Stanisław Pagaczewski „Porwanie Baltazara Gąbki”

Tradycyjnie: książka z Polski, rower z Anglii, aparat z Niemiec, podkładka z Poznania, druga podkładka chyba z Warszawy, kubek z Wydawnictwa Poznańskiego, herbata z Chin.

Hejo, hejo. Teraz będzie o moim wstydliwym sekrecie. Brdzo wstydliwym i bardzo sekrecie, Także dzielę się z Wami czymś intymnym.

…

„Opowieści z dreszczykiem” – antologia

Delikatnie mrocznie. Książka po polsku, korkociąg, otwieracz i scyzoryk z Chin, papryczka z Polski (moja własna mieszkaniowa hodowla), kubek z Tarnowa, podkładka nie pamiętam skąd, herbata z Indii, a w herbacie odbijam się ja – chłop małorolny z mazowieckich pól, któren przypadkiem mieszkańcem Krakowa został.

Dobry wieczór. Jak tam moi drodzy przyszła do Was wiosna? Bo w Krakowie w święta jej nie było, a teraz pięknie jest. I nawet ta zmiana czasu i dłuższe dzionki na mnie działają jakoś tak pobudzająco.

…

Paolo Bacigalupi „Nakręcana dziewczyna”

Także ten jak to było lajfstal – kubek z Polski (z kotami), książka po polsku, jabłka (nie modyfikowane genetycznie) z polskich sadów, ciasteczka (pieguski) z polskiej piekarni, herbata z Japonii.

Dzień dobry, zmodyfikowane genetycznie cztery bobry! W Krakowie, gdy pisałem te słowa pizgało złem (zima ta wredna biała s.ka wróciła). A teraz będzie kolejna książka, którą skończyłem czytać ostatnio, ale proces jej czytania trwał kilka miesięcy.

…

Ken Follett „Klucz do Rebeki”

I znów życia styl. Książka po polsku, kawa z Etiopii (tradycyjnie), kubek z Tarnowa, podkładka ze Skierniewic, klucze z Krakowa, kotek z Poznania, okulary z Bonda.

Dzień dobry! Nadrabiam zaległości w tempie jak na mnie dość szybkim. Ogólnie przełom lutego i marca to dobry pod względem czytelniczym okres u mnie. Trochę tych książek przeczytałem i trochę o tych książkach napiszę Wam tutaj.

…

Jalu Kurek „Gwiazda spada”

Życiowy styl. Książka jak najbardziej z Polski, kubek z Tarnowa (staje się moim ulubionym), sówka z Chin (krem z Polski), kolczyk z Etiopii, zapalniczka z Chin.

Dobry wieczór. Moi drodzy Czytelnicy (lubię tak zaczynać posty, bo jesteście mi drodzy, nawet jeśli Was nie widzę i nie znam). Od dłuższego czasu pojawiają się książki,
o których mówię, że ktoś mi je polecił. I teraz chciałem również powiedzieć, że ta książka jest polecanką. Co się ze mną dzieje? Chyba to dobrze, że czytam polecane książki. Dobrze prawda?

…

Marcin Szczygielski „Omega”

Takie życie moi drodzy, taki życia styl. Książka polska, kubek Polski, karteczki do zaznaczania z Wielkiej Wsi, kawa z Etiopii (jeszcze mi jej trochę zostało), podkładka z Niemiec, klawiaturka z Chin

Hop, hop! Jest tu kto? W momencie, gdy piszę te słowa w Krakowie cieplutko się zrobiło. I delikatnie wieje, także smog olbrzymi, który od kilku dni swoim cuchnącym oddechem miasto owionął i zagarnął pod swe cuchnące siarką skrzydła podkulił na razie ogon i uciekł. A wszyscy trzymamy kciuki za wiosnę.

…

Jerzy Sosnowski „Apokryf Agłai”

Chyba tak teraz będę rozpoczynał wpisy – lajfstajlowo. Książka z Polski (w stu procentach), pendrive z Chin, adapter do Ipada z Chin, bateria z Japonii, długopis z Krakowa, kubek z Tarnowa, podkładka z Niemiec, herbata z Indii, cytryna z Biedronki :)

Dobry wieczór! Hu hu ha! Zima nasza zła była! W całej Polsce zimno i mróz szczypał po uszach i nosach. Nie lubię zimy, ale jak to w słynnym zdaniu z „Misia” rozumiem, że „Jak jest zima to musi być zimno”. Dlatego staram się zacisnąć zęby i oddychać przez nos. Na szczęście w Krakowie już cieplej. A dziś wieczorem będzie o kolejnej książce z polecenia. Ze źródła, które do tej pory podsuwało mi pozycje nieoczywiste dla mnie, a które okazywały się być pozycjami ciekawymi i wciągającymi.

…

Frederick Forsyth „Czysta robota”

I znów lajfstajlowo – książka z Polski, herbata z Indii, kubek z Tarnowa, inna podstawka z Ukrainy, nożyczki z Chin, taśma z Polski (chyba), guzik z mojego płaszcza (ma ktoś igłę i nici)?

I trochę taki będzie teraz moi drodzy powrót do przeszłości, bo Czystą robotę przeczytałem dość dawno temu, ale dopiero teraz postanowiłem o niej coś napisać.

…

Poul Anderson „Orbita bez końca”

I znów lajf stajlowo (chyba). Książka z Polski, pióro nie wiem skąd (chyba też z Polski). Mały notatnik z Rypina (bardzo fajny), herbata z Indii, kubek z Polski, podkładka z Wielkiej Wsi, notatnik z żółtymi karteczkami z Instytutu GFK.

Dobry wieczór moi drodzy. Oto kolejny dzień minął, kolejny wieczór się zbliża. Dni coraz dłuższe, choć w Krakowie dni pochmurnych mnóstwo, słońca jak na lekarstwo, a jeśli już wyjdzie to i tak przez smog nie może się za bardzo przebić. Moje przywitanie wydaje się trochę smutnawe, ale naprawdę wymieniam tylko fakty.

…

%d bloggers like this: