Michaił Jelizarow “Bibliotekarz”

Św. Hieronim

Św. Hieronim patron bibliotekarzy

Powiedzcie mi moi drodzy czy istnieje siła, która powstrzymałaby mnie przed przeczytaniem książki o tym jakże wymownym tytule? Chyba raczej nie ma takiej siły, a jak to mawia stare przysłowie Charlie nierychliwy, ale w końcu czytliwy to przyszła kolej i na książkę pana Michała, którą to książkę mam od dawna w swoim księgozbiorze, ale jakimś cudem nie było żywcem czasu, aby ją przeczytać. I znów tradycyjnie zacznę od narzekania (przeczytałem ją dawno) i dopiero teraz opisuję. Robię się nudny z tym narzekaniem, ale uwierzcie mi pomaga mi to w motywacji.

Continue reading

Drugie dno…

Każdy pamięta bajki z dzieciństwa – było ich tak wiele, zachwycały nas swoimi tajemniczymi światami, nierealnymi postaciami, cudownymi przygodami. Chłonęliśmy te opowieści jak gąbki, nie zdając sobie sprawy, że przecież bajki wymyślają dorośli i to oni nadają kształt owym cudownym opowieściom. Dzieci w swej niewinności i naiwności biorą bajki takie jakimi są – nie odczytują kontekstów, nie wgłębiają się w szczegóły i detale, dzieciom wystarczy happy end i tradycyjna formułka “i żyli długo i szczęśliwie”.

Są jednak ludzie, którzy potrafią się dopatrzyć takich skojarzeń w najfajniejszej nawet bajce, że po prosu mózg się ścina. Zapodam zaraz tutaj tekstem, który prawdopodobnie jest tak stary jak stary jest polski internet. Może trochę przesadziłem ale na pewno jest niewiele młodszy.

Pamiętam jak chyba na drugim roku jakiś nawiedzony gościu roznosił ksera z tym tekstem po akademiku, mieliśmy niezły ubaw przy czytaniu tego.

Wiem, że tekst strasznie długi ale przeczytać naprawdę warto!

“Rodzice! Chrońcie dzieci przed niewłaściwymi lekturami!

Niebezpieczeństwa związane z sektami są dziś powszechnie znane. Coraz ważniejszą rzeczą staje się uświadamianie dzieciom i młodzieży, jakie metody sekty stosują, i co wiąże się z różnymi, stosowanymi w nich praktykami. Niewolnicza praca na rzecz sekty, zaawansowane metody kontroli umysłów, uzależnianie od siebie członków, to wszystko jest, niestety, rzeczywistością. Praktyka zachęcania do „wpadnięcia” na jakieś tajemnicze spotkania przenosi się ze środowisk studenckich już do szkół średnich, toteż ciężar ostrzegania młodych ludzi przed związaniem się z sektą przenieść trzeba na szkołę podstawową.

Tu jednak widzimy rzecz straszną! Oto lektura szkolna klasy III wprost zachęca dzieci do sekt! Mowa oczywiście o książce pt. „Akademia Pana Kleksa” autorstwa niejakiego Brzechwy. Nie sposób już dziś ustalić, czy utwór ten został napisany na konkretne zamówienie, czy też poeta z własnej woli bawi się w zatruwanie młodych, niedojrzałych jeszcze umysłów. Zagadką pozostaje także kwestia zaliczenia tejże książki w poczet obowiązkowych lektur klasy trzeciej szkoły podstawowej. Przecież podświadome przejęcie wzorców w niej przedstawianych znakomicie ułatwić może w przyszłości pracę werbownika któregoś z „nieformalnych ruchów religijnych”! Pozostaje mieć nadzieję, że odpowiednie władze rychło zareagują na tak jawną , a długo nie zauważaną prowokację. Przyjrzyjmy się treści utworu.

Książka ma formę pamiętnika Adasia Niezgódki. Ma on 12 lat i od pół roku jest członkiem sekty zwanej Akademią Pana Kleksa. Już w jej nazwie zauważamy wzmiankę o charyzmatycznym liderze, jednak o tym później. Niewiele wiemy o przeszłości Adasia, jedyną rzeczową informacją jest to, że wcześniej uczył się już w dwóch innych szkołach. Znamiennym jest, że nigdy ani słowem nie wspomina o swojej rodzinie. W Akademii – podszywającej się pod szkołę z internatem – nie ma żadnych odwiedzin, dzieci pozbawione są jakiegokolwiek kontaktu z rodzicami. Jedynymi wspomnieniami Adasia dotyczącymi przeszłości jest to, że “zawsze spóźniał się do szkoły, nigdy nie zdążał odrobić lekcji, wszystko upuszczał i tłukł, nic mu się nigdy nie udawało”. Nietrudno zauważyć, że tę nadzwyczaj niską samoocenę wykorzystała sekta, gdyż w Akademii problemy bohatera nagle zniknęły. Podczas pobytu w sekcie Adaś pnie się szybko po stopniach kariery, zostając wedle słów Kleksa, jego najlepszym uczniem. Tak nagły skok musiał z pewnością uzależnić go od nowego otoczenia, gdzie nagle został zauważony i doceniony. Sekta zastąpiła mu rodzinę, w której czuł się odrzucony i niepotrzebny.

Na oddzielny opis zasługuje Pan Kleks. Ten kuglarz i doskonały psycholog zawładnął umysłami młodych chłopców. Niezależnie od przekonań i poglądów wpojonych im przez rodziców, chłopcy zapatrzeni są w swego mistrza. Zgodnie ze słowami Adasia, „wszyscy bardzo szanują i kochają Pana Kleksa, gdyż nigdy się nie gniewa i jest nadzwyczajnie dobry”. Wierzą, że umie wszystko. Mistrz bezwzględnie wykorzystuje tę wiarę. Adaś wielu rzeczy nie zauważa, lecz uważny czytelnik wychwycić może metody, jakimi posługuje się Kleks. Mimo pozorów przyjaźni i sympatii wymusza posłuszeństwo szantażem, co widać choćby na niniejszym przykładzie:

„Kleks: Pomyślałeś pewnie, że mam pewnie ze sto lat, prawda? (…)

Adaś: (myśli) Istotnie, tak sobie właśnie pomyślałem, dlatego zrobiło mi się przykro, że Pan Kleks te myśli zauważył.”

Inny fragment jeszcze bardziej odsłania prawdziwe oblicze Kleksa: “Byłem tym wydarzeniem zupełnie oszołomiony i nie wiedziałem, co mam począć. Pan Kleks przyglądał mi się uważnie przez jakiś czas, aż wreszcie rzekł do mnie surowo:

„- To wszystko ci się śniło! Rozumiesz? Idiotyczny, głupi sen! Po prostu jakieś brednie! Zabraniam ci o tym śnie opowiadać komukolwiek. Pan Kleks ci zabrania! I żeby mi się więcej takie sny nie powtarzały! Pamiętaj!

Przeprosiłem Pana Kleksa, bo cóż innego miałem uczynić (…)”

Czyż trzeba lepszego przykładu na to, że uczniowie cały czas są kontrolowani, że Kleks stosując hipnozę i sugestię wmawia im to, co chce, aby słyszeli? Trzeba dodać, że Adaś wspomina o przenikliwym wzroku Pana Kleksa, któremu nikt nie jest się w stanie oprzeć. Kleks serwuje łatwowiernym uczniom różne cuda, które nie dają się jednak sprawdzić empirycznie. Oto na przykład polewa jedzenie sosami, „wzmacniającymi zęby, poprawiającymi wzrok, regulującymi oddech (!), oczyszczającymi krew (!), usuwającymi łupież”. Nic, co dałoby się zweryfikować. Rano ogląda na specjalnych lusterkach sny, które śnili chłopcy, i najciekawsze krystalizuje podając im do jedzenia pod postacią tabletek. Znów czysta fantazja. Jak daleko guru tej groznej sekty musiał się posunąć, skoro wychowankowie są w stanie uwierzyć w takie bzdury…

Wprawdzie chłopcy nie potrafią sami rozmawiać z meblami, wierzą jednak, że Kleks to potrafi. Oczywiste jest dla nich, że przez potarcie nogi krzesła ich mistrz przynosi choremu sprzętowi ulgę. Na polecenie nauczyciela spisują piosenki usłyszane w kumkaniu żab itp. itd…

Pan Kleks umie zdjąć płomyk ze świecy i nosić go w kieszeni. Znamiennym faktem jest, że gdy sztuczka nagle przestaje wychodzić, chłopcy mu współczują. W tej fazie prania mózgów nie są już w stanie wzbudzić w sobie podejrzeń.

Przyjrzyjmy się organizacji Akademii i obowiązującemu w niej planowi dnia. Do sekty przyjmowani są wyłącznie chłopcy o imionach zaczynających się na literę „a”. Jest to ewidentny przykład wpajania chłopcom poczucia wyższości, gdyż według Kleksa „wiadomo z góry, że są zdolni i pracowici”. Wspomniano już o całkowitym odcięciu chłopców od ich rodzin. Wyjścia poza teren Akademii odbywają się tylko pod kontrolą Pana Kleksa. Nie jest w niej zatrudniony żaden personel, zamiast tego dyżury porządkowe mają chłopcy. Jak straszne warunki higieniczne muszą tam panować, skoro w przeciągu krótkiego czasu budynek Akademii nawiedzają plagi much i szczurów! Wzmianka o tym jest nad wyraz krótka, widać chłopiec nie przywiązuje do tego wagi, lub – co gorsza – uważa to za stan normalny.

Oglądanie rzekomych cudów tak bardzo obniża krytycyzm chłopców, że są skłonni uwierzyć w rzeczy nadprzyrodzone: Kleks żywi się kwiatami i motylami, magiczną pompką nadmuchuje jedzenie. W rzeczywistości widzimy tu jedynie przerażający stopień zniewolenia umysłów, Kleks poprzez hipnozę wmawia chłopcom wszystko! Sam Adaś stwierdza, że rzekome motyle mają w sobie pestki, zaś tuż po zjedzeniu powiększonych potraw wszyscy znów są głodni. Możliwe, że omamy wzrokowe – potęgowane przez głód – wywoływane są przez środki halucynogenne, stosowane przez Kleksa. Adaś wspomina tajemniczy zielony płyn przywracający pamięć, pigułki na porost włosów i kolorowe szkiełka. Do kompletu brakowałoby jedynie rozdawania zagadkowego proszku, lecz i tego jest pod dostatkiem – stosuje się go przy przyrządzaniu potraw. Dowodem na zażywanie przez Adasia środków odurzających są dwa jego sny: jeden, w miarę spójny mimo swej nierealności, drugi, będący raczej opisem wizji narkomana. Pierwszy jest przez chłopca uznawany za prawdę, choć trwać miał rzekomo 12 dni. Drugi, wznosząc z opisów, odbywał się w scenerii podobnej do tej, jaka przedstawiona została na obrazach Salvadora Dali. Co dziwniejsze, Kleks skłonił Adasia do opowiedzenia snu wszystkim chłopcom. Czyżby ten objaw powolnego rozstrajania się psychiki chłopca był czymś, do czego reszta miała dążyć?

Odwiedziny postaci bajkowych można traktować równie serio, jak wysłanie prawego oka Kleksa na Księżyc (co jest wyrazną kalką z kultury buddyjskiej – patrz: trzecie oko świadomości) , trudno za to na podstawie samych tylko wspomnień Adasia powiedzieć cokolwiek na temat szpaka Mateusza. Sam Kleks zaprzecza możliwości przemiany człowieka w ptaka, jednak chłopiec wielokrotnie rozmawia ze szpakiem, wysłuchując między innymi jego tragicznej opowieści. Możemy jedynie podejrzewać zwidy lub autosugestię. Pamiętnik Adasia w wielu miejscach razi niekonsekwencją. Za mury Akademii nie można wychodzić samemu, jednak chłopiec wspomina kłopoty, w jakie wpadał kradnąc przechodniom guziki. Działo się to już po wysłuchaniu historii młodego księcia alias szpaka Mateusza. W innym miejscu tekst informuje nas, że sam Pan Kleks nosił w kieszeni wiele guzików. Któż może udowodnić, że wspomnienia chłopca nie zostały pod wpływem hipnozy zmienione, zaś guziki nie były monetami? Wiele rzeczy wyjaśniłoby się w ten sposób; między innymi to, że Adaś w rzeczywistości wypuszczany był do miasta, aby jako kieszonkowiec kraść na rzecz sekty. Podobne spekulacje nie są tak bezsensowne, jak mogłoby się to na początku wydawać, w końcu inne wydarzenia wpływały na chłopców w równie destrukcyjnym stopniu. Na balu u Królewny Śnieżki umacniano w nich zachłanność, chciwość i obżarstwo, epizod z Dziewczynką z Zapałkami pokazał, jak obojętnym na ludzkie cierpienie może być człowiek z zagłuszonym sumieniem („(…) i przestań płakać. Nie lituj się nad tą dziewczynką, jest ona biedna i zziębnięta, ale tylko na niby. Przecież to bajka.”). Klasyczną niemal cechą sekt jest, oprócz charyzmatycznego przywódcy, także system nagród i kar. W Akademii rolę taką pełnią piegi. Są one przedmiotem pożądania („(…) nie wiem, co dałbym, aby otrzymać takie odznaczenie…”), jak i symbolem łaski Kleksa („… ale Pan Kleks powiada, że za mało jeszcze umiem.”). Zdobywane są poprzez wyróżnienie się podczas lekcji, ale jakie to są lekcje! Sam Pan Kleks informuje uczniów, że nie nabędą w jego Akademii, nota bene z definicji ośrodku edukacyjnym, wiedzy klasycznej, podręcznikowej. Chłopcy „uczą się” grając w piłkę lub babrając się w atramencie. Nic dziwnego, że sekta jest tak atrakcyjna, chłopcy cieszą się dniem dzisiejszym nie myśląc o jutrze.

Przez całą książkę, jak zły cień, przeplata się tajemnicza postać golarza Filipa. Z półsłówek i burknięć Kleksa zrazu dowiadujemy się niewiele, choć Filip jest w jakiś dziwny sposób związany z przywódcą Akademii. Pewnego dnia po rozmowie z Kleksem wybiega z gabinetu śmiejąc się demonicznie i wykrzykując, że on, Kleks, musi sobie znaleźć innego fryzjera (może „frajera”?). Niedługo później przyprowadza do Akademii dwóch nowych uczniów. Od tej pory sielanka zamienia się w koszmar. Pan Kleks odkrywa, że jeden z synów Filipa, Alojzy, jest w rzeczywistości lalką. Adaś, jak i cała reszta chłopców skupiają uwagę na jego wybrykach ciesząc się, że przynajmniej Anatol jest spokojny i grzeczny. W świetle pózniejszych wydarzeń sytuacja staje się jasna: Filip sponsorował utrzymanie Akademii chcąc umieścić w niej swojego jedynego syna. Ponieważ sekta kierowana przez Kleksa nie odpowiadała wizji Filipa, ten zaprzestał łożenia na Akademię, przysyłając zamiast tego dwie kukły. Jedna, znana jako Alojzy miała zaabsorbować uwagę chłopców na tyle, aby druga, Anatol wykonała swoje zadanie niepostrzeżenie. Gdy Anatol skończył infiltrację i destabilizację sekty, Alojzy poprzez symbolikę zniszczenia „sekretów” Pana Kleksa ujawnił prawdziwe oblicze Akademii.

Choć utworowi nie brakuje klasycznego happy-endu, młody czytelnik może zostać wyprowadzony na manowce. Utożsamiając się z Adasiem, rozpad sekty rozumie opacznie, żałuje tego i pragnie powrotu starych, rzekomo dobrych czasów. Wrażenie to potęguje programowe „przerabianie” lektury, kiedy to młodemu człowiekowi należałoby przedstawić w sposób jasny i jednoznaczny przewrotność i prawdziwe znaczenie powieści, a czego w programie nauki szkoły podstawowej zabrakło.

Nie ulega wątpliwości, że tego typu lektura powinna być czytana wtedy, gdy człowiek potrafi już sam kształtować swą osobowość, a więc na pewno nie w szkole podstawowej. Uczeń szkoły średniej czytający tę książkę musi mieć pod ręką przypisy mogące jednoznacznie objaśnić treść zawartości. Niewłaściwe rozumienie tekstu może zniszczyć całe późniejsze życie emocjonalne człowieka!

Ratujmy dzieci przed propagandą zachęcającą do zrzeszania się w sektach!
Nie pozwólmy, aby przerost ministerstwa nad edukacją zniszczył ich życie!”

Autorem tej analizy jest Tomasz Zieliński, niestety moje próby namierzenie gdzie pierwszy raz ten tekst został opublikowany spełzły na niczym tak samo jak nie mam pojęcia kim jest pan Tomasz. Pan Tomasz, który sprawił, że “Akademia…” nie będzie taka sama, taki żarcik. Czytając ponownie ową analizę, zacząłem się zastanawiać nad kondycją psychiczną autora wyżej zamieszczonego tekstu.

Przecież ten gość potraktował “Akademię…” jak prawdziwy pamiętnik! Moje postanowienie jest takie, że sobie przeczytam “Akademię…” i odkryję te wszystkie sekciarskie metody.

Aha, “Akademia…” wypaczyła i zniszczyła moje życie emocjonalne, przecież nie chodzę do kościoła i nie daję na tacę!

I jeszcze smaczek filmowy – nie znałem tego pana wcześniej, to w ramach poszukiwań różnych komentarzy dotyczących “Akademii…” przedstawiam wam “Przemyślenia Niekrytego Krytyka, boskie naprawdę warto sobie obejrzeć!

Boki zrywać :)