“Rakietowe szlaki” – antologia

Lądowanie na Księżycu:) Grafika autorstwa Joe Chiodo, 1984

Lądowanie na Księżycu:) Grafika autorstwa Joe Chiodo, 1984

Zagłębiam się coraz bardziej w odmęty szaleństwa… Tfu! W otchłanie klasyki. Ostatnio zacząłem na poważnie zbierać książki. Na studiach nie miałem swego kąta (co roku z akademika trzeba było się wyprowadzać, także nie było gdzie tych książek zostawić) dopiero teraz, gdy nastąpiła mała stabilizacja (obym tego w złej godzinie nie wyrzekł) i w momencie gdy większość ludziów książek się pozbywa ja je zaczynam gromadzić:)

Continue reading

Robert A. Heinlein “Glory Road” (“Szlak chwały”)

Robert A. Heinlein "Glory Road" ("Szlak chwały")

Robert A. Heinlein “Glory Road” (“Szlak chwały”)

Co się stanie gdy uznany pisarz science-fiction popełni powieść fantasy? Ano co może się stać – oceany wystąpią z brzegów, zapłoną lasy, dziewice przestaną być dziewicami, smoki zaczną przypominać dinozaury, dzikie wieprze będą groźniejsze niż smoki, a magia nie będzie do końca magią, bohaterscy herosi będą przypominać amerykańskiego żołnierza z czasów wojny w Wietnamie.

Druga książka Heinleina, akurat tę przeczytałem za podszeptem hihnta z bloga Historie przyszłości. I podobnie jak „Żołnierzy…” przeczytałem ją w języku angielskim. Dla wygody czytelników tego bloga będę pisał tytuł książki po polskiemu.

Po wstępie można wywnioskować, że Heinlein raczej fantasy nie pisał.  Tak też było. „Szlak chwały” jest chyba jedyną powieścią spod znaku magii i miecza jaką popełnił członek Wielkiej Trójki S-F. A i ten znak magii i miecza można potraktować z przymrużeniem oka.

Dam Wam garść fabuły w skrócie, cobyście mogli się zorientować kto kogo, gdzie i jak oraz dlaczego i po co. Główny bohater książki to E. C. Gordon, młody żołnierz, któren bywał na pewnej wojence w południowo – wschodniej Azji. Wojence na której dorobił się pokaźnej blizny i przeszedł do rezerwy. Rząd jego ukochanego kraju, czyli U. S. A.  potraktował go po macoszemu i nawet nie przyznał mu statusu weterana, bo wojenka nie była oficjalnie wojenką a jedynie akcją policyjną. Gordon wypiął się na swój kraj w ten sam sposób i postanowił szukać szczęścia we Francji. Nie bez znaczenia był fakt, że francuskie kobiety opalają się na plaży topless. Po okresie słodkiego lenistwa, gdy w portfelu pustka postanowił szukać pracy. Tak się złożyło przypadkiem, że znalazł ogłoszenie, z którego wynika, że potrzebny jest bohater. Zgłosił się i od razu się zaczęło. Znalazł się na innej planecie lub w innym wymiarze czort jeden to wie. Na tę inną planetę/ ten inny wymiar trafił z piękną kobietą, która zaoferowała mu pracę bohatera. No i się zaczęły przygody. Nie będę się rozpisywał. Powiem krótko, że dzieje się dużo i ciekawie. Jest zadanie, jest cel, jest drużyna, która wspólnie walczy, śpi, je i nie do końca wspólnie uprawia seks.

Książka napisana jest z dużą dawką humoru, można znaleźć w niej mnóstwo odniesień, nawiązań, napomknień do literatury zarówno fantastycznej jak i klasycznej oraz do ówczesnej popkultury amerykańskiej. Akcja toczy się wartko, główny bohater to nie byle mięśniak wymachujący mieczem. To inteligentny młody mężczyzna z ambicjami i zasadami. Gordon potrafi trzeźwo i z dystansem spojrzeć na swój kraj i społeczeństwo amerykańskie. Zadziwiające jest to, że w książce pełnej akcji znalazło się miejsce na krytykę american way of life. Dostało się rządowi, dostało się dorobkiewiczom, ale dostało się również brudnym hippisom. Pruderyjne społeczeństwo amerykańskie otrzymało prztyczka w nos. W książce znajdziemy dużo ironii, czarnego humoru i żartów z podtekstem seksualnym, ale bez zbędnej wulgarności (przynajmniej ja tak to odebrałem).

Ogólnie gorąco polecam. Warto, bo mimo swoich prawie pięćdziesięciu lat na karku książka wciąż może być uznana za dość świeżą.

P. S. Tak na marginesie. “Szlak…” to druga książka ostatnio przeczytana przeze mnie w języku Szekspira. Przyznam się szczerze, że często sięgałem do słownika lub wyszukiwarki, bo było dużo odniesień do popkultury amerykańskiej oraz mnóstwo nieznanych mi wyrażeń. Ciekawi mnie jak poradzili sobie polscy tłumacze z Phantom Press, ale nie aż tak bardzo, by sięgnąć po polskie tłumaczenie.