Karel Capek “Przypadek prawny”

Kolejny fragment z “Humoresek” Capka:

“PRZYPADEK PRAWNY

— …walę więc na osiemdziesiątce do tego zakrętu, bo droga pusta, oczywiście, był to idiotyzm z mojej strony, zmniejszyłem tylko trochę gaz i biorę wesoło wiraż. I nagle patrzę, w poprzek drogi idzie orszak ludzi. Pogrzeb. Właśnie skręcał do bramy cmentarnej. Nacisnąłem hamulec i… zarzuciło jak cholera! Pamiętam tylko, że czterej ludzie, którzy nieśli trumnę, rzucili ją na drogę i sami hyc! do rowu, a mój wóz trzask! wyrżnął tyłem w trumnę i tak ją stuknął, że przeleciawszy przez rów znalazła się w polu. Wylazłem z maszyny. Jezusie Mario, jeżeli jeszcze rozwaliłem księdza i całą zbolałą rodzinę, to będzie ładna heca! Ale na szczęście nic się nikomu nie stało; po jednej stronie drogi stał chłopiec z krzyżem, a po drugiej ksiądz i familia; wyglądali jak figury woskowe. Dopiero po chwili ksiądz zaczął się trząść ze strachu i jąkał zdenerwowany:

– Panie, co pan wyprawia! Nawet dla zmarłych nie ma pan szacunku!

Ale ja byłem kontent, że nie zabiłem żadnego żywego! Po chwili ludzie opamiętali się; jedni zaczęli mi wymyślać, inni pobiegli na ratunek nieboszczykowi w trumnie; myślę, że to już jest taki instynkt w człowieku. Ale nagle rzucili się z powrotem, wrzeszcząc z przerażenia. Wyobraźcie sobie, w kupie rozbitych desek ruszał się żywy człowiek, rękami macał koło siebie, chcąc usiąść.

 — Co to — powiada – co to? — i ciągle próbuje się podnieść.

Skoczyłem do niego.

– Dziadku — mówię — niewiele brakowało, a byliby was pochowali! — I pomagam mu wydostać się z tych desek. A on tylko mruga i jąka;

– Co? Co? Co?

Ale wstać nie mógł; myślę, że od tego uderzenia zwichnął sobie albo złamał nogę.

Co tu dużo gadać! Wsadziłem dziadka i księdza do maszyny i zawiozłem ich do domu tego nieboszczyka. Za nami szła cała familia w nieutulonym żalu i chłopiec z krzyżem. No i muzyka, oczywiście; ale nie grała, bo nie wiedziała, jak będzie z forsą.

– Za tę trumnę wam zapłacę — powiedziałem — za doktora również. Ale poza tym możecie mi, podziękować, żeście nie pochowali żywego człowieka. — I pojechałem dalej. Prawdę mówiąc, byłem zadowolony, że już to mam za sobą i że nie stało się nic gorszego.

Niestety, teraz dopiero się zaczęło. Najpierw napisał do mnie wójt tej gminy całkiem uprzejmy list: że podobno rodzina tego domniemanego nieboszczyka, niejakiego Antoniego Bartosza, emerytowanego kolejarza, jest niezamożna; że chciała za ostatnie zaoszczędzone grosze dziadka godnie pochować; i że teraz, kiedy dziadek na skutek mej nieostrożnej jazdy powrócił do życia, będą go musieli pochować po raz drugi, na co przy swej niezamożności nie będą mogli sobie pozwolić; żebym więc zwrócił im koszta nieudanego pogrzebu, łącznie z księdzem, muzyką, grabarzem i stypą.

Następnie przyszedł list od adwokata występującego w imieniu owego dziadka: że Antoni Bartosz, emerytowany kolejarz, żąda zwrotu kosztów za zniszczone ubranie, w którym go chowano; następnie kilkaset koron za leczenie złamanej kostki; i wreszcie pięć tysięcy odszkodowania za ból, który spowodowałem. To już mi się wydawało lekką przesadą.

A potem nowy list: że podobno dziadek otrzymywał emeryturę; kiedy oddał ducha Bogu, emeryturę mu oczywiście wstrzymano i teraz urzędy nie chcą mu jej nadal wypłacać, ponieważ mają od powiatowego lekarza potwierdzenie, że umarł. Podobno dziadek chce mnie podać do sądu, bym mu płacił dożywotnią rentę zamiast straconej emerytury.

Ale i to nie koniec. Wkrótce przyszedł jeszcze jeden list: że dziadek od tej chwili, kiedy go wskrzesiłem, czuje się bardzo słaby i że trzeba go intensywnie odżywiać. I w ogóle podobno zrobiłem z niego zupełnego kalekę, nie jest to już ten sam człowiek, jest do niczego. Podobno tylko ciągle w kółko powtarza: „Ja mu tego nie daruję! Musi mi to wszystko wynagrodzić, choćbym miał pchnąć sprawę do najwyższej instancji! Żeby taką krzywdę zrobić biednemu człowiekowi! Za to powinna być taka sama kara jak za zabicie!”

I tak dalej. Ale najgorsze jest to, że wtedy nie miałem zapłaconego ubezpieczenia od wypadku i Towarzystwo Ubezpieczeniowe nie chce nic o tym wypadku słyszeć. I teraz nie wiem. Jak pan myśli? Będę musiał to wszystko zapłacić?”

2 thoughts on “Karel Capek “Przypadek prawny”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook