Wiecie, że niedawno ukradli mi rower. Oczywiście nie jestem pierwszym ani ostatnim człowiekiem w ten sposób poszkodowanym. Tak sobie teraz trafiłem na dwie informacje prasowe sprzed wielu, wielu lat.

Ta informacja pochodzi z „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” z roku 1925.

„POŁÓW NA ROWERY. Od kilku dni kronika policyjna, prawie codziennie notuje zgłoszenia wypadków kradzieży rowerów. W przeważnej części, że podobne wypadki się zdarzają, winni właściciele rowerów, gdyż lekkomyślnie pozostawiają rowery bez nadzoru w bramach domu lub na chodniku. Ostatnio, t. j. -wczoraj skradziono rower wartości 170 zł. ułanowi Karwackiemu, który pozostawił rower przed sklepem w ulicy, św. Anny”

Biedny ułan stracił swojego rumaka, wiem doskonale jak się wtedy czuł.

A teraz informacja sprzed ponad stu lat. Z  „Gazety Lwowskiej” z roku 1899.

„Amator rowerów. Kornel Pachuta, 16 letni terminator lakierniczy, który upodobał sobie sport kołowy, nie mając środków na za-kupno maszyny, skorzystał z pozostawionego chwilowo na ulicy Piekarskiej roweru pana R., którym jednak nie długo się cieszył, gdyż Pachutę i ukryty przez niego na strychu rower odszukano, a niedoszły cyklista piechotą dosłał się do aresztu.”

Ta notka jest dość dowcipnie napisana, zapewne dlatego, że finał sprawy szczęśliwy. A niedoszły cyklista pewnie jakąś surową karę otrzymał. Biedaka nie stać było na „zakupno” maszyny…

Morał z tych fragmentów taki, że Charlie nie pierwszym jeleniem jest i tym na dzień dzisiejszy muszę się pocieszyć:)

 

P. S. Z czystej ciekawości wpisałem „Kornel Pachuta” w wujku google. O dziwo wyskoczył mi wynik z innego numeru „Gazety Lwowskiej”. Tym razem z roku 1902, który został zdigitalizowany przez Jagiellońską Bibliotekę. Poprzedni fragment znalazłem w „Gazecie Lwowskiej”, która znajduje się w mojej czytelni.

„Zamach samobójczy.” W ogrodzie Kizyka za, rogatka Żółkiewską,, usiłował wczoraj po południu pozbawić się życia, w stanie podchmielonym 24-letni czeladnik lakierniczy Kornel Pachuta, powiesiwszy się na rzemiennym pasku, umocowanym do gałęzi drzewa. W czas spostrzeżono jednak zamiar Pachuty i uratowano od niechybnej śmierci, umieszczając go aż do wytrzeźwienia się w aresztach policyjnych. „

Zgadza się nazwisko, zgadza się zawód, ale za cholerę wiek się nie zgadza. Nie mógł nasz szesnastoletni złodziejaszek roweru w ciągu trzech lat postarzeć się o lat osiem. Najwidoczniej to jakiś błąd dziennikarski, bo raczej wszystko wskazuje na jedną i tę samą osobę.

Biedaczyny pewnie wciąż nie stać go było na „zakupno” maszyny. No, ale żeby się z tego powodu od razu wieszać? Ja rozpaczam po stracie mego bicykla, lecz rozstawać się z życiem nie mam zamiaru.

Comments (2)

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.