O Karelu Capku w przedwojennych “Wiadomościach Literackich”

Cieszą mnie takie znaleziska, które pozwalają z perspektywy osiemdziesięciu ponad lat spojrzeć na autora, którego się ceni. Na artykuł o Capku natrafiłem w numerze 27 (79) “Wiadomości Literackich” z roku 1925. Kto chce może sobie przeczytać artykuł bezpośrednio na stronie Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej (KILK).

Z współczesnej literatury czeskiej

Karol Capek

Krytyk, autor dramatyczny, powieściopisarz

capek11“W literaturze czeskiej po wojnie wypłynęły rozmaite nowe talenty. Między młodymi autorami najbardziej reprezentatywnym przedstawicielem dojrzałości literatury czeskiej wobec Europy, młodym rycerzem, torującym jej drogę w świecie, jest Karol Capek.

Próby jego twórczości niczem nic zapowiadały, że zostanie nagle sławą nie tylko swej ojczyzny, lecz autorem znanym w Europie, prawie na całym świecie. Próby te były wprawdzie ciekawe, lecz o tyle, o ile ciekawa była działalność jego poprzedników, z pokolenia niepopularnych pisarzy, którzy przyszli po starych twórcach przedwojennej czeskiej literatury.

Początki twórczości Capka sięgają na parę lat przed wojną. Krytyka z lat dziewięćdziesiątych kończyła już prawie swe posłannictwo rozwojowe, miała za sobą głównie wojny zaczepne, wynikł szereg indywidualności, wojujących już nie ze swymi poprzednikami, lecz z przyjaciółmi. Na stanowiskach pozostali tylko krytycy społeczeństwa, walczący na dwa fronty: burzyli oni podupadłe życie narodowe i nieustraszenie walili w gmach władzy austrjackiej. Karol Capek, a raczej bracia Capkowie, gdyż równocześnie rozpoczynał pracę literacką Józef, postępowali śladami krytyków społeczeństwa. Nie odziedziczyli wprawdzie zapału narodowego, lecz zaczęli przejmować się gorąco życiem społeczeństwa. Chciwemi oczami ogarniali wszystko, co interesowało ich młode umysły, spragnione, subtelne i szybko się udoskonalające.

Erudycja ich miała orjentację niemiecką i francuską. Zajmowali się literaturą i sztuką (Józef został malarzem), rozwijali się w szybkiem tempie. Studjum w obu dziedzinach pomagały wielce podróże do Paryża i Hiszpanji, rozszerzające ich horyzonty. Literaturę rozpoczęli drobnemi, lekkiemi feljetonami prozą, podpisywanemi „Bracia Capkowie”, lecz następnie, otrzymawszy stałą trybunę w tygodniowym „Przeglądzie”, w którym pracowała ówczesna postępowa inteligencja, rzucili się do krytyki i popierali prądy wszelkich „izmów”, od których roiło się w artystycznej Francji. Następstwa tej intensywnej agitacji ukazały się wkrótce. Za przyczyną Capków założono „Miesięcznik Artystyczny”, organ młodych literatów i artystów, a wkrótce potem Karol Capek, zaledwie dwudziestotrzyletni młodzieniec, został na czas pewien redaktorem pierwszego artystycznego miesięcznika — „Volnych Smerów” („Wolnych Kierunków.”). Bojownicza młodzież trafiła jednak na opór, pozycje się zachwiały, trzeba było szukać współpracy ze starszem pokoleniem. Walczący bracia znaleźli poparcie w propagatorze wolnego wiersza, Otokarze Theer’ze, i w ciągle młodym burzycielu, St. Neumannie. Z nimi, a także z kilku innymi z pośród starszych i młodych, ułożyli z końcem 1913 r. manifestacyjny „Almanach na r. 1914″.

Najdzielniejszym ich pomocnikiem został St. K. Neumami, propagator t. zw. cywilizmu w sztuce. Capkowie powierzyli mu bardzo odpowiedzialną rolę: przygotowanie gruntu dla nowej sztuki wojowniczemi artykułami w robotniczych i ludowych gazetach morawskich. Znaleźli w nim rzeczywiście odpowiedniego człowieka, Neumann uznał ideały młodych za własne i przejął się niemi do tego stopnia, iż stanowi to nowy etap jego niespokojnego rozwoju.

Obaj bracia rozpoczęli twórczość  własną po ukończeniu tego teoretycznego przygotowania. Początkowo byty to tylko eksperymenty, które w druku wyszły dość późno, jako dokumenty przebytych stadjów rozwoju. Przed wojną wydali pierwszą wspólną książkę „Płonące głębie”, obejmującą próby nowel w stylu nowo-klasycznym, który przenikał czeską przedwojenną literaturę. Pod koniec wojny bracia Capkowie ostatni raz wystąpili wspólnie w „Ogrodzie Krakonosza” jest to miły utwór młodociany, pisany pod wpływem niemieckim, podobnie zresztą jak wspomniane już „Płonące głębie”.

capek10

Następnie wystąpił Karol Capek z własną książką p. t, „Boża męka”, która swem filozoficznem, pełnem samoudręki założeniem, zwięzłą formą i dekoratywnością słowa różni się wielce od książki brata Józefa, wydanej w tym samym czasie p. t. „Lelio”.

 Nadeszły lata przykre, i młody teoretyk musiał złożyć broń literacką wobec szalejącej walki narodów; podczas gdy drżał o losy ukochanej Francji, zajmował I się przekładami współczesnej liryki francuskiej, poto tylko, by paść ucho drogiemi mu dźwiękami francuskiej mowy. W tymże czasie zdobył zaszczytne stanowisko redaktora wielkiego dziennika „Narodni Listy”, który reorganizował się pod koniec wojny.

W feljetonach „Narodnich Listów” drukuje swe utwory filozoficzne, zebrane później w książkę „Pragmatyzm, czyli filozofja praktycznego życia”. Tamże otwiera przed czytelnikiem pracownię pisarza, przygotowującego się świadomie do swego zadania w tygodniowych, dowcipnych artykułach, które zebrał potem w książkę p. t. „Krytyka słów”.

Tak było do końca wojny; widoczne jest, że dotychczasowy jego rozwój był tylko przygotowaniem. Przygotowaniem nawet szkolnem, gdyż w tym czasie skończył uniwersytet, został doktorem filozofji, obok francuskiej zaczął studjować i angielską literaturę, a jako krytyk literacki, starannie badał literatury obce i pisał sprawozdania z ukazujących się drukiem przekładów. Lecz książki jego, wydane wspólnie z bratem i osobno, nie szły, nie były popularne, nie interesowała się niemi szersza publiczność, i nie było nadziei, by zainteresowanie wzrosło. Zadziwiająca „Boża męka” zajmowała tylko najmłodszych, którzy do dziś uważają tę książkę Capka za jedyne jego pozytywne dzieło, mające wartość dla młodej sztuki. Niespodzianie wystąpił Karol Capek na polu, gdzieby się go było można najmniej spodziewać — na polu dramatu. Wystawił utwór p. t. „Rozbójnik”. Sztuka miała nadzwyczajne powodzenie. Przedtem jeszcze wspólnie z bratem napisał na wzór włoskiej commedia dell’arte drobną, bibelotkową sztuczkę „Nieszczęśliwa igraszki miłości”. Lecz drobnostka ta, którą zauważyły teatry czeskie dopiero po jego powojennych powodzeniach scenicznych, nie dawały pojęcia o talencie autora „R. U. R.”

W Czechach wytworzyła się ciekawa sytuacja pod koniec wojny i w pierwszych latach powojennych: teatr stał się punktem powszechnego zainteresowania i zupełnie zgasił poprzednie zamiłowania do literatury. Capek wystąpił we właściwej chwili i twórczy wysiłek jego uwieńczyło powodzenie. ”Rozbójnik”, to pomnik postawiony młodocianym wierzeniom w chwili pożegnania się z niemi dojrzałego mężczyzny, to jeszcze utwór młodości, lecz już pełno tam poglądów Europejczyka i poważnego człowieka.

Wszystko, co napisał potem, czy w formie dramatu, czy powieści, bo i na nie się wreszcie odważył, jest niczem innem jak chwilami tęsknym, chwilami rozjaśnionym monologiem praktycznego filozofa, który przenika nawskroś przeszłe społeczeństwo. Pod różnemi maskami i przemianami, dostosowywanemi wprawnie przez tego namiętnego intelektualistę, oczarowanego prądem teoryj artystycznych, przemawia zawsze tylko on sam. Czasem wyimaginuje sobie zmechanizowanie cywilizacji z całą grozą tej ewentualności i opowie w „R. U. R.” nowoczesną bajkę o buncie sztucznych ludzi, dozwalając w końcu zwyciężyć uczuciom nad materią. Czasem wspomni sobie lata, spędzone z bratem, ich wspólne zamiłowania do przyrody, ich studia praktyczne i zbiory motyli i owadów, które dotąd zdobią jego mieszkanie — i stąd powstanie wspólna ferja „Z życia owadów”, która pod postaciami zwierząt kryje dzieje ludzkie, a jednocześnie jest spowiedzią autora, jego sceptycznej niewiary w ludzkość — niewiary nie spłoszonej uwodnem marzeniem, że przeminął groźny sen. To znów rozmyśla o urządzeniach świata, o wiecznie walczących żywiołach, i zamyśli się na temat przedłużenia istnienia człowieka. Żyjemy w czasach poważnych doświadczeń naukowych, lecz Capek wie, jak zniewolić widzów, więc chętniej wyszuka sobie u jakiegoś niegdyś bardzo czytanego autora przedziwne zdarzenie o żonie cudownego starca, i stąd wyniknie „Sprawa Makropulos”! Obok uśmiechu błyskającego z dyskusji o długości świata, pada na tę sztukę przerażający cień głównej postaci, która jakby była uosobioną minioną kulturą, zaprzepaszczoną przez mocnych panów świata, długo wyuzdanie hulających na rachunek słabych, bezbronnych członków społeczeństwa.

Dopiero po powodzeniu dramatów spróbował Capek szczęścia w powieści. Tutaj również jest to monolog autora zmieniającego maski.

Romans-feljeton ,,Fabryka absolutu” jest pełnym ducha wariantem tematów poruszanych w „R. U. R.” i „Z życia owadów”.

W „Krakatit” dotyka tematu masy wybuchowej, przez którąby można zapanować nad światem, niewiarą w cywilizację i kończy, podobnie jak w ,,R.U.R” wiarą w zwycięstwo królestwa bożego na ziemi i uczucia.

Należy podziwiać umiejętność, z jaką Capek przerzuca się z dociekań nad chaosem, wytworzonym przez wojnę, do fantastycznych a ciągle nowych zagadnień, tak jakby czeska myśl twórcza pod wpływem dążeń kulturalnych wydobyła się z kokonu poczwarki, w którą się oprzędła w czasach przedwojennych. Karol Capek jest nowym typem czeskiego pisarza przez swój nieoczekiwany rozpęd, którego nabrał po wojnie. W istocie jednak tkwią w nim wszystkie zdobycze czeskiej literatury współczesnej, które stworzyły państwo czeskie i ukazały mu nowe warunki rozwoju kulturalnego.”

Antoni Vesely

Jeśli ktoś przeczytał dotąd to bardzo mi miło. Ja sam obiecuję sobie, że przeczytam w końcu “R. U. R.”. Utwór, który zapowiada się bardzo ciekawie i smakowicie.

Ale, że pan Antoni określił “Fabrykę absolutu” romansem? Chyba, że wtenczas trochę inaczej pojmowano definicję romansu:)  Pozdrawiam Wam moi drodzy serdecznie w ten deszczowy, listopadowy, wieczór. I niech roboty się nie zbuntują!

Alkohol…

Tak mnie czasem nachodzi ochota na stworzenie określonych obrazków, które powstaną z cytatów z książek. Zrobiłem ostatnio Lema żartownisia, a teraz chciałbym pokazać Wam cytat z “Laski Nebeskiej” Szczygła. Dokładniej jedną sentencję wypatrzoną  w praskiej toalecie:

alkohol

Także o co to ja miałem zapytać? A nieważne…

Teksturę wziąłem stąd: Texturez.com

Karel Capek “Księga apokryfów”

Karel Capek "Księga apokryfów"

 Po przeczytaniu „Laski Nebeskiej” i uświadomieniu sobie, że z literaturą czeską jestem na bakier (to mało powiedziane) zacząłem spełniać obietnicę poprawy. Na początek wziąłem sobie coś małego i niewielkich rozmiarów coby,  się nie zniechęcić:) Nie znaczy to wcale, że niewielkie rozmiary książki świadczą o jej małej wartości.

 Szczygieł wspomina o Karelu Capku (chyba tak to się odmienia). Pisarz, który międzynarodową sławę zyskał wprowadzając do języka czeskiego, a później wszystkich chyba języków na świecie słowo „robot” (sztuka „R.U.R.” czyli „Roboty Uniwersalne Rossuma”). I tyle. Ja też tego pisarza kojarzyłem tylko w ten sposób. Nie chciałem zaczynać od jego najsłynniejszych książek. Wybrałem sobie „Księgę apokryfów”, która brzmiała poważnie, w końcu chodzi o apokryfy…

 

Kilkanaście krótkich historii związanych z postaciami mitycznymi i historycznymi. Historie podane w sposób lekko absurdalny z dużą dawką  humoru i ironii. Gdzie postacie z dawnych epok wykazują się podejściem do wielu spraw iście dwudziestowiecznym i nowoczesnym.

 Aleksander piszący do swojego nauczyciela Arystotelesa ze Stagiry, że w sumie nie chciał tak dużo podbijać. On chciał po prostu zapewnić  bezpieczeństwo Macedonii. Gdy podbił Grecję musiał podbić Trację, bo zagrażały mu hordy barbarzyńców, później musiał podbić okolice Morza Egejskiego, bo mu zagrażali Persowie, gdy już wyparł Persów z wód helleńskich musiał podbić samą Persję, bo mu zagrażała. I tak dalej i tak dalej.

Lub historię Lota, który ani myśli zostawiać swoich ziomków z Sodomy na pastwę płomieni, bo choć grzesznicy z nich straszni to przecież są jego rodakami.

Jedna z lepszych historii to narzekania starego człowieka prehistorycznego pana Janecka na dzisiejszą młodzież, która nie szanuje obyczajów i gdzieś ma stare dobre narzędzia z krzemienia. A nawet gołe baby ta bezwstydna młodzież rzeźbi w kościach mamuta, o bazgrołach na ścianach jaskini nie wspominając.

A Archimedesa znacie? No pewnie, że znacie:) A wiecie jak zginął? Ja nie wiedziałem. Powiem Wam, a więcej możecie przeczytać sobie na wikipedii czy innych stronach. Zginął przebity mieczem przez rzymskiego legionistę. Podobno podczas roztrząsania jakiegoś problemu matematycznego. Ostatnie jego słowa miały brzmieć „nie zamazuj moich kół”. Capek rozprawił się z owym mitem śmierci Archimedesa w sposób bardzo błyskotliwy i naprawdę ciekawy. Dla mnie ta historia jest perełką.

Mamy jeszcze galerię mnóstwa interesujących postaci od Piłata po Napoleona z Jezusem na czele:)

 „Księga apokryfów” to klasyka, która się nie starzeje. Do jej odczytania wymagana jest znajomość mitologii greckiej, historii i literatury oraz religii. Oczywiście nie w jakimś ogromnym stopniu, ale dobrze jest wiedzieć kto z kim i dlaczego, a po co:)

Ironia, humor i zdroworozsądkowe spojrzenie na świat sprawiły, że była to naprawdę przyjemna lektura. Polecam!

 

 

 

Mariusz Szczygieł “Laska Nebeska”

Mariusz Szczygieł "Laska Nebeska"

Mariusz Szczygieł “Laska Nebeska”

Mariusz Szczygieł i jego pisanie podoba mi się nie od dziś. Dlatego wiedziałem, że wcześniej czy później sięgnę po jego książkę „Laska Nebeska”. Nadarzyła się okazja, bo ostatnia niedziela w Krakowie była jednym z najbrzydszych, najpaskudniejszych dni tej jesieni. Ciemno, zimno, szaro, ponuro i w dodatku leje jak ze strażackiej sikawki. Co w taką niedzielę robić? Upić się? Nie za bardzo, bo po niedzieli następuje niechybnie poniedziałek, a kacowe poniedziałki w pracy mam już zdecydowanie za sobą. Obejrzeć jakiś serial? To dobry pomysł. Ale ileż można oglądać seriali? Trzeba przeczytać jakąś książkę. Najlepiej rozweselającą. Wesołą i jednocześnie mądrą. Szybki przeglądnięcie Kindelka i wyłuskujemy książkę, zakupioną na którymś z portali księgarskich, bo była akurat promocja.

O „Lasce…” coś tam słyszałem wcześniej, dlatego spodziewałem się czegoś dobrego i śmiesznego. Dostałem coś bardzo dobrego i bardzo śmiesznego. Niniejszym dołączam do piewców peanów na temat tej książki. Siedemnaście felietonów o czeskiej literaturze. Napisanych przez przybysza, przez Polaka. I choć Polaka zafascynowanego Czechami i Czechy znającego, to bądź co bądź wciąż obcego.

„Laska…” odsłania nam i przybliża czeską literaturę, sylwetki pisarzy, a także czeską codzienność i mentalność. Prześladowanie Havla przez SB (bardzo uciążliwe i męczące). Walkę innego czeskiego pisarza z tabloidami. I coś tak genialnego, niesamowitego, że nie mogłem uwierzyć  w to co przeczytałem. Czesi mają swojego bohatera narodowego! Geniusza, przy którym Edison, Tesla czy Einstein to trzecia liga nauki. Porównać go można jedynie do Leonardo Di Caprio Da Vinci. Ten geniusz i człowiek renesansu nazywa się Jára Cimrman. Wpiszcie sobie w wyszukiwarkę jego imię i nazwisko, poczytajcie sobie o nim. Naprawdę warto:)

Nie samym śmiechem człowiek żyje i w książce można znaleźć sporo refleksji na temat naszych południowych sąsiadów. Ich podejścia do życia, śmierci, religii i polityki. Czyli bardzo zasadnicze tematy, które u nas natychmiast ustawiają rozmowę w poważnym tonie. A Czesi potrafią  o tym rozmawiać bez zbytniego zadęcia.

Jest w książce mnóstwo fragmentów, które mnie po prostu rozbroiły i sprawiły, że ta paskudna jesienna niedziela zrobiła się znacznie bardziej znośna. Bo w końcu „DOPÓKI ŻYJESZ, JEDZ I PIJ. PO ŚMIERCI JUŻ NIE BĘDZIESZ MIEĆ ŻADNEJ RADOŚCI”. To się nazywa pozytywny cytaty na dziś, jutro i w ogóle do samego końca.

Dodatkowo w książce znajdziemy zdjęcia znanego czeskiego fotografa Frantiszka Dostala, które pokazują nam czeską codzienność z przymrużeniem oka. Na Kindlu nie wyglądały być może zbyt okazale, ale widać je było:)

 Kolejny raz muszę napisać, że bardzo chciałbym spędzić w Czechach trochę więcej czasu. Pomieszkać trochę, poznać język, wypić piwo lub wódkę (ostatnimi czasy to kiepski pomysł). Ogólnie ten kraj znajduje się coraz wyżej na mej liście „must see”. Póki co poznaję ten kraj i jego mieszkańców, jak na razie głównie dzięki książkom Szczygła.

I teraz przejdziemy do mojego największego wstydu i powodu do hańby. Otóż… nie przeczytałem żadnej z wymienionych przez Szczygła książek. Filmy, o których wspomina oglądałem wszystkie, ale książki nie przeczytałem żadnej. Uff… po tym wyznaniu pozostaje mi obiecać poprawę i zabrać się za czeską literaturę niezwłocznie i z wielką ochotą.

„Laskę…” polecam gorąco i z całego serducha!

Zygmunt III też idzie na mecz…

Piłkarska gorączka zawładnęła naszym krajem. Dziś mecz o wszystko. Jak kraj długi i szeroki wszyscy będą trzymać kciuki.

A najnowsze doniesienia prasowe pokazują jak jeden z naszych króli, jeden z symboli Warszawy, ten co na kolumnie stoi. Dołącza do grona fanów piłki nożnej i w tym jakże ważnym dla Polski momencie schodzi z kolumny i kieruje się w stronę strefy kibica. Oby tylko zdążył!

Zygmunt mecz

Na razie barwy biało-czerwone są niezwyciężone, choć nie zwycięskie. Miejmy nadzieję, że dziś będą zwycięskie!

P. S. Fotografię Zygusia schodzącego z kolumny znalazłem w przedwojennej książce Jana St. Bystronia pt. Komizm. Napis dorobiłem już sam:)

Mariusz Szczygieł “Zrób sobie raj”

Mariusz Szczygieł "Zrób sobie raj"

Mariusz Szczygieł “Zrób sobie raj”

Po lekturze “Gottlandu” Szczygieł mi się nawet spodobał jako autor. Nie powinno więc dziwić, że sięgnąłem po jego drugą książkę o Czechach. “Zrób sobie raj” jest już inne niż “Gottland” przede wszystkim jest znacznie lepiej napisana i znacznie przyjemniej mi się czytało.

Kolejny raz przekonałem się jak bardzo różnią się od nas Polaków, nasi południowi sąsiedzi! Jak bracia Słowianie mogą patrzeć na świat w zupełnie inny sposób. Pisząc o Czechach nie można nie mówić o ich poczuciu humoru, które jest genialne. Przecież Czesi to Wojak Szwejk, to osławione czeskie filmy i K***A KRECIK! Tylko taki naród mógł wymyślić Krecika! Gościa, który stworzył Krecika powinni ozłocić a samego Krecika wstawić sobie jako godło!

Czesi uważają, że śmiech pozwala przetrwać najgorsze chwile i to on jest najprawdziwszą reakcją ludzką. Śmiech pozwala przezwyciężyć i przetrwać wszystko – nazim, komunistyczny reżim, który był znacznie ostrzejszy niż u nas, wreszcie rozbuchany kapitalizm. I choć Szczygieł przemyca poglądy, że jest to tak jak z zamiataniem śmieci pod dywan (w końcu kiedyś trzeba będzie sprzątnąć) nie zmienia to faktu, że poczucie humoru Czesi mają.

Szczygieł oprowadza nas po Czechach, w których naprawdę trudno zostać bohaterem (przypadek czeskich Cichociemnych, którzy zabili Heydricha – namiestnika hitlerowskiego na Czechy, Czesi dzisiejsi wciąż umniejszają ich czyn a pomnik niedawno postawili). Zresztą sam opis ich ostatniej walki jest jak fabuła czeskiej komedii. Szczygieł ładnie pokazuje nam czeskie środowisko artystyczne, które wydaje się dużo bardziej hardcorowe niż nasi artyści. (Wiele rzeczy nie przeszłoby w Polsce a takie genitalia na krzyżu, pani Nieznalskiej w Czechach najwyżej spowodowałyby uniesienie brwi).

Dużo uwagi pan Mariusz poświęca wierze Czechów a raczej jej braku. Jezu (sic!) jakie tam są piękne dialogi o Bogu, jak ci Czesi ładnie mówią, że Bóg im niepotrzebny, że po co mają sobie psuć życie jakimiś nakazami. Na bardzo naiwne pytania polskich studentów dlaczego nie wierzą – odpowiadają pragmatycznie i rzeczowo. Na przykład: “Gdy wszyscy Cię opuszczą, do kogo się zwrócisz?” pada odpowiedź: “Jakim człowiekiem musiałabym się okazać gdyby mnie wszyscy opuścili”. Oczywiście Szczygieł dla mnie trochę nachalnie porównuje pod tym względem Polskę i Czechów, ich kraj określając słowami “bezbożni sąsiedzi”. Czy wyobrażacie sobie, że nawet katedra św. Wacława czyli patrona Czech nie należy do kościoła! Tylko do państwa czeskiego! Wyobraźcie sobie taką sytuację na Wawelu. Jak ja bym chciał, żeby w Polsce było jak w Czechach. Tzn. (kościół katolicki zredukowany do roli takiej jaką powinien pełnić – służba wiernym i nic więcej, brak przywilejów, brak odszkodowań majątkowych). A kościoły traktowane są tam jako zabytki sztuki architektonicznej i obiekty historyczne. Żeby być sprawiedliwym czeski reżim komunistyczny ostro tępił kościół w latach komuny. Księża cierpieli prześladowania, takie same prześladowania spotykały wiernych. Ateizacja kraju nie nastąpiła więc tak bardzo z przyczyn naturalnych była po części procesem społecznie wymuszonym. Ale po odzyskaniu wolności i demokracji Czesi nie rzucili się na klęczkach do kościołów. Po prostu kościół również kojarzy im się z organizacją totalitarną!

Dość o sprawach wiary, będzie o książce. Czytało mi się świetnie, moim zdaniem o niebo lepsza od “Gottlandu”. Lepiej napisana, Szczygieł przytacza naprawdę zabawne anegdotki. Oczywiście pokazuje również drugą stronę tego medalu – jeśli zastąpimy wszystko śmiechem nie będzie już szans na żadną refleksję. Podobno nawet dramaty i tragedie w Czechach reklamuje się jako smutne komedie a Czesi na siłę szukają zabawnych momentów. Pan Mariusz bardzo ładnie ukazał specyfikę naszych południowych sąsiadów, ich główne cechy jednak bez operowania zbytnimi stereotypami. Książka Szczygła nominowana została do Nike i dla porównania przeczytam inne pozycje ale już teraz jak dla mnie może spokojnie nagrodę otrzymać! Polecam!

Aż bym sobie wyemigrował do tego kraju, za bardzo jednak jestem Polakiem abym mógł tam swobodnie się czuć. Jednym z postanowień majowych Charliego będzie wizyta w Czechach! I to na dłużej.

AHOJ!

P. S. A wrzucę mój ulubiony odcinek Krecika. Krecik i jego kabrio :)

[