Marek S. Huberath “Kara większa”

Kolejna odsłona laureata nagrody imienia Zajdla. I moje wyznanie – nic nie czytałem pana Huberatha nigdy, never, niemals, jamais. Jakim cudem to się stało nie wiem. A lubię o sobie myśleć, że jednak tę polską fantastykę znam, a tu dupa zbita. Kolejna rzecz do poprawienia i nadrobienia.

thetriumphofdeath 21

Pieter Bruegel (starszy) “Triumf śmierci”

Wracając do opowiadania. Ukazało się ono w „Nowej Fantastyce” w roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym pierwszym. I ponoć od razu rozgrzało polskich czytelników do czerwoności stawiając wielu po dwóch stronach barykady. Nadmienię tylko, że chodzi o wątek poboczny opowiadania, a dotyczący nienarodzonych, czyli aborcji. Wątek zdominował dyskusję o opowiadaniu, dlatego ja go pominę.

Zostałem wychowany w kulturze judeochrześcijańskiej, pod tą szerokością geograficzną urodzony i nie mający na to urodzenie żadnego wpływu, więc wizję Piekła i Raju współdzielę z wieloma milionami osób. Większość z nas (chyba mogę tak napisać) wyobrażenia dotyczące życia po śmierci, w które wierzy lub nie, ma dość podobne. W Piekle cierpimy męki, w Czyśćcu liczymy na poprawę, a w Niebie zaznajemy wiecznej radości i szczęścia. A jak to wygląda naprawdę (i czy w ogóle wygląda) tego nie wie nikt. Swego czasu wycieczki po Piekle, Czyśćcu i Raju oferował niejaki Wergiliusz, poeta rzymski, ale od kiedy niewdzięczny turysta z Florencji jeden taki Dante Alighieri dopuścił się ujawnienia tajemnicy wycieczki, a to co widział to opisał i opublikował, Wergiliusz przestał oprowadzać po Zaświatach.

Tak na marginesie wyczytałem gdzieś, że różnego rodzaju aktywiści chcą zakazać „Boskiej Komedii” jako dzieła rasistowskiego, antyislamskiego, antysemickiego i piętnującego homoseksualizm. Zaprawdę powiadam Wam głupota ludzka nie zna granic, a każden kto odczytuje dawne dzieła bez odpowiedniego kontekstu historycznego, obyczajowego z tamtych czasów winien się w Piekle smażyć.

Za dużo tych dygresji, już wracam do opowiadania. Huberath serwuje nam bardzo ciekawą wizję życia po życiu. Główny bohater Rud cierpi okropne katusze, jest torturowany przez wysokiej klasy specjalistów od zadawania bólu. Codziennie jego ciało jest rozrywane na strzępy, przypalane, kłute, polewane kwasem, ogólnie rzecz ujmując Rud ma przejebane. Ale pewnego dnia kara się kończy i Rud ma szansę na Niebo! Wpierw musi jednak przejść przez okres przystosowawczy, który odbywa się w obozie dla osobników podobnych jemu – to znaczy czekających na Niebo. Obóz żywcem przypomina obozy koncentracyjne, które zakładała pewna nacja mieszkająca na zachód od Odry lub też obozy wytężonej pracy fizycznej, które zakładał pewien „poczciwy” wąsiaty pan na wschód od Bugu. Korelacji jest całkiem sporo i są dość oczywiste. Rud powoli wraca do zdrowia, zaczyna sobie swoje zmaltretowane ciało przywracać do dawnego stanu, dzięki operacjom plastycznym i wolniutko przygotowuje się do odwiedzenia Nieba, ale tutaj czeka na niego spore zaskoczenie, nie zdradzę więcej, bo może ktoś nie czytał.

Groteskowa wizja zaświatów, w których rządzi biurokracja, a „funkcjonariusze” pracują jak w jakimś urzędzie wywołuje momentami uśmiech na twarzy, ale opowiadanie do wesołych nie należy, zwłaszcza jego koniec, który smutno podsumowuje ludzką naturę. Huberath daje jasno do zrozumienia, że nic ludzi nie zmieni ani obietnica Nieba, ani również kara czy to większa czy mniejsza. Po określonym czasie nawet do największego cierpienia można przywyknąć, a nasz charakter nie ulegnie zmianie i gdy tylko poczujemy odprężenie natychmiast wracamy do starych, złych nawyków.

Szkoda, że nie znałem tego opowiadania wcześniej i bardzo dobrze, że je sobie teraz przeczytałem. Wizje zaświatów to wdzięczny temat dla pisarzy, niejeden i niejedna się nimi zajmował. Raz lepiej raz gorzej. O klasykach literatury nie będę wspominał. O filmach też nie, bo tych również jest mnóstwo choćby “Armia Boga” z Christopherem Walkenem. Na chwilę obecną Kossakowska mi się tłucze po głowie i jej „Siewca wiatru”, coś jeszcze się kołacze pod czaszką, ale nie pamiętam za bardzo co.

Huberath stworzył opowiadanie bardzo ciekawe i interesujące. Zapadające w pamięć. A to się liczy, to się liczy nawet bardzo.

4 thoughts on “Marek S. Huberath “Kara większa”

  1. Warto na marginesie dodać, że do Boskiej Komedii Dantego oraz wizualizacji Piekła Sandro Botticelliego, sięgnął ostatnio Dan Brown w najnowszej książce Inferno. Chyba zatem nie przejdzie wspomniana przez Karolka proskrypcja na Dantego, skoro ulubieniec Salonu osadza swoją historię na Boskiej Komedii.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook