“Książki najgorsze” – rubryka z “Wiadomości Literackich” vol. 25

Są! Przybyły! Nareszcie po niemalże dwóch miesiącach od ostatniego odcinka znów powróciły! Na szczęście literatura polska nie zawodziła i nie zawodzi i wciąż dostarcza kiepskich jakościowo produktów czy też dzieł o znikomej i wątpliwej jakości. Oczywiście pamiętajcie, że krytyk z “Wiadomości Literackich” nie był, ani nawet nie bywał nieomylnym Panem zasiadającym na Niebiańskim Tronie wśród chórów archaniołów i nie miał monopolu na prawdę.

Pisał o książkach, które jego zdaniem były najgorsze. A często robił wycieczki osobiste pod adresem autorów co podobno krytykowi nie przystoi, lecz niewątpliwie dodawało ostrości i zadziorności jego artykułom.

Mam wrażenie, że przez te dwadzieścia pięć odcinków wytwory przedwojennych literatów jakie tu prezentowano na owo miano (książek najgorszych) zasługiwały, choć nie zdobyłem się na to, aby którąkolwiek z prezentowanych książek przeczytać w całości.

Dzisiejszym bohaterem jest Kazimierz Brzeski i jego “Poezja buduaru”

Wiadomości Literackie nr 31(83), 2 sierpnia 1925.

Czytaj dalej->

Dawniej też kradli..

Wiecie, że niedawno ukradli mi rower. Oczywiście nie jestem pierwszym ani ostatnim człowiekiem w ten sposób poszkodowanym. Tak sobie teraz trafiłem na dwie informacje prasowe sprzed wielu, wielu lat.

Ta informacja pochodzi z “Ilustrowanego Kuryera Codziennego” z roku 1925.

“POŁÓW NA ROWERY. Od kilku dni kronika policyjna, prawie codziennie notuje zgłoszenia wypadków kradzieży rowerów. W przeważnej części, że podobne wypadki się zdarzają, winni właściciele rowerów, gdyż lekkomyślnie pozostawiają rowery bez nadzoru w bramach domu lub na chodniku. Ostatnio, t. j. -wczoraj skradziono rower wartości 170 zł. ułanowi Karwackiemu, który pozostawił rower przed sklepem w ulicy, św. Anny”

Biedny ułan stracił swojego rumaka, wiem doskonale jak się wtedy czuł.

A teraz informacja sprzed ponad stu lat. Z  “Gazety Lwowskiej” z roku 1899.

“Amator rowerów. Kornel Pachuta, 16 letni terminator lakierniczy, który upodobał sobie sport kołowy, nie mając środków na za-kupno maszyny, skorzystał z pozostawionego chwilowo na ulicy Piekarskiej roweru pana R., którym jednak nie długo się cieszył, gdyż Pachutę i ukryty przez niego na strychu rower odszukano, a niedoszły cyklista piechotą dosłał się do aresztu.”

Ta notka jest dość dowcipnie napisana, zapewne dlatego, że finał sprawy szczęśliwy. A niedoszły cyklista pewnie jakąś surową karę otrzymał. Biedaka nie stać było na “zakupno” maszyny…

Morał z tych fragmentów taki, że Charlie nie pierwszym jeleniem jest i tym na dzień dzisiejszy muszę się pocieszyć:)

 

P. S. Z czystej ciekawości wpisałem “Kornel Pachuta” w wujku google. O dziwo wyskoczył mi wynik z innego numeru “Gazety Lwowskiej”. Tym razem z roku 1902, który został zdigitalizowany przez Jagiellońską Bibliotekę. Poprzedni fragment znalazłem w “Gazecie Lwowskiej”, która znajduje się w mojej czytelni.

“Zamach samobójczy.” W ogrodzie Kizyka za, rogatka Żółkiewską,, usiłował wczoraj po południu pozbawić się życia, w stanie podchmielonym 24-letni czeladnik lakierniczy Kornel Pachuta, powiesiwszy się na rzemiennym pasku, umocowanym do gałęzi drzewa. W czas spostrzeżono jednak zamiar Pachuty i uratowano od niechybnej śmierci, umieszczając go aż do wytrzeźwienia się w aresztach policyjnych. “

Zgadza się nazwisko, zgadza się zawód, ale za cholerę wiek się nie zgadza. Nie mógł nasz szesnastoletni złodziejaszek roweru w ciągu trzech lat postarzeć się o lat osiem. Najwidoczniej to jakiś błąd dziennikarski, bo raczej wszystko wskazuje na jedną i tę samą osobę.

Biedaczyny pewnie wciąż nie stać go było na “zakupno” maszyny. No, ale żeby się z tego powodu od razu wieszać? Ja rozpaczam po stracie mego bicykla, lecz rozstawać się z życiem nie mam zamiaru.