walka o rozwój kariery jej męża profesora na Uniwersytecie Jagiellońskim (profesora zajmującego się głównie przygotowaniem preparatów z martwych zwierząt), drobnymi intrygami wśród swojego małego grona znajomych i pani profesorowa nieustannie marzy również o awansie w hierarchii krakowskiej socjety (tak to się chyba pisze). Aha dodałbym jeszcze zwalnianie co chwila kolejnych służących, bo są za leniwe, plotkowanie o strojach, skandalach towarzyskich i tym podobne… Jednym słowem Zofia Szczupaczyńska budzi we mnie jak największą antypatię i niechęć. Reprezentuje wszystko co mnie mierzi i drażni w mieszczańskim stylu życia. Małostkowość, zazdrość, niechęć do zmian, skąpstwo, dobroczynność na pokaz i jeszcze wiele, wiele innych przywar. I jeśli taki efekt dotyczący odbioru głównej bohaterki przez czytelników chcieli uzyskać autorzy to ja idealnie spełniłem ich oczekiwania.

Teatr Słowackiego. Źródło: http://zbiory.mhf.krakow.pl/node/55150#

Na szczęście w trakcie rozwoju akcji Szczupaczyńska pokazuje swoje bardziej ludzkie oblicze i zapomina się, że kiedyś najważniejszym wydarzeniem w jej życiu było móc ujrzeć jakiegoś hrabiego czy też dostojnika kościelnego i autentycznie zauważa, że jest w życiu coś więcej niż rauty, dopiekanie kuzynkom, plotkowanie i marzenie o zaszczytach i lepszym miejscu w teatrze!

Się naprawdę rozpisałem, ale powiem Wam szczerze, że nie lubię, zwyczajnie nie trawię całego tego obmierzłego mieszczaństwa zwłaszcza takiego z XIX wieku. Zastrzelcie mnie, ale dostrzegam za tą fasadą inteligenckiego, kupieckiego, arystokratycznego życia znacznie inne historie, które nie są takie radosne jak te z mieszczańskiego domu w Krakowie. I owszem brzmię trochę jak socjalista czy też anarchista, ale wiem, że aby ci ludzie wiedli taki żywot to cały plebs i chłopstwo musiało zginać karki i harować w pocie czoła. Oczywiście zdaję sobie również sprawę, że życie nie jest sprawiedliwe i nie od nas zależy gdzie się urodzimy, ale jeżeli już mamy to szczęście to można zrobić trochę więcej dla bliźnich niż zorganizować zbiórkę na dzieci skrofuliczne tylko dlatego, żeby się pokazać przed hrabiną (a dzieci i tak dostaną najwyżej coś na otarcie skrofulicznych łez). Dlatego Szczupaczyńska budzi we mnie wstręt – przynajmniej na początku. Kurczę sam nie zdawałem sobie sprawy ile we mnie zapiekłości. Musicie mi wybaczyć.

Pałac Tarnowskich. Źródło: http://zbiory.mhf.krakow.pl/pl/node/54849

Przepraszam, za te polityczne czy też społeczne wtręty. Wracając do kryminalnej historii, akcja dzieje się w tak zwanym Domu Helclów czyli zakładzie dla ubogich prowadzonych przez siostry Szarytki, któren to zakład był wówczas jednym z największych i najnowocześniejszych tego typu zakładów w Galicji. Profesorowa przez zupełny przypadek pomaga odkryć zwłoki jednej z pensjonariuszek, a później to wszystko idzie prawie jak burza. Mamy kolejnego trupa, wcześniejsza zmarła okazała się być otruta, a w Domu Helclów panuje dość nerwowa atmosfera. A sama Szczupaczyńska zrzuca maskę poważnej profesorowej i prawie zupełnie zatraca się w pogoni za wyjaśnieniem sprawy (i taką ją lubimy). Szczegół czy kobieta, której jedynym marzeniem było stać trochę bliżej ołtarza podczas mszy w Mariackim okazałaby taką odwagę i determinację w odkryciu prawdy i czy samo czytanie awanturniczych powieści od razu każdego wyposaża w niezbędny zestaw cech i zdolności prawdziwego detektywa. Niemniej wolę taką Szczupaczyńską, która czasem musi się ubrudzić niż zadzierającą nosa zołzę, dla której liczy się tylko aprobata ludzi z wyższych sfer.

Rodzeństwo Kuczyńskich. Źródło: http://zbiory.mhf.krakow.pl/

Ogólnie książka na plus: historia płynie wartko, bystro i szybko. Zagadka nawet niczego sobie, ale nie jakaś szczególnie trudna, a Kraków z tamtej epoki wydaje się być odmalowany dość barwnie i namacalnie. Nie jest to jednak szczyt możliwości duetu autorów (takie mam wrażenie) i słyszałem głosy, że następna część przygód profesorowej czyli Rozdarta zasłona jest znacznie lepsza. Polecam książkę jako przyzwoity kryminał z ciekawym tłem historycznym (pogrzeb Matejki, uroczyste otwarcie Teatru im. Juliusza Słowackiego).

Planty. Rząca Tadeusz. Źródło: http://zbiory.mhf.krakow.pl/pl/node/57134

P. S. Mamy nawet w książce poruszony temat rabacji galicyjskiej, który wciąż był żywy wśród arystokracji i wyższych sfer galicyjskich nawet kilkadziesiąt lat po owych krwawych wydarzeniach. Sam Wyspiański w Weselu również przytacza ten fragment historii jako wciąż tkwiący w pamięci różnych warstw społecznych.

4 thoughts on “Maryla Szymiczkowa “Tajemnica domu Helclów”

  1. Ja się w książce zakochałam, głównie ze względu na podejście do historii, styl, no i główną bohaterkę. A jeśli chodzi o społeczny brud, to więcej tego jest w drugim tomie ;) Jak i autorefleksji Szczupaczyńskiej.

    PS. A “autorka” nazywa się Szymiczkowa ;)

  2. Gdybym ja żyła w tamtych czasach, to niewątpliwie byłabym socjalistką. Myślę, że każdy w miarę inteligenty człowiek dostrzegający coś więcej niż czubek własnego nosa powinien co najmniej wykazywać zrozumienie dla tego ruchu. Taka profesorowa Szczupaczyńska traktowała służące właściwie jak swoją własność. W drugim tomie stopniowo zaczyna trochę przeglądać na oczy:).

  3. O, teraz zdałam sobie sprawę, że ten krakowski kryminał retro dzieje się mniej więcej w tym samym czasie, co kryminały ulubionej mojej autorki, Katarzyny Kwiatkowskiej. Tylko mieszczaństwa tam u niej nie ma, bo to Wielkopolska i samo ziemiaństwo. Kiedyś sobie porównam te książki.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook