Przeróżne formaty książki – zabawny rysunek.

Internet pokazał mi taki oto rysunek pana Toma Gaulda:tumblr_nexntvmgxr1rwkrdbo1_1280

Moje pierwsze skojarzenie to “Kongres futorologiczny” Lema, w którym Ijon Tichy odwiedzając księgarnię przyszłości ma pełen asortyment literatury w postaci pigułek:

“Nareszcie dowiedziałem się, jak wejść w posiadanie encyklopedii. Już ją mam
nawet — mieści się w trzech szklanych fiolkach. Kupiłem ją w naukowej sięgarni. Książek się teraz nie czyta, książki się je, nie są z papieru, lecz z informacyjnej substancji, pokrytej lukrem.

Byłem też w delikatesowej dietotece. Pełna samoobsługa. Na półkach leżą pięknie opakowane argumentanki, kredybilany, multiplikol w omszałych gąsiorkach, ciżbina, purytacje i ekstazydy. […] Wszystko w pastylkach, pigułkach, w syropach, kroplach, w łomie, są nawet lizaki dla dzieci. Byłem  niedowiarkiem, ale przekonałem się do tej innowacji. Po zażyciu czterech tabletek algebryny opanowałem, ani wiem kiedy, wyższą matematykę bez najmniejszego starania z mej strony; wiedzę zdobywa się teraz przez żołądek.”

Pan Tom Gauld to znany rysownik i bardzo oczytany facet, ale chyba “Kongresu…” nie czytał, bo w swoim rysunku pewnie by zamieścił taki format książek:)

Świętochowski o Tomaszu Morusie. Część 2.

Ilustracja przedstawiająca prowadzenie Tomasz Morusa na ścięcie. Źródło: profil British Library na flickr.com

Ilustracja przedstawiająca prowadzenie Tomasz Morusa na ścięcie. Źródło: profil British Library na flickr.com

Hej, coby nie przedłużać przedstawiam Wam kolejny fragment o Tomaszu Morusie. Przypomnę tylko, że ostatnio Świętochowski zakończył na słowach o mieczu Damoklesa wiszącym nad głową biednego Tomasza.

Czytaj dalej->

Świętochowski o utopiach chrystianizmu pierwotnego i średniowiecznego.

Czy mnie się tylko zdaje, czy ten pan ma coś nie tak z aureolą? Sztuka wczesnochrześcijańska. Źródło: http://noahsapprentice.wordpress.com/2012/02/20/an-uneducated-pictorial-history-of-christian-art-part-3/

Czy mnie się tylko zdaje, czy ten pan ma coś nie tak z aureolą? Sztuka wczesnochrześcijańska. Źródło: http://noahsapprentice.wordpress.com/2012/02/20/an-uneducated-pictorial-history-of-christian-art-part-3/

W poniedziałkowy wieczór przytoczę Wam kolejny fragment ze Świętochowskiego. Poprzedni był o Jezusie Chrystusie, któremu przypięto łatkę socjalisty i komunisty (słusznie czy nie słusznie – nie wiem, bo mój aparat poznawczy jest zbyt skromny, by podjąć się takich rozważań), a dzisiejszy fragment będzie o następcach Jezusa. Nie tylko tych oficjalnych, ale również heretyków i innych odszczepieńców od wiary katolickiej. Ci następcy Jezusa mogą już spokojnie otrzymać łatkę średniowiecznych socjalistów, a nawet hipisów (konotacja trochę naciągana, ale całkiem fajnie brzmi).

Czytaj dalej->

Świętochowski o Jezusie Chrystusie.

Szukanie fotek Jezusa w sieci jest bardzo pracochłonnym zajęciem. Źródło: wiki commons

Szukanie fotek Jezusa w sieci jest bardzo pracochłonnym zajęciem. Źródło: wiki commons

Pamiętacie, że obiecywałem Wam bardzo dużo materiałów z książki Świętochowskiego Utopie w rozwoju historycznym. Z zadziwiającą jak na mnie konsekwencją trzymam się tej obietnicy. Dzisiaj pan Aleksander opowie Wam chyba o największej utopii religijno-moralnej, która została przekuta w czyn, który z kolei zupełnie różni się od tego co nauczał Jezus z Nazaretu. Bierzcie i czytajcie z mego bloga wszyscy! (Mam nadzieję, że nie popełniłem bluźnierstwa parafrazując jakże znaną wypowiedź).

Przypominam, że zachowałem pisownię oryginału.

Czytaj dlaje->

Świętochowski o “Państwie” Platona. Część 3.

plato1

 

Trzecia i ostatnia część przemyśleń Świętochowskiego o Państwie Platona. Najciekawsza moim zdaniem. Pamiętajcie, że pisownię zachowałem oryginalną. Miłej lektury.

Czytaj dalej->

Świętochowski o “Państwie” i “Prawach” Platona. Część 2.

plato1

Dzisiaj część druga, tym razem nie tylko o Państwieale i o Prawach, które były rozwinięciem idei zawartych w Państwie. Przypominam, że pisownia fragmentu jest przytoczona w oryginale.

Czytaj dalej->

Świętochowski o “Państwie” Platona. Część 1.

plato1

Źródło: http://obsoletematter.wordpress.com/2010/05/13/plato-and-the-political/

Zgodnie z obietnicą rozpoczynam publikowanie na moim blogu fragmentów z Utopii w rozwoju historycznym Aleksandra Świętochowskiego. Na pierwszy rzut część rozważań Świętochowskiego o dziele uznawanym za pierwszą utopię świata.

Państwa nie czytałem, ale przemyślenia Świętochowskiego skutecznie zniechęciły mnie do życia w społeczeństwie wykreowanym przez niejakiego imć Platona.

Tekst będzie pojawiał się partiami, bo jest go całkiem sporo i nie chciałbym Was zanudzić, a jeśli ktoś to przeczyta to będzie mi niezmiernie miło.

Aha, jeszcze jedno. Fragmenty są przytoczone w oryginalnej pisowni.

Czytaj dalej->

Bajka o tym jak powstał dziennikarz.

Znalazłem taki dość zabawny fragment w jednym z numerów “Ilustrowanego Kuryera Codziennego” z roku 1923. Przytaczam Wam moi drodzy anegdotkę o powstaniu zawodu dziennikarza. Ile w tym prawdy osądźcie sami:) Zwróćcie również uwagę na przymioty jakie charakteryzują poszczególne zawody.

Czytaj dalej->

Profesor Tutka znał człowieka głębokiego.

Jedna bardzo krótka historia z profesorem Tutką. Pamiętajcie o ludziach “głębokich” – cokolwiek to znaczy.

Profesor Tutka znał człowieka głębokiego

Rejent powiedział o jakimś artyście, że to artysta — głęboki.

Profesor Tutka podchwycił słowo — «głęboki».

— Znałem — mówił Profesor Tutka — człowieka o wyglądzie bardzo okazałym. Człowiek ten pięknie dekorował swą postacią stół prezydialny, salę teatralną podczas antraktu na premierze lub ucztę, gdy był na nią zaproszony. Cieszył się szacunkiem, gdyż był to człowiek przyzwoity, światły, poważny. Znał się na wielu rzeczach, gdyż, jak powiedziałem, był to człowiek światły. Słyszało się często, że to «umysł krytyczny». Bo często słuchano z uwagą, jak krytykuje.

W zaraniu swej kariery życiowej wpadł na doskonały, chociaż niezbyt oryginalny dowcip: mianowicie zarzucać prawie zawsze brak głębi. Metoda taka nie wzbudza śród słuchaczów sprzeciwu: głąb to coś nieokreślonego; trudno się sprzeciwiać. Metoda taka — oparta jest niewątpliwie na dość prostej znajomości psychologii: wygłoszenie, że komuś brak głębi, wywołuje w słuchaczu wrażenie, że ten, co brak jej zarzuca, jest człowiekiem głębokim. Tak też było z owym okazałym panem: pozyskał opinię — głębokiego.

Człowiek ten, nazywany głębokim — dożył późnej starości. O starości mówią, że jest nieubłagana. Rzadziej ktoś zauważy, iż starość bywa kapryśna, figlarna, złośliwa. Nie wiadomo dlaczego atakuje czasem tylko kawałek człowieka, a wszystko inne zostawia w porządku: dobierze się do nóg, a głowę pozostawia przytomną, a nawet mądrzejszą niż przed laty; to znów atakuje właśnie głowę, a resztę ciała zachowuje w czerstwości. Człowiekowi, o którym mowa, starość zaczęła atakować głowę — pozostawiając w spokoju okazałe ciało, które mogło jeszcze poprowadzić poloneza na balu reprezentacyjnym lub pięknie pomachać dzwonkiem, gdy było zaproszone do prezydialnego stołu.

Z mową już nie najlepiej: coś tam się nie kojarzyło, coś, zamiast skupiać — rozpraszało. Zaćmienie nadchodziło szybko: w tej głowie pozostało tylko zdanie — «w tym nie ma głębi», pozostał konik, na którym pan jeździł przez całe życie, gdy reszta pokaźnej stajni zniszczyła się czy rozbiegła po świecie. Nie dyskutowano z nim, gdyż nie dosłyszał i prawie niczego, o czym mówią, nie rozumiał. Ale jeszcze piękna, jak powiedziała jedna pani — hetmańska jego postać i dość sławna przeszłość robiły swoje: gdy zjawił się raz na premierze teatrzyku marionetkowego — dyrektor powitał go z wielkim szacunkiem i zapytał później o zdanie, jak mu się przedstawienie podobało. Odpowiedział — «pięknie, ale nie ma w tym głębi». Dyrektor odpowiedział z wielkim szacunkiem, iż sam to rozumie, ale jest nadzieja, że jeszcze w tym miesiącu uda mu się pogłębić scenę o półtora metra. Ale pan nie wiedział, czy to ze strony dyrektora — ironia, czy nieporozumienie.

Spotkałem tego człowieka — mówił Profesor Tutka — na wystawie obrazów: poznał mnie nawet i uprzejmie powitał. Staliśmy przed płótnem malarza z dziewiętnastego wieku, przedstawiającym pejzaż wiejski i kobiety w barwnych strojach, które, powracając z targu, rozzuły się i zakasawszy kiecki, przechodziły w bród rzeczkę.

— Niech, co chcą, mówią młodzi malarze — powiedziałem — ten umiał malować.

— Tak — odpowiedział mi sędziwy pan — ale nie ma w tym głębi.

— Gdyby była głębia — zauważyłem — kobiety utonęłyby w rzeczce.

Już tego nie słyszał.

Po jakimś czasie dowiedziałem się, że ów człowiek umarł.

Zmartwiłem się nawet, bo człowiek porządny, światły i głęboki. Postanowiłem odprowadzić zmarłego na cmentarz. Jesień, deszcz padał ze śniegiem, osób bardzo mało, bo pan nie zajmował już żadnego stanowiska, zubożał i nie miał rodziny, której należało wyrazić współczucie. Na cmentarzu w dzielnicy niezamożnych kończono kopać grób. Zjawił się jakiś urzędnik cmentarny i zmierzył głębokość grobu długim kijem z podziałką. Nie było odpowiedniej głębi, kazał kopać dalej. Spojrzeliśmy, goście żałobni, na siebie porozumiewawczo.

A nawet uśmiechnęliśmy się… Nie trzeba dodawać, że wszyscy byli to ludzie dobrze wychowani — więc uśmiech nasz był dyskretny i smutny.”

Jerzy Szaniawski “Profesor Tutka”

Stanisław Lem “Powrót z gwiazd” – fragment

Przytoczę Wam krótki bo krótki, ale jakże trafny fragment dotyczący książek, które chciał zakupić główny bohater “Powrotu…” i jakież jego było zdziwienie, gdy wszedł do księgarni…

„Całe popołudnie spędziłem w księgarni. Nie było w niej książek. Nie drukowano ich już od pół wieku bez mała. A tak się na nie cieszyłem, po mikrofilmach, z których składała się biblioteka „Prometeusza”. Nic z tego. Nie można już było szperać po półkach, ważyć w ręce tomów, czuć ich ciężaru, zapowiadającego rozmiar lektury. Księgarnia przypominała raczej elektronowe laboratorium. Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było przy pomocy optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na niej kolejne karty tekstu. Ale optonów mało używano, jak mi powiedział robot-sprzedawca. Publiczność wolała lektony — czytały głośno, można je było nastawiać na dowolny rodzaj głosu, tempo i modulację. Tylko naukowe publikacje o bardzo małym zasięgu drukowano jeszcze na plastyku imitującym papier. Tak że wszystkie moje zakupy mieściły się w jednej kieszeni, choć było tego prawie trzysta tytułów. Garść krystalicznego zboża – tak wyglądały książki.”[1]

 

Użytkownicy czytników elektronicznych zwłaszcza tych nowszych czujecie znajomy klimat? Dotykasz palcem ekranu i następna strona, BAM! Lem tak jak w “Obłoku Magellana” świetnie wykoncypował sobie możliwy scenariusz rozwoju technologicznego jeśli chodzi o książki.

A w tym fragmencie Bregg należy do starej szkoły, która tęskni za fizycznością książki.

I są też reprezentowane audiobooki, zresztą idea czytania książek nie jest niczym nowym. Przecież radiowe słuchowiska istniały niemalże od początku radia.

Ostatnie zdanie jest po prostu piękne. “Garść krystalicznego zboża – tak wyglądały książki”. Do naszych czasów bardziej chybaby pasowało “Garść cyfrowego zboża – tak wyglądają książki”, ale i tak Lem pięknie to ujął.

Nawet się pokusiłem o ilustrację owego cytatu:

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Słowa Lema o książkach przyszłości wyświetlone na czytniku elektronicznym pięćdziesiąt lat po napisaniu tych słów i ukazaniu się drukiem.

[1] Stanisław Lem „Powrót z gwiazd”