Cześć! Witajcie w naszej bajce, gdzie nikt nie gra na fujarce, nie tańczą wkoło drzewa, ani tym bardziej żadne dzieci nie latają samolotem. A dlaczegóż to moi drodzy? Ano dlatego, że przenieśliśmy się do postapokaliptycznej bajki, w której ludzie mieszkają w wielkich, samowystarczalnych zbożowych (tu żarcik) silosach i próbują przetrwać.
Ha! I znów zaległości. Normalnie masakra jakaś. A wpis będzie dotyczył książki polskiego autora, którą również przeczytałem baaaardzo dawno temu. Jeszcze dawniej chyba niż „Obszar Marzyciela”, ale tę książkę postanowiłem sobie odświeżyć, bo pamiętałem, że lektura była dobra.
Na początek zdjęcie z operacji rozdzielenia bliźniąt syjamskich. Dr Doyen i jego „Hindoo Twins”. Źródło: https://flic.kr/p/59xwRi
Po Bułhakowie potrzebowałem odskoczni, ale nie to, że jakiejś szczególnej. Akurat napatoczyła się książka Pilipiuka, którego bardzo lubię. Bodajże chyba najnowsza i ostatnio napisana.
Jeden z siedmiu cudów siódemki według Szczerka. Mówiąc szczerze zawsze mnie korciło, aby się tam zatrzymać.
Droga krajowa numer siedem, droga łącząca Kraków z Warszawą. Szlak komunikacyjny z setkami lat historii, milionami ludzi, którzy przez wieki przebyli tę trasę. I ja również ją przebywam. Co prawda odbijam zaraz za Skarżyskiem, ale i tak znam ją jak własną kieszeń. Wiem, że w Antolce bardzo często stoją niebieskie misie, pamiętam, aby przed Chęcinami rozejrzeć się i odnaleźć zamek, często korzystam z drugiego pasa do wyprzedzania tak zwanej mijanki, by choć trochę przyspieszyć powrót do domów. Tak moi Drodzy dobrze przeczytaliście: do domów. Albowiem gdy opuszczam Kraków jadę do rodzinnego domu, ale gdy opuszczam dom rodzinny jadę do swojego krakowskiego domu.
Ilustracja utrzymana w klimatach postapokaliptycznych. Źródło: http://digital-art-gallery.com/picture/gallery/post_apocalyptic
Odkryłem świetny antykwariat w Krakowie i nie znajduje się on w centrum, lecz zupełnie gdzie indziej. Podjechałem odebrać książkę zakupioną na Allegro, a wyszedłem z całą torbą, a uboższy o kilkanaście złotych zaledwie. Pokłosiem tych zakupów było kilka książek z serii “Fantastyka Przygoda” z Wydawnictwa “Iskry”. Większość to sentymentalne zakupy, a tylko “Tylko Ziemi” (specjalnie powtarzam) nie czytałem (tak mi się przynajmniej wydawało).
Nie wiem co się ostatnio dzieje, ale zupełnie nie mam czasu na porządne zasiądnięcie przed moim blogiem i napisanie jednej, malutkiej recenzji z jednego długiego opowiadania pana Stanisława Lema. Na szczęście teraz piszę te słowa i czuję jak moje neurotransmitery i substancje czynne chemicznie w mózgu łączą się ze sobą w heroicznej próbie zmuszenia dwóch…