“Książki najgorsze” – rubryka z “Wiadomości Literackich”. Vol. 20

Tak jak obiecałem wczoraj. Wrzucam tutaj zwycięskie odpowiedzi na konkurs “Książek najgorszych”. 19 prac zostało nadesłanych, a zwyciężyli Magdalena Samozwaniec i Jerzy Liebert! Nazwiska, które odcisnęły swoje piętno w literaturze polskiej. Dodam, że Samozwaniec już miała opublikowane książki, a Liebert był przed debiutem. Trzeba więc brać udział w konkursach, bo kto wie…

Zwycięskie interpretacje ukazały się w numerze 34 z 24 sierpnia 1924 roku.

WL1924nr3424VIII

WL1924nr3424VIIIa

 

“Na  II konkurs „Wiadomości Literackich”, którego warunki były ogłoszone w nr. 27, nadesłano razem 19 odpowiedzi: książka dr. Salkowskiego „Dźwięki duszy” w krótkim czasie osiągnęła tedy rekordową ilość recenzyj. Nadesłane objaśnienia opatrzono w następujące godła: „FF”, „Zet”, „Bez godła”, „Samb”, „Jotbe”, „Gozdawa”, „Lasciate ogni speranza”, „Risum teneatis”. „B. Książkiewicz”, „Nałogowiec”, „Granaty”, „Ridens”, „Może można coś zarobić”, „Powsinoga beskidzka”, „Pereat ars, fiat grafomania”, „L. S.”, „Ermat”, „Kani”, „Ten”.

Nagrodę przyznano odpowiedzi pod wezwaniem „Może można coś zarobić”; po otwarciu koperty okazało się, że autorką tej odpowiedzi jest Magdalena Samozwaniec.

Dodatkową nagrodę w kwocie 40 złotych odznaczono pracę pod wezwaniem „Granaty”; autorem jej jest Jerzy Liebert. Oba „objaśnienia” wierszy p. Sułkowskiego przytaczamy poniżej in extenso.”

Na pierwszy ogień pójdą interpretacje pani Samozwaniec.

WL1924nr3424VIIIb

„Rynek”.

Autor wiersza „Rynek” opisuje wrażenia, które w nim wzbudzają Sukiennice, oglądane w nocy po powrocie z teatru „Bagatela”. Wydają mu się one ni to klombem irysów, ni to czarodziejskim upominkiem, złożonym Polakom w darze na rynku. Po (krótkim) namyśle autor przychodzi do przeświadczenia, że dzisiaj nikt by już Polsce takiego prezentu nie zrobił. Świat się tak zmienił po wojnie! („Nowoczesny człowiek do takiego uczynku nie byłby zdolny”). Conajwyżej „bajeczne ibisy” („die lbise des Kranickus”) przynieśćby mogły tę architekturę hurysy. Poeta hurysę jako taką pojmuje architektonicznie i wystawia ją sobie szeroką, sklepioną i starą, pod której ciepłą koroną można śnić w śnieżyce. — Dźwięki hejnału poniosły następnie poetę w stronę historji Polski I jej krwawych dziejów. Wysoce taktownie, wspominając niebezpiecznych wrogów ojczyzny, wymienia p. Salkowski tylko Tatarów. Są oni bowiem politycznie najmniej obecnie szkodliwi i choćby się obrazili,— nie szkodzi. Zresztą sos tatarski nie zaszkodził jeszcze żadnej potrawie, dlaczego więc miałby zaszkodzić wierszowi?

WL1924nr3424VIIIc

„Lowrana”.

W pięknym wierszu „Lowrana” opisuje autor zmienną i ruchliwą falę Adrjatyku, która, leżąc w „hamaku morskiej toni” , kołysze się, pryska, syczy, zachęca do broni, dzwoni na alarm i uderza całą siłą w pokrowiec morza, czyli wodę, przyczem doznaje przykrej porażki; jakiej— któż wie? Któż przejrzy tajemnicę morskiej fali? . Mniejsza więc o to, — fala zresztą szybko zapomina o przykrości i atakuje z życiem żaglowiec, jadący razem z poetą z Lowrany. Na dziobie okrętu stoi ponury Włoch, nie przedstawiający się nikomu, ciemna figura, która brodzi we własnej pianie, klnie ze złym ogniem w oczach. Dostał morskiej choroby, więc jest wściekły. Zresztą Polak możeby tak tego nie odczuł, ale Włoch jako Włoch jest rozgoryczony, że się „druchny” wodne zamieniły w „zielono-siwe konie”, w „sto fal owiec”, a wreszcie w zwyczajny „pokrowiec”, który jednakowoż miał jeszcze dość tupetu, by się przeistoczyć w skaczące „jagnię”.

WL1924nr3424VIIId

„Fredro”.

Poeta w wierszu „Fredro” ubolewa nad tem, że znakomity komedjopisarz nie siedzi żywy w swoim dworku (obecnie „Kawiarni Szkockiej”), lecz bronzowy na Akademickim placu, na oczach wszystkich. Dr. nazywa go „malarzem słabostek”. Salkowski, pisarz „przeróżnych słabostek”, umie to ocenić! Po (krótkim znów) namyśle poeta przyznaje, iż jest w tem siedzeniu jowialnem na placu tyle dobrego, że „mocarz uśmiechu”, patrzący z „grymasem ironji”, niepokoi gromadę ludzką, nadętą i próżną. Niejeden pomyśli sobie: „A nuż co o mnie napisze? —Niby na oko posąg,  ale co to tam można wiedzieć? —Ho, ho, z takim trzeba uważać!— Są na świecie, może w Afryce, jakieś wyśmiewane bardzo „kolonie” (widać zasłużyły na to…).— Jeszcze mnie tam wyśle, bym mu nie przeszkadzał napisać o sobie komedji. Taki to widzi za wonią róży i za piwonją całkiem co innego, on już wie, co za tem siedzi!”

WL1924nr3424VIIIe

„Kąpiel”.

Pan Salkowski jest nie tylko poetą, ale i doktorem. Doktorem medycyny — sądząc z wiersza „Kąpiel”. Lekarze nigdy nie zalecają szczerze kąpieli morskich, twierdzą, że działają one osłabiająco, wyczerpująco, że zastąpić je można znakomicie iniekcjami „kakodilu”, Ciechocinkiem lub „piperaziną”, a przedewszystkiem przestrzegają, by po dłuższej przerwie nie kąpać się od razu po raz pierwszy, bo może być źle. Śliska to droga morski piasek — potem słabo — słabo!” — A mówiłem, prosiłem, cóż kiedy starego Salkowskiego nikt nie słucha. — No ale juk po krzyku; — łyk koniaczku, i wszystko będzie dobrze. Tylko na drugi raz ostrożnie z „falą-żabą”, która może się zamienić w „pokrowiec”! (patrz wiersz p. t. „Lowrana”).

WL1924nr3424VIIIf

„Rybacy”.

Autor w tym wierszu, pełnym nastroju, błękitnej cichej wody, czerwonych żagli i zapachu ryb, oddał sprawiedliwość motorówce, znanej zaszczytnie (pod tem nazwiskiem) z tego, że nie czyni rybom żadnej krzywdy. W ostatnich trzech wierszach znać głębokie reminiscencje wojenne: „branka, jak wiadomo, oznacza to- samo co „pobór” vel (ale nie very well) „mobilizacja”. Poeta został prawdopodobnie zaraz na początku wojny powołany, choć nie był żadną grubą rybą — to ostatnie wrażenie ocknęło się w nim i skojarzyło z widokiem ryb zaganianych w sieć. „Jakby szydeł setki szyły obuwie na śmierci brankę” rozumiem tak: czyż można większe buty uszyć rybom, jak je złapać w sieć? Zresztą jeśli szydło może wyjść z worka, czemu nie miałoby wyjść z wiersza? 

To tyle jeśli chodzi o panią Magdalenę Samozwaniec z domu Kossak.

Teraz czas na Jerzego Lieberta. Nie będę tutaj wrzucał grafik, bo będą źle wyglądały. To jest jeden długi tekst i rubryk w gazecie kilka. Wrzucę Wam transkrypcję.

“Do wierszy Salkowskiego należy przystępować bez tych uprzedzeń, jakie ogarniają nas przy czytaniu współczesnej poezji polskiej.

Poeta ten, nawskroś aryjski, w głębi serca Słowianin z kości, po których płynie krew błękitna, miłującemi rękoma ogarnia kraj, od krakowskiego grodu począwszy — aż po wybrzeża pomorskie.

Drzemie w nim duch przodków, to też, pochylony niby limba płacząca nad i otchłanią przeszłości, upuszcza w nią gorące łzy tęsknoty, odwracając się tyłem do maluczkiej i mizernej teraźniejszości. W stalowe łożysko sonetów, tę ojczyznę Petrarki, Ronsarda i wielu innych duchów wielkich tego świata, wlewa poeta jasny i pogodny strumień mowy ojczystej, a olśniewające metafory niby ptaki ogniste rozświetlają zadumaną i smętną duszę poety. Przerzucając te kartki, od których wieje duch krzepki syna wielkiego narodu, pochłaniając te słowa, krwią błękitną i potem serdecznym pisane, zatrzymuję wzrok nad wierszem p. t. „Rynek”.

Poeta uderza tu odrazu w strunę najwyższą — staje na rynku krakowskim. Smutny powrót z „Bagateli” napełnia go niebywałym sentymentem. Dookoła wyrastają Sukiennice, niby „kształtne irysy” i „architektury hurysy, te upominki ibisa przeszłości.

W poecie, człowieku nowoczesnym, zdolnym jedynie do podziwu, budzi się iście polskie pragnienie snu i cichych gawęd przy kominku w noce śnieżyste i wietrzne.

W rozmarzenie, w tę wizję bolesną autora, wdziera się hejnał z wieży Marjackiej i ginie „w echo, ciszę”. I oto przepiękne porównanie, świadczące o gorącem zamiłowaniu autora do dziejów ojczystych: „Tak ongiś życia strumień i zamarł wśród grabieży Tatarów w Polsce.

Ale to nic. Bo hejnał zagrzmi znów jutro i pojutrze pobudkę do czynu, a ochotni rodacy wezmą się do obrony, by gnać precz szkodnych, i poeta, którego mowa perli się od hurysek, ibisów i irysów, mówiących tak wiele o tęsknocie Salkowskiego do egzotyki, jak Ikar rozwija żagle, by już w wierszu p. t. „Lowrana” płynąć na pełnem morzu.

Fala, bujająca się w hamaku Adrjatyckim, wita nowego oblubieńca pryskiem i sykiem, zachęcając druchny swoje, fale szumiące, do tego samego. Cały wiersz przedstawia groźny obraz walki rozpętanego żywiołu z „ruchomym pokrowcem” statku, mknącego na grzbietach kolorowych koni do Lowrany, na który raz po raz wskakują bałwany, jagnięta i owce morskie. I oto, gdy natura ukazuje swoje zachmurzone oblicze, przychodzi w południe zaduma nad nikłością człowieka, „l’italien inconnu”, stojącego na dziobie w powodzi „piany i przekleństw”.

Ten zmysł podpatrywania wiecznej walki człowieka i zwierząt z naturą stanowi wybitny pierwiastek romantyzmu w poezji pana Stanisława.

Przez wszystkie szpary tych strof przebije jednak nienasycona niczem tęsknota za ojczyzną. Ale mimo te wybuchy romantyczne, drzemiące w dźwięcznej duszy Salkowskiego, z czcią należną uchyla on głowy przed klasyczną komedią polską.

Wiersz „Fredro” jest śpiżowym dorobkiem poety. Jowialny staruszek, siedzący na placu Akademickim, „dla wszystkich na widoku, nie w swoim pałacu”, niestety, jest, według poety, symbolem postrachu dla przechodniów, a jego upiór niejednokrotnie napełniał serce doktora niepokojem i lekkim dreszczykiem.

„Znakomity przeróżnych słabostek malarzu!” woła poeta. Chętnie wybaczamy Salkowskiemu drobne słabostki (rzecz ludzka!), widząc jego ból serdeczny, z jakim mówi o „fraszkach, (co są już w agonii)”. Upadek satyry i humoru w niepodległej Polsce napawa poetę tkliwą melancholią. Bo i prawda. Któryż z nas nie pomyli, wąchając dygnitarzy, zapachu róż i piwonij. Poeta dyskretną szpadą dotyka tu urzędników państwowych, co czerwoni i wyrośli jak róża, pełni jak piwonia, zasiadają w polskich urzędach.

Lasso dowcipu, niestety, dostało się dziś w ręce ludzi, którym należałoby dać widły i kłonice. „Wyśmiewane kolonie” świecą dziś pustkami. I oto poeta, w jednym zdaniu, charakteryzuje na tle płytkiej współczesności dostojną postać Fredry: „Naturą bowiem twoją jest chęć żartobliwa”.

Nawet człowieka, mało znającego komedie mistrza, wzruszy ta rozbrajająca prostota, z jaką autor odmalował twórczość Fredry. Pewien znawca tego największego komediopisarza polskiego i znany autor paru komedyj i fars, po przeczytaniu przeze mnie nagłos powyższego wiersza, zawołał dowcipnie: „A to go wziął pod włos!”.

Wbrew wszystkim poetom najmłodszej Judeo-Polski, odsuwającym na bok zagadnienia etyczno-społeczno-moralne, Salkowski z niebywałą odwagą i z odrobiną gryzącej ironii stara się rozwinąć , powyższe problematy. Wiersz „Kąpiel” jest tego najlepszym dowodem.

Myliłby się każdy, ktoby przypuszczał, że kąpiel ta to zwykła zabawa kąpielowa na plaży w Gdyni albo Sopotach. Nie, terenem jej jest cale nasze życie!

Poeta ukazuje nam tu nieustraszonego mężczyznę-samca, który z samozaparciem się i z „modrem wezgłowiem” rzuca się nurkiem w to morze wiecznych żądz i namiętności.

Lecz wielu ludzi samotnych przewraca się w dali i „powstać nie potrafi”. To też bojąc się „mocy elementu” życia, łączą się ludzie w wianki, pod których postacią przemyca poeta wieńce ślubne. Lecz i tu poeta nie traci tak rzadkiego, na szczęście, humoru. . .

Mądre, pogodne rozwiązanie problematu, który męczy nas wszystkich i wokół którego, niby bluszcz palący, owijają się nasze tęsknoty. A ludzie inni, cóż, przechodzą nad tragedją wewnętrzną i zewnętrzną tego czy owego członka i „życiem rwani”, „weselą się falą-żabą” soków żywotnych, co niby żabka zielona skacze z miejsca na miejsce, z góry na dół. Przykra jest rola krytyka, który w tych gorzkich słowach poety musi dopatrywać się jego osobistych zawodów miłosnych.

Ale już w wierszach innych spokój owłada duszą poety. W „Rybakach”, tym sielankowym obrazku, przedstawiającym połów śledzi w morzu polskiem, poeta z sercem napełnionem wdzięcznością dla piękna przyrody śledzi majestatyczne maszty i „łodzie rybackie bez liku”. Cisza. Nawet motorówka lubym szmerem nie mami ryb, i w tej wielkiej harmonji człowieka ze światem „nie plami swojego nazwiska”. Rybacy „na wojnę ruszają z czujnemi rybami”, a wieczór rozpina cienie, i „barki i łodzie dostają niby skrzydeł”. Zdumiona fala gra swoją rzewną kołysankę, a „ryby beztroskie”, nie czując zbliżającej się godziny odwetu, zachwycone tą melodją chwili wieczornej, wpływają bezradne, „chociaż oporne”, do sieci.

I wybucha w poecie gorycz i żal, że dlatego to setki szydeł uszyły to obuwie śmiertelne dla ryb, i oto „śmierci branką” kończy poeta swój akord, — wpatrzony dobrotliwie w dzień zachodzący nad morzem.

W Salkowskim witamy nową gwiazdę wzeszłą nad wyleniałe krawędzie polskiego parnasu, poetę krańców ziemi i mowy ojczystej.

Sursum corda!”

I jak Wam się podobały interpretacje? Liebert nieźle popłynął:) Ja dałbym główną nagrodę jemu.

Znalezione jak zwykle w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej.

“Książki najgorsze” – rubryka z “Wiadomości Literackich”. Vol. 19

Dzień dobry!

Troszku ponad tydzień temu pisałem pozdrowienia z wiosennego Krakowa, a dziś przychodzi mi pisać z miasta pokrytego śniegiem, topniejącym co prawda, ale śniegiem! Zimo zła wypierd… to znaczy idź stąd!

Pamiętacie wpis z “Książek najgorszych” o królu grafomanów? Na końcu prowadzący rubrykę ogłosił konkurs na interpretację wierszy. Przedstawię Wam teraz te wiersze pana Salkowskiego, które były przedmiotem konkursu. A jutro pokażę Wam kto konkurs wygrał.

WL1924nr277VII

Konkurs

“W myśl zapowiedzi w numerze poprzednim ogłaszamy niniejszem konkurs z nagrodą 50 złotych za najlogiczniejsze i najdowcipniejsze objaśnienie wszystkich „niejasności” w niżej przytoczonych fragmentach z książki dr. Stanisława Salkowskiego „Dźwięki duszy”; książka, ta, wbrew mniemaniu wielu czytelników, nie jest wymysłem autora „Książek najgorszych” i, niestety, istnieje rzeczywiście. Odpowiedzi należy przesyłać pod adresem redakcji „Wiadomości Literackich” (Złota 8) do dn. 20 lipca b. r. W kopercie z odpowiedzią powinna znajdować się — druga (nazwisko i adres wysyłającego), przyczem odpowiedź i druga koperta winny być zaopatrzone we wspólne godło.”

A ja żeby zachować oryginalną pisownię wierszy, wrzucę wam tylko grafiki bez transkrypcji.

WL1924nr277VIIb

WL1924nr277VIIc

WL1924nr277VIId

WL1924nr277VIIe

WL1924nr277VIIf

Co myślicie o twórczości doktora Salkowskiego?

Ja się na poezji nie znam.

Zastanowię się czy po jutrzejszym wpisie z odpowiedziami sprzed lat osiemdziesięciu nie zrobić czasem konkursu na nową dwudziestopierwszowieczną (poprawnie to napisałem?) interpretację sonetów pana doktora.

Informacja o konkursie pochodzi z numeru 27 Wiadomości Literackich  z 7 lipca 1924 roku.

Znalezione jak zwykle w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej.

“Książki najgorsze” – rubryka z “Wiadomości Literackich”. Vol. 17

Dobry wtorek macie? Ja mam dobry:) Jeśli nie macie dobrego wtorku to postaram się  choć  trochę  przyczynić do poprawy nastroju. Dlatego przytaczam Wam kolejny odcinek “Książek najgorszych”.

Co prawda lwią część pracy wykonał przed osiemdziesięciu laty dziennikarz Wiadomości Literackich, który przeczytał książkę niejakiego pana Stanisława Salkowskiego i opisał swoje wrażenia. Ja tylko skromnie wyciągam ponownie na światło dzienne ową zacną rubrykę.

O ciężkiej pracy pana Salkowskiego również trzeba wspomnieć, bo on w końcu tę książkę napisał.

Stanisław Salkowski “Dźwięki duszy. Sonety”.

Wiadomości Literackie nr 26, 29 czerwca 1924 roku.

WL1924nr2629VI

Książki najgorsze

“Dr. Stanisław Salkowski. Dźwięki duszy. I. (Sonety). Poznań, 1924; str. 114 i 6nl.

Nie wiem czego doktorem jest p. Salkowski, czy medycyny czy filozofii, ale w każdym razie minął się z powołaniem. Nie chcę przez to powiedzieć, że powinien być poetą, nie: p. Salkowski powinien zostać poprostu królem. Gdyby istniało królestwo grafomanów. Salkowski byłby tam czczonym i ubóstwianym monarchą.

Jak nędzne wobec „Dźwięków duszy” wydają się książki innych grafomanów. Trzeba nieraz parę stron przerzucić, żeby znaleźć jakiś idiotyzm. A jeśli i się już znajdzie, to są to przeważnie małe, biedne głupstewka w porównaniu z potęgą głuptactwa, zawartą w każdym sonecie Salkowskiego. Jego najwyższy majestat, najjaśniejszy pan grafomanji wielki książę na bzdurze, cesarz kretynizmu, doktór Stanisław Salkowski daje w swym małym tomiku temat do wielotomowych dociekań nad zwyrodnieniem umysłu ludzkiego i niepożyty żer dla stu tysięcy satyryków Europy i Ameryki.

Postarajmy się z całym spokojem i powagą zastanowić nad sonetem p. t. „Akademja”. w którym p. Salkowski powiada o Niemcach:

„Kuli szowinistyczne kultury frazesy

O niemieckiej wyższości, hakaty piwonię (!!)

Krzewiąc sztucznie, aby nas prowadzić w agonię

Przez Akademję Poznańską, rządów ekscesy”.

Co to znaczy? „Piwonie hakaty” — jakie to świetne i głębokie ujęcie rasy germanofilskiej. Pan Salkowski nie dla rymu zastosował słowo „piwonia”; o, nie — piwonia ma w sobie coś z piwa, więc budzi naturalną asocjację z Prusakami. Świetności tego wyrażenia nie zaćmią nawet ostatnie dwie linie wiersza, pozbawione pozornie sensu logicznego i gramatycznego.

Każdy przedmiot, każde wrażenie jest powodem do nowego utworu. Salkowski staje przed Bazarem w Poznaniu i z serca jego wyrywa się taki okrzyk:

„W Bazarze bawił Paderewski w wyzwolenia

Chwili, a później Haller i drugi Prezydent

Państwa. Od lat wielu Bazar życia ośrodek

Stanowi w Poznaniu, kultury swej nie zmienia.

W nim każdy w mieście ważniejszy incydent

Znajduje swoje miejsce, jak w pamięci przodek!”

Jest to porywające jako niezwykła melodyjność i polot, ale dlaczego Salkowski to, co jest poza nami, nazywa przodkiem?

Czasem obrazy jego wymagają wielkiej wnikliwości i sprytu. W wierszu p. t. „Rybacy” głupstwem jest, że autor mówi o łodzi, że „nie plami swego nazwiska”, trudniej jest jednak zrozumieć, co autor miał na myśli, pisząc o rybach:

„Ryby beztroskie na wierzch, chociaż oporne.

Podpłyną, sieć je pochwyci, jakby szydeł

Setki szyły obuwie na śmierci brankę (????)”

A więc sieć tak chwyta ryby, jakby setki szydeł szyty obuwie na śmierci brankę!

Powoli. Branka śmierci — jest to ktoś, kto jest w niewoli u śmierci, tedy ktoś umierający. A więc łapanie ryb czyni na p. Salkowskirn wrażenie, podobne do tego, jakie się ma, patrząc na stu szewców szyjących obuwie dla umierającej kobiety. Wielki umysł! Co za niepospolita łatwość narzucania obrazów. Płytki satyryk powiedziałby, że tylko szewc może mieć podobne myśli, kiedy patrzy na ryby, — ale my ze szczerym podziwem schylamy głowę przed tym potężnym kretynizmem.

W wierszu p. t „Serce” poeta mówi, że „zwalone trupy usuną krwi pszczółki”, ale jest to niczem w porównaniu do drugiego sonetu p. t. „Serce” (warjant), w którym niema ani jednej zbytecznej litery poza literą „n” w słowie „warjant”.

Pan Salkowski pojechał do Czech i tam zauważył, że „ze sklepień i ścian spływa odrodzenia rosa”, że:

„Katedra strzeże z zamkiem dróg poczynań jawy,

Nepomucen Święty oddala nieszczęść paszcze.

Palacky zbudził twych ziomków, w Germanji haszcze

Splątanych, niszczy Masaryk wrogie obławy”.

Są to wszystko rzeczy zupełnie zrozumiałe i jasne, i każdemu z nas podróż do Czech niewątpliwie nasunęłaby podobne wrażenia. Atoli pewne ustępy wymykają się mej spostrzegawczości. P. Salkowski wyznaje:

„Sen zwolna się skrada. Z siebie tworzymy pociąg.

Lokomotywę pierwszy przy oknie stanowi.

Wagony inni łączą przez głowę i nogi.

Z podróżnymi się bawi Morfeusz W rurociąg

Snu. Odpływ. Zaspany się zwraca ku domowi,

Zabłyśnie lęk, śmiechu łódź wiezie spokój jogi”.

Najbardziej zastanawia zabawa w „rurociąg”, którą uprawia Morfeusz. Co znaczy nagłe słowo „odpływ”? Łódź śmiechu, wioząca spokój jogi, przeraża mnie. Gdzie ona płynie?

Po czem można poznać, że jest zrobiona ze śmiechu? Dlaczego joga jest taki spokojny?

Jestem zmęczony i wyczerpany do ostatnich granic. Błagam czytelników „Wiadomości” o pomoc. W następnym numerze ogłoszę kilkanaście dalszych fragmentów dr. Salkowskiego. Kto nadeśle najlogiczniejsze i najdowcipniejsze objaśnienie tekstu, otrzyma 50 złotych, książkę p. Salkowskiego i uścisk ręki autora „Książek najgorszych””

bt.

Dostało się panu Salkowskiemu dostało. A przecież jego poezja jest mocno awangardowa i wydaje się sięgać, gdzie wzrok nie sięga. Wydaje się…


Konkurs został ogłoszony w następnym numerze. Ja Wam go przybliżę w następnym wpisie.

Książkę pana Salkowskiego można przeczytać w Bibliotece Jagiellońskiej. Tu jest karta katalogowa.

Tradycyjnie znalezione w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej.