Maciej Zaremba Bielawski “Higieniści: z dziejów eugeniki”

Kiki chowa się za książką, bo jeszcze nie wie co to sterylizacja...

Kiki chowa się za książką, a przecież jeszcze nie wie co to sterylizacja…

Się czasem człowiekowi trafi książka, z którą ma problem. I to nie dlatego, że książka zła, niedobra i do dupy i jak tu o niej coś napisać. Czasem chodzi o książkę, która porusza bardzo kontrowersyjne tematy i człowiek nie wie zwyczajnie co ma na ten temat myśleć! Bielawski pochyla się nad bardzo wstydliwą sprawą, o której wielu Szwedów (zwłaszcza tych będących u steru rządów) chce zapomnieć, czyli przymusowej sterylizacji obywateli czynionej w imię dobra społeczeństwa.

Continue reading

Jonas Jonasson “Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”

Takiego majestatycznego starca znalazłem. Źródło: pinterest.com

Takiego majestatycznego starca znalazłem. Źródło: pinterest.com

Starość nie radość, a przecież jak to śpiewają wesołe jest życie staruszka, gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła! Starość dopadnie każdego z nas. I daj panie Boże, panie Allahu, panie Buddo, panie Jahwe czy też panie Losie, panie Chaosie, pani Naturo, aby móc przeżyć swoje życie w taki sposób, by na końcu rzec, że dobrze było.

Continue reading

Camilla Läckberg “Księżniczka z lodu”

Księżniczka z lodu

Księżniczka z lodu

Kolejny skandynawski kryminał przeczytany przez mnie.

Zima w Szwecji musi być porą roku bardzo irytującą, uciążliwą i długo trwającą. Dlatego Szwedzi należą do narodu twardego, mocnego i wytrzymałego. Nie było łatwo im przetrwać w tym zimnie i wciąż pragnęli zwiedzać pobliskie kraje. Zwłaszcza ich program kulturalno-turystyczny z siedemnastego wieku cieszył się ogromną popularnością. Rząd szwedzki w tamtym czasie sponsorował wczasy w Polsce, Inflantach, Danii i Rosji. Wielu szwedzkich obywateli (głównie mężczyzn) korzystało z preferencyjnych kredytów, które pozwalały im zobaczyć nowe kraje, poznać lokalne kobiety (często wbrew ich woli) i ogólnie bawić się dobrze i to za grosze. Niestety szwedzki program turystyczny spotykał się z niezrozumieniem tubylców, którym przeszkadzało grabienie i łupienie miast, gwałcenie kobiet i porywanie ich do zimnej Szwecji, tudzież zabijanie tych, którzy pragnęli zwrócić uwagę rozochoconym szwedzkim turystom. Dlatego po kilkudziesięciu latach zarzucono ów program i skoncentrowano się na przetrwaniu na zimnym półwyspie skandynawskim.

Ale dość już przeszłości. Przecież miałem Wam opowiedzieć o współczesnym kryminale szwedzkim, którego niewątpliwą gwiazdą jest pani Camila Läckberg. Księżniczka z lodu to pierwszy tom z serii opisującej przygody Eriki Falck. Jest tego chyba do tej pory z siedem tomów, wydanych po polsku.

W skrócie fabuła. Mamy małą mieścinę turystyczną co się zowie Fjällback. I w tej mieścinie, w której wszyscy wiedzą o wszystkich wszystko i jeszcze więcej, zostają znalezione zwłoki kobiety, która pochodziła z tego miasteczka. Okazuje się, że kobieta nie popełniła samobójstwa choć zabójca starał się je upozorować. Do akcji wkracza dzielna pisarka Erika Falck, która przyjaźniła się z zabitą kobietą w dzieciństwie. Wspólnie z lokalnym policjantem Patrickiem, w którym się zakochuje  dochodzą do prawdy, która jest smutna i przerażająca. Nie napiszę Wam kto zabił, bo przecież nie o to chodzi.

Książka jest na tyle interesująca, że chce się ją przeczytać do końca. Choć nie jest wcale jakoś powalająca na kolana. Ot, kawałek porządnego rzemiosła. Podobno następne tomy są lepsze.

Co mi przeszkadzało – nadmierne i dość nachalne moralizatorstwo wyzierające z wielu miejsc w książce. Chyba, że to moja wina, a ja jestem przeczulony na tym punkcie. W książce mocno dostaje się obywatelom małych miasteczek, którzy za wszelką cenę starają się ukrywać prawdę przed światem, bo co ludzie powiedzą. Taka szwedzka dulszczyzna. Irytowała mnie karykaturalna postać komisarza policji Mellberga. Serio?! Bardziej przejaskrawić się go chyba nie dało. I tutaj kolejny mój zarzut o schematyczność i wykorzystanie pewnych gotowych szablonów. Trochę to drażniące było.

Nie na tyle jednak drażniące, żeby zniechęcić mnie do lektury kolejnych tomów. Zwłaszcza, że pani Camilla Läckberg ma być gościem Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, który już niedługo!

 

Henning Mankell “Morderca bez twarzy”

Henning Mankell "Morderca..."

Henning Mankell "Morderca..."

Henning Mankell szturmem podbił rynek kryminałów w Polsce. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie szperając po nieprzebranych, niezmierzonych ludzkich rozumem zasobach Internetu. Zdobył sympatię i wręcz uwielbienie całkiem sporej rzeszy ludzi. A że kryminalnym bibliotekarzem jestem chciałbym wiedzieć o co cały ten hałas. „Morderca bez twarzy” to pierwsza książka z Kurtem Wallanderem jako głównym bohaterem, trochę będącym zerem, szwedzkim policyjnym oficerem, zajadającym się hamburgerem. Dlaczego będącym zerem, a bo mi się tak zrymowało:) Wallander nie jest zerem, jest steranym życiem gliną w niewielkim miasteczku Ystad. Sterany życiem jest, bo żona się z nim rozwiodła, córka mu się z czarnym lekarzem zadaje, a i ogólnie praca policjanta w Szwecji w roku 1990 zaczyna być coraz bardziej niebezpieczna i wymagająca zimnej krwi i bezwzględności. A to się Kurtowi nie podoba.

Koniec tego przydługiego wstępu. Mamy trupa, konkretnie dwa trupy starego małżeństwa zamordowanego w brutalny sposób na jakiejś szwedzkiej pipidówce. (Wybaczcie tę zgryźliwość, tak jakoś pasuje mi dzisiaj). Policjanci zaczynają zbierać informacje, badać każdy trop i ślad. Okazuje się, że praca policjanta to żmudna robota polegająca na ciułaniu okruchów, przeglądaniu setek papierów i łączenia wiadomości, strzępów informacji i dowodów w nieprawdopodobne scenariusze zdarzeń. Lekko nie jest, amerykańskie filmy kłamią, olśnienia nie przychodzą znikąd, ale się zdarzają. Przypadek i mrówcza praca to podstawa. Ogólnie ciężko jest. A gdy się okazuje, że sprawcami mogliby być imigranci zaczyna się obawa przed atakami na uchodźców, które rzeczywiście się zdarzają. Koniec końców po długim i żmudnym śledztwie, które trwało pół roku, po kilku fałszywych tropach i niezłych wpadkach Wallander dowiaduje się kto zabił.

Jak widzicie po mojej pisaninie jakoś szczególnie zachwycony nie jestem. Nie było to złe, ale nie było oszałamiające. Momentami było nawet nudnawe. Czułem te dwadzieścia lat jakie upłynęły od momentu, gdy Kurt Wallander słuchał na kasecie Marii Callas i myślał nad przyszłością Szwecji i Europy. Książka porusza ważne problemy imigracji i osiedlania się w obcym kraju jakoś tak bez ikry i bez przekonania. O Polakach też jest kilka wzmianek, nic to dziwnego, bo przecież do Szwecji jeździło rodaków całkiem sporo. Tfu, jeździ rodaków sporo. Sam chciałbym kiedyś Szwecję odwiedzić. Zaletą książki jest niewątpliwie realizm jeśli chodzi o opisanie pracy policjanta.

To dobra, solidna książka, ale nie powalająca na kolana. A chyba miałem znacznie większe wymagania i oczekiwania  – czasem może to wyjść na złe lekturze.

Stieg Larsson “Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”

Stieg Larsson "Mężczyźni..."

Stieg Larsson “Mężczyźni…”

Charlie ma dla Was książkę, która triumf popularności ma już za sobą. Wspominałem gdzieś, że za kryminałami nie przepadam, a tu bach! Postanowiłem jakoś zaznaczyć, że nie tylko czytuję kurzem pokryte manuskrypty z minionych stuleci, ale również oczęta swe kieruję na cokolwiek nowszą literaturę. Cóż by tu powiedzieć o Larssonie i jego trylogii “Millennium” – wydaje mi się, że raczej czytająca część Polski słyszała co nieco o tym kryminale. Jestem laikiem jeśli chodzi o kryminały, ale to chyba Larsson rozpoczął inwazję kryminałów ze Skandynawii na nasz piękny słowiański kraj. Zalał nas tymi kryminałami jak niegdyś jego przodkowie rozlali się w postaci “Potopu” po Rzeczpospolitej. (Jeśli macie za mało słów kryminał, kryminały w tej wypowiedzi to teraz Wam podrzucam:) Abstrahując od tego szwedzkiego “Potopu”. Z czym Wam się kojarzy Szwecja? Abba, Roxette, zimna, dobra wódka, chłodne blond piękności, które raczej przypominają posągi niż kobiety z krwi i kości? A może z czymś innym? Szwecji z Waszych wyobrażeń raczej w książce Larssona nie uświadczycie.

Krótko o fabule: dziennikarz ekonomiczny, który został skazany za zniesławienie znanego finansisty postanawia się wycofać z aktywnego życia zawodowego. Jak z nieba spada mu zlecenie napisania kroniki rodzinnej znanego w Szwecji rodu przemysłowców. Nestor rodu pod przykrywką tej kroniki zleca mu jednak prowadzenie śledztwa w sprawie zaginionej przed laty siostrzenicy. Mikael nie wierzy, że uda mu się rozwikłać zagadkę, ale podejmuje się wyzwania. Zadanie jest trudne i pracochłonne. Oprócz głównej postaci dziennikarza mamy jeszcze postać młodej niedostosowanej społecznie dziewczyny, Lisabeth. Dziewczę to jest niezłym ziółkiem i najlepszą hakerką w Szwecji. Wspólnie z Mikaelem zajmą się sprawą porwanej Harriet Vagner. Rezultaty ich śledztwa zaskoczą wszystkich, łącznie z głównymi bohaterami.

Tyle o fabule. Przeczytałem to opasłe tomisko. Nawet mi się podobało, ale szału nie było. Zastanawiam się skąd ludzie wzięli te wszystkie bardzo entuzjastyczne opinie i recenzje. Takie tam czytadło – nawet trochę przydługie. Dopiero koło trzechsetnej strony zaczęła mnie troszkę wciągać. Wrażenia po lekturze – stanowczo w Szwecji piją za dużo kawy. Chryste, tam idą spokojnie ze trzy dzbanki kawy na stronę. Ja wiem, że w Szwecji ciężko jest wódkę dostać, ale żeby sobie to odbijać pijąc hektolitry kawy! Druga sprawa – drobiazgowość opisów wszelakiego sprzętu elektronicznego. Naprawdę drażniło mnie to, że gościu ma komputer z dyskiem 60 giga, łączem, podświetlaną klawiaturą i kurwa czytnikiem kart, wszystko opisane i wymienione jak na jakimś folderze reklamowym. Autor starał się widocznie dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców i opisać im wygląd laptopa. (W sumie to zrozumiałe jest – książka była pisana na początku wieku). Co nie zmienia faktu, że mnie to irytowało.

Ogólnie jak napisałem wcześniej – książka mi się podobała. Napisana wartko, strony połykało się bardzo szybko. Jednak świat “Millennium” nie wciągnął mnie, aż tak bardzo. Mam w zasięgu następne dwa tomy, ale dam im trochę poleżeć za nim się do nich zabiorę.

P. S. Całkiem fajny artykuł o Larssonie w “Wyborczej”.