Bo świat na trzeźwo…
A tak mnie zebrało na klasyki: Mariolka z biblioteki. Hmm… Ech, te stereotypy.
A tak mnie zebrało na klasyki: Mariolka z biblioteki. Hmm… Ech, te stereotypy.
Podczas niedzielnego leczenia kaca po weselichu, niezbędnych jest kilka atrybutów. Najlepiej gdy atrybuty te są bardzo dobrze schłodzone i warzone przez polskie browary (choć nie musi to być kryterium). Nawet Toffik (pewien szczeniaczek) doskonale zdaje sobie z tego sprawę. I choć Toffik nie miał na pewno kaca po weselu. To na załączonym poniżej obrazku próbował…
W przeciwieństwie do wielu, wielu ludzi kocham te upały. Kocham ten Kraków spieczony, udręczony, rozgrzany tą wysoką temperaturą. Ubóstwiam asfaltowe aleje z tak gorącym powietrzem, że powoduje zwidy. Życie mogę oddać za to miasto moje, gdzie drgające od wysokiej temperatury powietrze płata figle, a samochody i piękne i jakże klimatyzowane autobusy MPK potęgują wrażenie niemiłosiernego…
Niby, że człowiek uczy się przez całe życie. No to ja w takim razie mam do nadrobienia sporo zaległości. Wczorajszy wieczór był grubo ponad moje możliwości – zdawałem sobie z tego sprawę ale co tam – charlie się nie napije… ech… Zresztą wpis jest tu zupełnie nie na miejscu – stworzony tylko po to bym…
No i powróciłem po bardzo ale to bardzo hucznej Wigilii w gronie przyjaciół. W poniedziałek w pracy byłem jak to pani M. ujęła słowami Herberta: „ściskany niewidzialnymi kleszczami miażdżony innym czasem” – to z wiersza „Pan Cogito obserwuje zmarłego przyjaciela”. Musiałem wyglądać naprawdę marnie. Ale to już minęło. Dziś był ostatni dzionek w pracy. I…
Chyba zmienię nazwę bloga na: Powroty bibliotekarza zza światów po weekendowych seansach spirytystycznych :D Nawet nieźle się to ułożyło :) Na szczęście ten weekend był w miarę spokojny, niedziela minęła bez szaleństw, takie łagodne dochodzenie do siebie. Dzień w pracy był całkiem spoko – chociaż przez większą część dyżuru nie było prądu. Bo panowie elektrycy…
Tak jak już gdzieś napisałem, prawie po każdym weekendzie powinienem dodawać wpis o powrocie zza grobu ale często bywa tak, że jakoś nie mam siły. Andrzejkowy weekend okazał się niezwykle wyczerpujący. I choć lania wosku nie było, lało się coś innego i to strumieniami. Imprezy w gronie znajomych ze studiów zaocznych też mogą być fajne.…
Stało się – 25 lat temu 27 października roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego czwartego, gdzieś w powiatowym szpitalu na Mazowszu przyszedłem na świat. Był to dzień, w którym na świat (według Wikipedii) przyszła również Kelly Osbourne, jakiś chiński koszykarz oraz Michał Jurecki – piłkarz ręczny, natomiast na zawsze ze światem pożegnali się – no na pewno…
Tak naprawdę to powinien chyba być jakiś vol. 25, no ale po poprzednich nigdy jakoś nie miałem sił aby się zebrać. To był naprawdę GRUBY weekend. Dużo się działo – człowiek odwiedził dawno nie widzianych znajomych, polało się morze wódki, posypało się setki opowieści co tam słychać, co nowego itd. Ogólnie bardzo sympatycznie chociaż zupełnie…