Stańczyk i Wyspiański w krakowskim smogu…

Co prawda Stańczyk w Muzeum Narodowym w Warszawie przebywa obecnie, ale martwi go stan krakowskiego powietrza...

Co prawda Stańczyk w Muzeum Narodowym w Warszawie przebywa obecnie, ale martwi go stan krakowskiego powietrza…

Tak na szybko moi drodzy. Kto z Krakowa ten wie co się u nas wyrabia z powietrzem. Jest tragedia. Dlatego też wrzucam tutaj póki co dwa obrazy, na których dobitnie widać jak na smog zareagowały dzieła sztuki. Obiecuję, że będzie ich więcej:)

Wyspiański maskę założył, ale jego żona nie, bo to jest fest kobita i żaden smo(k)g jej nie straszny:)

Wyspiański maskę założył, ale jego żona nie, bo to jest fest kobita i żaden smo(k)g jej nie straszny:)

Zygmunt Miłoszewski “Bezcenny”

MiłoszewskiNaziści, skarby kultury i sztuki, piękne złodziejki i szybkie dramatyczne pościgi. Akcja, reakcja, wybuchy i śmiertelne zejścia. Terroryści i brzydcy złodzieje, historia sztuki i historia zbrodni. Polskie polityczne piekiełko i obywatele, którzy chcą wykonywać swoją pracę ku pożytkowi ogółu. To wszystko i jeszcze więcej można znaleźć w „Bezcennym” Miłoszewskiego.

Książka idealna w sam raz na wakacyjny wyjazd. Dynamiczna i wciągająca, chociaż czasem człowiek pokręcił głową z niedowierzaniem na nieprawdopodobne zwroty akcji i wyczyny bohaterów to jednak za chwilę znów zatracał się w świecie, w którym czwórka bohaterów walczy o prawdę historyczną, dobre imię Polski i miłość w tym zimnym i okrutnym świecie.

Miłoszewski znów pokazał, że jest świetnym pisarzem, któremu nie brak fantazji i przede wszystkim umiejętności. „Bezcenny” to świetna mieszanka akcji, sensacji, kryminału i przede wszystkim uszczypliwego względem naszej rzeczywistości ironicznego humoru. A że czasem trochę za szybka i trochę za nierealna? Warto niekiedy przymknąć swój wewnętrzny radar związany ze zdrowym rozsądkiem i warto dać się ponieść akcji. Ja tak zrobiłem i nie żałuję.

Ogromny plus za Karola Estreichera i anegdotkę z imieniem jednego z głównych bohaterów. Zdecydowanie bibliotekarz się w tym może odnaleźć. A tematyka książki ciekawa. Ja nie miałem pojęcia o zaginionym obrazie “Młodzieńca”, który został wywieziony w niewiadomym kierunku i od tamtej pory biedak najprawdopodobniej tuła się po świecie albo cieszy oczy jakiejś tłustej, obrzydliwie bogatej świni, która dorobiła się majątku na handlu bronią. Życie to jednak dziwka i “Młodzieniec” mógłby coś nam o tym powiedzieć, gdyby został odnaleziony i gdyby mógł mówić, bo z tego co się orientuję obrazy na razie jeszcze nie gadają, bo gdyby mogły, to znaczyłoby, że jednak te pigułeczki od pana doktora działają nie tak jak powinny.

W książce roi się od cytatów, drobnych wtrąceń z literatury, muzyki. Szacuneczek za “À Tout le Monde” Megadeth, za wiele uśmiechów uczynionych przez mnie po przeczytaniu zgrabnie wpiętych w akcję fragmentów polskiej literatury. “Bezcenny” wart jest przeczytania, a mi z książek pana Miłoszewskiego został tylko “Domofon” do zapoznania się.

Jacek Dehnel “Saturn: Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya”

Jacek Dehnel "Saturn..."

Jacek Dehnel “Saturn…”

Goya Francisco to znane nazwisko. Nawet prawdziwemu ignorantowi w dziedzinie malarstwa obiło się to nazwisko o ignoranckie uszy. Jakieś tam Spanie rozumu i budzenie się duchów, albo coś o rozstrzelaniu powstańców warszawskich, a może raczej madryckich. W każdym bądź razie Goya wielkim malarzem był i długo żył. (Naprawdę żył długo). Jak mi mówi Wikipedia (licząca sobie dziesięć lat internetowa encyklopedia, bez której polscy uczniowie i studenci nie potrafią się obejść. Przyganiał kocioł garnkowi – nawet ja bibliotekarz korzystam z niej!) Goya był malarzem, który chciał oddać dziejową sprawiedliwość i unowocześnił malarstwo. To krótkie wprowadzenie miało na celu uświadomienie, (w bardzo ograniczonym zakresie) ignorantów w dziedzinie malarstwa, że Goya to nie byle kto!

Trzech mężczyzn, trzy punkty widzenia, trzy istoty ludzkie. Francisco – uznany i rozchwytywany malarz, Javier jego syn z talentem malarskim, ale bez natchnienia. Gdzieś tam w połowie pojawia się Mariano, wnuk Francisca (przepraszam, że tak piszę z hiszpańska, ale po prostu lepiej to brzmi, niż jakiś Franek). Każdy dostał swój głos na kartach książki. I mówią. Jak oni mówią! O swoich bolączkach i radościach! O tym jak Javier nienawidzi ojca, który w jego oczach jest rozpasanym, wyuzdanym capem. Francisco z kolei z pogardą patrzy na syna, apatycznego, kluchowatego i niezdarnego, który cały dzień siedzi w domu i czyta książki. Ani do burdelu nie pójdzie, żadnej dziwki nie przerżnie. Francisco mówi, że on, gdy był w wieku swego syna to żadnej dziewce nie przepuścił. Tak im sakwy trzepał, że nawet grosik nie zostawał, to nie moje to “Testosteron“. Javier ogromny żal do ojca chowa, za brak szacunku do matki, która z milczeniem godzi się na wyczyny męża. Kobiety zresztą na w wypowiedziach trzech pokoleń mężczyzn z rodziny Goi się nie liczą. To opowieść synów o ojcach i ojców o synach. Do tego dochodzi wnuk. Gardzący ojcem, a uwielbiający dziadka. Opowieści tych trzech mężczyzn dotyczą ostatecznego rozrachunku, w którym i tak niedaleko pada jabłko od jabłoni. O zatrutym drzewie genealogicznym, które przekazuje błędy dalej i dalej i dalej. Powielając schematy, którym na początku się zaprzecza. O braku szczerości, niedomówieniach, które nie wyjaśnione nabrzmiewają do ogromnych problemów. Jeśli pojawi się jakiś gest czułości, akceptacji i zrozumienia natychmiast kryje się go pod maską gburowatości. Ot, takie rodzinne życie.

Jaka to świetna książka! To jest literatura przez duże L. Dehnel ma prawdziwy talent. Jakiż zasób słów, jakie piękne teksty. I zazdrość mnie bierze, za ten jego talent. Zazdrość, a jednocześnie radość, że mogę sobie takiego Dehnela poczytać. Podobnie jak w Fotoplastikonie, Dehnel maluje. Maluje słowami jak Goya pędzlem. Wydobywa na świat najczarniejsze barwy i myśli bohaterów. Wszystko takie sugestywne i żywe. PRAWDZIWE. Czytając nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że tak mogły wyglądać relacje rodzinne w domu Goya. Polecam tę książkę każdemu!

Byłbym zapomniał – inspiracją do napisania książki były tak zwane “Czarne obrazy”, malowidła w domu, w którym przebywał Goya na starość. Obrazy są mocno niepokojące i mroczne. Wypowiedzi mężczyzn z rodziny Goya przerywane są interpretacją malowideł. Sugestywną, mocną, niebanalną.

P. S. Autor w związku z ostatnimi rewelacjami dotyczącymi autorstwa dzieł Goi (podobno nie namalował kilku swoich rzeczy) wysnuwa śmiałą tezę, która jest może i podyktowana wyobraźnią Dehnela, ale całkiem prawdopodobna i możliwa. Nie będę zdradzał szczegółów, zachęcam do czytania:)

P. S. 2 Garść obrazów Goi TU i TU. I jeszcze może Europeana. I “Czarne obrazy” z angielskiej Wikipedii.

Co można z książkami zrobić?

Książki można nie tylko czytać, mogą stać się naprawdę czymś zupełnie innym.

Otóż jest sobie taki koleś – Brian Dettmer się nazywa i jest artystą urodzonym w Stanach Zjednoczonych. I cóż ten artysta robi? Zajmuje się jak sam pisze w swoim manifeście: zmianą książek z liniowych źródeł informacji na nieliniowe: The richness and depth of the book is universally respected yet often undiscovered […]. The book’s intended function has decreased and the form remains linear in a non-linear world. By altering physical forms of information and shifting preconceived functions, new and unexpected roles emerge.

Zapodam moje tutaj niedoskonałe tłumaczonko: Bogactwo i głębia książki jest powszechnie szanowana  często jednak wciąż nieodkryta […]. Domyślna funkcja książki jako nośnika informacji maleje a jej forma pozostaje liniowa w coraz bardziej nieliniowym świecie. Zmieniając fizyczne formy informacji i przesuwając przyjęte z góry funkcje, ujawniane są nowe i nieoczekiwane role książki.

Tak ja przynajmniej zrozumiałem wypowiedź tego pana. Ale do rzeczy. W jaki sposób ten artysta wydobywa owe nowe role. Poniżej trzy obrazki jego dzieł:

Niesamowite prawda? Nie będę wrzucał więcej zdjęć. Wszystko znajdziecie na stronie artysty: Brian Dettmer. Jest tam cała galeria jego twórczości.

Jak on to robi? Sam artysta wyjaśnia proces: In this work I begin with an existing book and seal its edges, creating an enclosed vessel full of unearthed potential. I cut into the surface of the book and dissect through it from the front. I work with knives, tweezers and surgical tools to carve one page at a time, exposing each layer while cutting around ideas and images of interest. Nothing inside the books is relocated or implanted, only removed. Images and ideas are revealed to expose alternate histories and memories.

Słabym jestem tłumaczem, ale spróbuję: W moich pracach, zaczynam z istniejącą książką, uszczelniam jej krawędzie, tworzę zamknięte naczynie pełne nieodkrytego potencjału. Wycinam przednią warstwę książki i wnikam w nią. Pracuję z nożami, szczypcami i narzędziami chirurgicznymi rzeźbiąc każdą stronę z osobna, wydobywając z każdej warstwy nowe idee i obrazy. Nie przesuwam niczego w środku książki, niczego również nie dodaję ja tylko usuwam. Obrazy i idee są uwolnione by przedstawić inne historie i wspomnienia.

Zajrzyjcie na jego stronę naprawdę warto.