Przepis na pasztet z wątróbki drobiowej na obwolucie książki…

Ech trafiają się czasem takie rzeczy w książkach, że nic tylko ręce załamać. Wyobraźcie sobie jak głodna musiała być ta osoba, która już nie miała gdzie przepisu zapisać tylko machnęła go w książce. Już wielokrotnie pisałem, że nie lubię pisania i bazgrania po książkach bibliotecznych, ale ten bazgroł jednocześnie mnie rozśmieszył i sprawił, że załamałem ręce, a jeśli chcecie sobie zrobić pasztet to macie zdjęcie :)

Przepis na pasztet

Gówno i brednie w książce…

Czy autor książki czy komentarza ma rację?

Czy autor książki czy komentarza ma rację?

Hej! Mam nadzieję, że tytuł tego posta przyciągnie Waszą uwagę :) Tak, zrobiłem to specjalnie, ale dlaczego to zrobiłem? Otóż pracując w bibliotece natrafiam na różne rzeczy, które czytelnicy robią z książkami. I już gdzieś pisałem, że bazgrania, podkreślania książek nienawidzę!

Continue reading

Alkohol…

Tak mnie czasem nachodzi ochota na stworzenie określonych obrazków, które powstaną z cytatów z książek. Zrobiłem ostatnio Lema żartownisia, a teraz chciałbym pokazać Wam cytat z “Laski Nebeskiej” Szczygła. Dokładniej jedną sentencję wypatrzoną  w praskiej toalecie:

alkohol

Także o co to ja miałem zapytać? A nieważne…

Teksturę wziąłem stąd: Texturez.com

Eugeniusz Zamiatin “My”

Eugeniusz Zamiatin "My"

Eugeniusz Zamiatin "My"

Sięgnąłem do źródeł. Czasem tak trzeba. Sięgnąłem do źródeł antyutopii czy też dystopii. Dystopia to opowieść o społeczeństwie, które mieni się być rajem lecz nim w rzeczywistości nie jest.  Najczęściej dystopijne światy przedstawione są jako światy całkowitej i permanentnej inwigilacji. Książka Zamiatina uznawana jest za modelową i dodatkowo pierwszą powieść dystopijną. Co prawda znalazłem szperając po sieci informacje o innych książkach. Na przykład Jack London (tak ten od „Zewu krwi”) napisał w 1909 roku książkę „Iron Heel” opowieść o Stanach Zjednoczonych rządzonych przez oligarchiczną  tyranię. Herbert George Wells również miał spory udział w tworzeniu powieści, które mogą zostać uznane za dystopie. Jego „Współczesna utopia” czy też, „Kiedy śpiący budzi się” to książki będące podwalinami gatunku fantastyki antyutopijnej. Tak się, bowiem złożyło, że większość powieści antyutopijnych dzieje się z reguły w przyszłości, albo dalekiej, albo bliskiej. Wracając do Zamiatina jego książka została wydana w roku 1920 na Zachodzie i od razu stała się wielkim hitem. Uznawana jest za źródło inspiracji dla Huxleya i Orwella. Dystopijne powieści zakładają od razu, że światy i społeczeństwa w nich przedstawione są złe. Gra pozorów, że jest dobrze i wszyscy są szczęśliwi maskuje w rzeczywistości ogrom niesprawiedliwości i zła. Zamiatin w swej książce poszedł inną drogą lub wytyczył ścieżkę, którą później inni w pewien sposób podążali albo odeszli od niej zupełnie. Chciałem napisać, że u Zamiatina ciężko jest jednoznacznie określić, co jest złe, a co jest dobre. Pokrótce:

Wyobraźcie sobie Państwo Jedyne, które zapewnia swoim obywatelom pożywienie (w stu procentach ekologiczne, przy produkcji, którego nie cierpi żadne stworzenie). Państwo Jedyne dające dach nad głową z niezniszczalnego materiału KAŻDEMU z jego obywateli. Darmową edukację na bardzo wysokim poziomie i pracę dla każdego. Państwo Jedyne dające swoim obywatelom nowoczesną naukę, możliwość zdobywania wiedzy w nieskończoność, racjonalne podejście do życia, bez zbędnych zabobonów religijnych. Zastanówcie się czy nie tego oczekujemy od naszych państw? Oczywiście wszystkie te wygody dostaje obywatel w zamian za… Zawsze jest jakieś ale… W tym przypadku, ALE, to zrezygnowanie z prywatności i dostosowanie się do ogółu. W Państwie Jedynym prywatność istnieje tylko przez kilkanaście minut, gdy ludzie o określonej godzinie spuszczają zasłony na odbycie aktu seksualnego. Przez pozostały czas mieszkańcy i obywatele Państwa Jedynego żyją w przejrzystych pomieszczeniach zbudowanych z niezniszczalnego szkła. Co jeszcze musi oddać obywatel Państwu Jedynemu? Żadnych podatków nie płaci. Państwo utrzymuje się dzięki super technologii i pracy swoich obywateli. W Państwie nie ma pieniędzy, wszyscy mają po równo dóbr doczesnych i równy dostęp do nich. Istnieje sztuka, muzyka, literatura z tymże jest to sztuka matematycznie doskonała. Żadne tam wytryski geniuszu wszystko jest uzasadnione wzorem. Jest, więc piękne, doskonałe i skończone. Idealne społeczeństwo, które wierzy w naukę, matematykę, wszyscy za wszystkich i wszyscy za Jedyne Państwo. Nie ma przemocy domowej, nie ma przestępczości, nie ma prostytucji, nie ma alkoholików, narkomanów, nałogowych palaczy, ludzie żyją dłużej pracując dla dobra Państwa.  Jednocześnie istnieje pamięć o burzliwych czasach starożytnych (czyli czasach współczesnych Zamiatinowi). Czasach zupełnie niezrozumiałych dla ludzi, którzy nie pojmują jak społeczeństwo mogło funkcjonować nie będąc społeczeństwem idealnie zespolonym, zgranym i posiadającym ściśle określony rytm dnia. W Państwie Jedynym wszyscy robią wszystko o określonej z góry godzinie. WSZYSYCY obywatele w tym samym czasie jedzą, w tym samym czasie kopulują, spacerują, w tym samym czasie mają godzinę dla siebie (Państwo Jedyne wciąż walczy o zniesienie indywidualności, ale na musi iść na pewne ustępstwa) Indywidualność jest niemile widziana, dlatego obywatele nie mają imion i nazwisk mają numery. Poznajemy Państwo Jedyne z zapisków Głównego Konstruktora Integralu (czyli statku kosmicznego, który ma zanieść na wszystkie planety dobrą nowinę). Główny Konstruktor D-503 postanawia spisać Dobrą Nowinę innym rasom i gatunkom we Wszechświecie, pragnie wyjaśnić im jak funkcjonuje Państwo Jedyne. Już na samym początku zaznacza, że nie jest poetą a inżynierem, co widać po stylu jego pisania. Z jego zapisków poznajemy Państwo Jedyne, poznajemy jego przywódcę DOBROCZYŃCĘ, który jest wybierany co roku w wyborach jawnych, powszechnych i jednomyślnych. Państwo Jedyne nie jest jednak jeszcze doskonałe, dlatego zdarzają się w nim elementy niedostosowane. A takie jednostki społecznie zbędne mają za zadanie wyłapywać Opiekunowie. Specjalna klasa obywateli będących wiecznie w stanie czujności i podsłuchująca wszystkich. I właśnie taki element: kobietę o numerze I-303 poznaje D-503. I tutaj zaczyna się jego gehenna i zjazd w dół. Zaczyna budzić się w nim dusza, a co najgorsze zakochał się w I-303. Zaczyna postępować irracjonalnie i emocjonalnie. Doprowadzi to do wielu wypadków, które zachwieją podstawami Państwa Jedynego, gdyż I należy do „ruchu oporu”, który pragnie zniszczyć Państwo Jedyne. Zniszczyć nie dając nic w zamian. „Ruch oporu” czyli tak zwani „Mefi” (pewnie od Mefistofelesa) to ludzie pochodzący zza muru otaczającego Państwo Jedyne. Pragną zniszczyć ustrój, by przejąć władzę. Nie mają żadnej alternatywy dla obywateli Państwa Jedynego, wręcz przeciwnie pragną pogorszania ich losu. Czyli nie są żadną lepszą frakcją, po prostu są inni i pragną władzy. D-503 zostaje uwikłany w bunt, ale… Nie będę Wam za dużo zdradzał z fabuły.

„My” nie jest łatwą książką. Głównie ze względu na specyficzny styl pisania, urwane zdania, myśli. Zapiski inżyniera często zmuszają do zatrzymania się i uważnego przyjrzenia jego słowom. Wielu rzeczy trzeba się domyślać i wysnuwać wnioski. „My” jest również książką obfitującą w nawiązania do różnych dzieł literatury. Bardzo dużo znajduje się odniesień do „Biblii”. Gdy czytałem „My” odniosłem wrażenie, że Zamiatin stworzył świat, który powoli staje się naszym światem. Coraz częściej oddajemy w ręce państwa naszą prywatność w imię bezpieczeństwa, spokoju czy wygody. Pragniemy, aby nasze społeczeństwo było bezpieczne, zrównoważone, bogate. Żeby nie było głodu, chorób, przemocy, a tych zjawisk nie ma w Państwie Jedynym. Ale idea i wizja Państwa Jedynego stworzona przez Zamiatina wywołuje u mnie natychmiastowy odruch obronny. Czy chodzi o fakt, że trzeba oddać swoją indywidualność, swoją osobowość dla dobra ogółu? Jest tam fragment o maszerowaniu wszystkich w jednym zgodnym rytmie, wszyscy są ogoleni na łyso i poruszają się jak jeden organizm. Przypomniała mi się scena z “Metropolis” Fritza Langa. Ta scena z maszerującymi robotnikami idealnie oddaje nastrój fragmentu. Przerażająca wizja. Wracając do odruchu obronnego. A może chodzi raczej o brak prywatności, żadnej chwili wytchnienia od oczu innych; które nie są wcale wścibskie. Obywateli Państwa Jedynego nie interesuje prywatne życie sąsiada, bo sąsiad takiego prywatnego życia zwyczajnie nie posiada. Idealnie prawda?

Czytałem sporo o tym, że Orwell mocno się wzorował na książce Zamiatina. Ale „My” jest inne od „Roku 1984” Orwella. Po pierwsze nie ma wyraźnej kasty rządzącej, nikt nie jest robolem, nikt nie czuje się lepszy ani gorszy. Wszyscy mają tak samo. Ewentualnie Opiekunowie mają inne funkcje od innych, ale to nie wiąże się z żadnymi przywilejami. Państwo Jedyne nie prowadzi żadnej wojny, bo nie ma z kim. Na całej planecie pozostało tylko Miasto otoczone Zielonym Murem. Nie ma tradycyjnej rodziny, są Normy Macierzyńskie. Dzieci wychowywane są w szkołach Państwa. W Państwie Jedynym panuje powszechny dobrobyt, nie fałszuje się historii mówi się tylko o głupocie i biedzie Starożytnych uważając Państwo Jedyne za twór społecznie doskonały.

Z innej beczki: dużo w tej książce jest kolorów. D-503 zwraca wielką uwagę na kolorystykę świata, słońca. Wiele wrażeń i uczuć odmalowanych jest kolorami. Czyżby inżynier mógł zostać malarzem? Nie dowiemy się tego nigdy.

Polecam tę książkę gorąco każdemu zainteresowanemu tematyką antyutopii. Można zobaczyć jak wiele z Zamiatina przenika do późniejszych książek z tego gatunku.

P. S. Zupełnie nie w temacie. Bibliotekarze uznawani są za ludzi spokojnych, cierpliwych, wyrozumiałych, bo mają niestresującą pracę i ogólnie nie mają powodów do zdenerwowania.

Chciałem tylko powiedzieć, że osoba, która tak OKRUTNIE, CHAMSKO, BEZCZELNIE pokreśliła egzemplarz książki Zamiatina,  pisząc dodatkowo durne i zupełnie pozbawione polotu komentarze na stronach tej książki będzie się smażyć w PIEKLE. Ja osobiście tego dopilnuję. Już my bibliotekarze mamy swoje sposoby. Dawno się tak nie wkurw…

Zupełnie zepsuło mi to lekturę pod względem wizualnym i intelektualnym.

Kallimach z Cyreny, bibliotekarz w Bibliotece Aleksandryjskiej w momencie, gdy ktoś mu poprzestawiał zwoje na półkach i zburzył porządek w jego Pinakes rzucał na złego czytelnika klątwę. Brzmiała ona mniej więcej tak:

„Obyś ty, który wstąpiłeś w te progi w poszukiwaniu światła mądrości, wiedzy i zrozumienia, który odwiedziłeś gmach, w którym króluje porządek i rozum ludzki, a któryś swym nikczemnym i niegodnym postępowaniem zburzył ten porządek. Obyś dostał biegunki nieustającej, połączonej z hemoroidami oraz przeraźliwym i wiecznym swędzeniem pięt twoich. Obyś nie zaznał nigdy snu sprawiedliwego u boku małżonki swojej, która chrapaniem swym mury burzyć będzie. Oby alkohol nie dawał ci radości, a kac po najmniejszym łyku piwa czy też wina objawiał się potęgą i mocą stada słoni afrykańskich biegnących przez wyschniętą na wiór sawannę. Kto bowiem świadomie przychodzi do gmachu uczoności i świadomie innym przeszkadza w podążaniu ścieżką prawdy i wiedzy ten zasługuje na wieczne męki w Hadesie.”

Siedzę teraz z gumką i ścieram te podkreślenia i bazgroły. Dobrze, że nie przyszło komuś do głowy używać długopisu – zabiłbym.

Systematyczność…

To zdecydowanie nie moje drugie imię :D No ale cóż zrobić, muszę się jakoś ogarnąć. Pierwszy tydzień w pracy po powrocie z Monachium minął całkiem spoko – wiadomo pytania: Jak było? i tak dalej i tak dalej. Na początku chciałem ściemniać, że było do dupy i żeby nikogo innego nie wysyłali następnym razem bo ja się podejmę tego zadania :D Taki niby przewrotny plan, no ale moja wrodzona szczerość i brak umiejętności kłamania sprawił, że rozpowiadałem na lewo i prawo jak to fantastycznie tam było.

Wracam do starych nawyków – będzie o książce, książce którą przeczytałem już jakiś czas temu tzn. ze dwa miesiące temu.

Zbigniew Nienacki

Uwodziciel

Zbigniew Nienacki "Uwodziciel"

Zbigniew Nienacki “Uwodziciel”

“Uwodziciela” przeczytałem będąc nastolatkiem. Zapewne spowodowane to było lekturą “Raz w roku…”. Pobudki jakie mną kierowały powinny być jasne dla wszystkich, którzy pamiętają okres dojrzewania :) Pamiętam, ze książka nie przypadła mi do gustu – zapewne dlatego, że pełna jest trudnego języka z dziedziny psychoanalizy. Poza tym nie miałem większego pojęcia o książkach i bohaterach literackich jakie w powieści są wymieniane.

Podobnie jak w latach młodzieńczych teraz znów sięgnąłem po “Uwodziciela” tuż po przeczytaniu “Raz w roku…”. No i tak jak do lektury “Raz w roku…” tak i do lektury “Uwodziciela” trzeba było samemu troszkę przeżyć, dojrzeć by zrozumieć. Książka rewelacyjna, Nienacki w sposób bezbłędny rozprawia się z wieloma mitami literackimi poddając bohaterów dzieł gruntownej analizie psychologicznej. To sprawia naprawdę niesamowite wrażenie. Nienacki rozkłada na czynniki pierwsze psychikę bohaterów bezlitośnie obnażając niekonsekwencje w ich charakterach, takiego Wokulskiego czy też Łęckiej na przykład.

Książka porusza również temat odpowiedzialności pisarza wobec czytelników. Nienacki opisuje próby stworzenia powieści o miłości prawdziwej, które nie udają się albowiem społeczeństwo pragnie banałów i utartych schematów.

Czasem odnosiłem wrażenie, że autor trochę przegina, że kobiet nie da się tak łatwo rozszyfrować. Zabiegi jego bohatera wydawały się naciągane. Ale z drugiej strony: może jednak Nienacki ma trochę racji. Autor podaje wiele “gotowych” przepisów jak traktować kobiety. Przyznam się, że w pewnym momencie zastanawiałem się coby nie pójść za jego radami :) Ale książka nie była pisana jako poradnik dla podrywaczy.

Książka mocna, mądra i zapadająca w pamięć. I jak wspomniałem wyżej może trochę irytować język stosowany przez autora to znaczy język psychoanalizy i psychologii to naprawdę warto do niej zajrzeć. Zwłaszcza, że z tego co się orientuję książka podobnie jak “Raz w roku…” dorobiła się opinii literatury dla dorosłych ale raczej takiej z niższej półki co jest zupełną nieprawdą.

A oto jeszcze jedna ciekawa przygoda, która spotkała mnie podczas lektury książki. Na pustej stronce znalazł się pewien wpis:

bazgroły

mazanie po książkach

Jeśli dobrze nie widać to tekst wpisu brzmi tak: “Hej Ty czytelniku! Zostałam magistrem, Tobie też się uda. Uwierz we własne siły i walcz! A jeśli już jesteś mgr to gratuluję! Zrób sobie doktorat, idź na studia podyplomowe – to się opłaca! Zmazać po przeczytaniu, bo to nieładnie kreślić po książkach!

Heh, jako bibliotekarza powinno mnie oburzyć, że ktoś nabazgrał coś w książce. Jednak to wyznanie o osiągniętym sukcesie wywołało uśmiech :) Swoją drogą ciekawe czy ten wpis jest jakiś starszy? Kto wie może jest w tej książce już dobrych kilka lat. Kimkolwiek jesteś nieznana mi pani magister mam nadzieję, że zrobiłaś już doktorat i Ci się to opłaciło! I że oduczyłaś się kreślić po książkach bo to rzeczywiście nieładnie!