Back to the past…

Wielokrotnie już wspominałem, że przeglądam sobie stare czasopisma. Pozwala mi to nabrać dystansu do dzisiejszych czasów. Do tych wszystkich słów, że kiedyś to było lepiej. Ludzie byli bardziej przyjaźni, każdy sobie pomagał. O tym, że dawniej to było mniej morderstw, okrucieństwa i krwi. A dziś to tylko krew i flaki na ekranach telewizorów. Moje podróże

Niech się święci!

Wiem, że może trochę już spóźnione ale co tam! Wszystkiego najlepszego drodzy nauczyciele, pracownicy oświaty i uczniowie również! Nieśmy ten kaganek oświaty w ciemne masy żeby Polska rosła w siłę a ludzie żyli dodatniej czy jak to tam szło. Nie będę się tutaj rozwodził nad upadkiem polskiego szkolnictwa bo nie po to tworzyłem tego bloga

Dirrrty hands…

No i niech mi ktoś powie, że bibliotekarz to czyściutka praca! Kto wie ile tam tych zarazków z innych epok było! Na szczęście ja stosuję odkażanie wewnętrzne – znaczy się wódka zabije wszystkie wstrętne i paskudne bakteryjki i zarazuchy! Swoją drogą naprawdę nieźle się można ubrudzić i mam nadzieję, że alergii na kurz nie dostanę

Żal, żal za rowerem…

Spotkała mię tragedyja niemała jakaś złodziejska ręka sięgnęła po mój rower! W sumie sam sobie winien jestem bo na pokuszenie go wystawiałem. W związku z tym tragicznym dla mnie wydarzeniem, duszę mą zalała poetycka wena i oddałem się twórczości. Na pierwszy ogień pójdzie parafraza „Inwokacji” z „Pana Tadeusza” autorstwa wiadomo kogo, a jak ktoś nie

Pedał w bibliotece!!!

Zobaczycie państwo za chwilkę zdjęcie zjawiska rzadko spotykanego w bibliotece: tak jak w tytule postu! No może nie do końca taki zwykły pedał – to jest speed pedał! Ja wiem, że są pewne granice jakich przekraczać nie wolno ale żyjemy w wolnym kraju i każdy może robić co chce i przynosić do pracy co chce.

Pofantazjujmy…

Lubię swoją pracę. Autentycznie. Dzięki niej często miewam zupełnie za friko podróże w przeszłość. Jakim cudem spytacie się ciekawscy moi czytelnicy? Otóż przepis jest prosty jak budowa cepa (choć cepem to trza machać umić a nie tylko wymachiwać jak chujim – jak mawia sąsiad mojego dziadka). Bierzecie starą gazecinę – taki najlepiej tzw. „tygodnik opinii”

Powrót do Krakowa…

Wychodząc na przeciw życzeniom czytelnika tegoż bloga (WOW!) coś tam skrobnę! I stało się – te 3 tygodnie minęły jak z bicza strzelił i już jestem w domu! Ten czas był naprawdę fantastyczny – poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi z całego świata! I polubiłem Monachium – to wspaniałe miasto. Może trochę suchych faktów o Monachium –

Bibliotekarz na wojażach…

Bo czasami bywa tak, że i nawet ślepej kurze się trafi ziarno. Stało się tak w moim przypadku. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności trafiła mi się gratka wyjazdu na kurs nauki języka niemieckiego. Kurs trwający cztery tygodnie i odbywający się w Monachium. Tak się składa, że przebywam w tym mieście już drugi tydzień. (Jakoś tak wcześniej

%d bloggers like this: