Jacek Sawaszkiewicz “Stan zagrożenia”

Wracam do zdjęć lajfstajlowych. Na zdjęciu (efekt atomic w pixlr.com) książka z Polski, zegarek z Chin, podstawka z Danii, kubek z Tarnowa, herbata z Chin. Niestety nie miałem nic “atomowego” w mieszkaniu – takie czasy cóż zrobisz.

Ahoj! Czołem, pół litra za stołem, drugie pół pod stołem. Staram się te moje zaległości w pisaniu o książkach nadrabiać i w dzisiejszym odcinku będzie o moim absolutnym odkryciu (co dla znawców polskiej fantastyki naukowej wcale odkryciem nie jest, i brak znajomości tego pisarza może być dla nich obrazą, ale niestety tak jest w moim przypadku – to moja pierwsza książka Sawaszkiewicza).

Wybuch bomby. Test. Około 1946 roku. Źródło: flickr.com

W skrócie – mam w swoim mieszkaniu całkiem sporo książek z tak zwanej “Serii ze słoneczkiem” Wydawnictwa Poznańskiego, od czasu do czasu wezmę sobie jakąś
z półki i przeczytam. I tak właśnie było ze Stanem zagrożenia. Będę szczery – nie spodziewałem się po tej książce wiele. Ot, stara polska science and fiction pewnie mocno zetlała i posunięta przez czas. A tu moi drodzy zaskoczenie!

Jeszcze inny test. 1946 (a może ten sam?)

Dostałem może temat trochę już przebrzmiały (a szkoda – wszak zagrożenie wcale nie zniknęło) czyli zagładę atomową ludzkości. Tylko, że to co Sawaszkiewicz zrobił
z tematyką to po prostu coś cudownego. Taką mieszankę ironii, groteski, czarnego humoru i czarnowidztwo wprost uwielbiam, a wszystko napisane z polotem, ze swadą, która to (ta swada) zwiększała jeszcze grozę sytuacji, potęgowała surrealizm i przede wszystkim wzmacniała przekaz i opowieść o atomowej zgładzie.

Convair NB-36H – pierwszy latający samolot z działającym na pokładzie reaktorem jądrowym. 1956. Źródło: https://www.flickr.com/photos/uw_digital_images/5018161712/

Stan zagrożenia to kilka planów i wiele narracji, a jeszcze więcej bohaterów. Mamy jak gdyby naszą rzeczywistość,gdzie niejaki Eliasz napisał Ewangeliarz Eliasza, w którym to opisuje skutki wybuchu termojądrowego i w tej rzeczywistości został prorokiem, za którym podążają masy. Mamy właśnie Ewangeliarz Eliasza, w którym to głównymi bohaterami są ludzie znajdujący się w różnych odległościach od epicentrum wybuchu i których los/losy będziemy śledzić od kilku minut przed wybuchem bomby do kilku minut po wybuchu bomby. I to jest warstwa najlepsza, tutaj mamy takie makabryczne smaczki, że człowieka, aż skręca. I jak już wspomniałem wcześniej te koszmarne opisy straszliwych śmierci podane są stylem lekkim, ironicznym
i swobodnym. Ten kontrast jest mocny i wyrazisty.

Jest coś groźnego, ale i pięknego w tych słupach. Źródło: flickr.com

Sawaszkiewicz poprzez niektórych bohaterów wyśmiewa również działania mass mediów – głównie telewizyjnych, gdzie im więcej nieszczęścia, im więcej trupów tym lepszy news, tym lepszy zasięg, większa oglądalność. Jest też para dziennikarzy (kobieta i mężczyzna), którzy podróżują przez Stany i piszą relacje z wielu wydarzeń, na których często nawet ich nie było, a poza tym wymyślają różne fabuły książek z gatunku science and fiction – momentami pachniało czystym Vonnegutem. I to było dobre, a nawet bardzo dobre.

I kolejny majestatyczny grzyb zagłady. Źródło: flickr.com

Początek książki może wydawać się trochę zagmatwany, bo mamy wiele wątków, ale dosłownie chwilę zajęło mi ogarnięcie się o co w tym biega i coraz bardziej zapadałem w przerażający opis zagłady termojądrowej. Książka Sawaszkiewicza dzięki stylowi oraz bardzo realistycznemu (wbrew pozorom) opisowi cierpień i efektów wybuchu bomby atomowej jest świetną przestrogą, a tak jak napisałem – zagrożenie wcale nie minęło. Uważam wręcz przeciwnie – mamy obecnie więcej państw dysponujących bronią jądrową niż w roku 1987, w którym wyszła książka i przynajmniej kilka z tych państw można eufemistycznie określić jako lekko niestabilne emocjonalnie i będące w konflikcie z sąsiadami. Także wcale nie jest tak różowo jak mogliby myśleć ludzie, którzy uważają, że skoro minęła Zimna Wojna to atomowa zagłada też odeszła w niebyt. Oj nie, nie.

A jeśli Wam mało zdjęć majestatycznych grzybów to polecam gorąco link poniżej. Galeria zdjęć z jednego z japońskich miast, które stało się miejscem takiego atomowego wybuchu czyli Hiroshima.

Kliknijcie tutaj, a otworzy Wam się coś co się nazywa lightbox (nie wiem co to jest, ale wygląda całkiem spoko)

 

Polecam gorąco – jakkolwiek to dziwnie to nie dość, że bawiłem się wyśmienicie to jednocześnie miałem gorzkie przemyślenia na temat losu ludzkości i jej kondycji i o tym, że nie chciałbym zginąć w wyniku wybuchu bomby atomowej.

P. S. A na innej mojej stronie Wizje Przyszłości – jest wpis o książce, która może się przydać, aby zabić czas, gdy zostaniemy zmuszeni do przebywania w schronie przeciwatomowym. Tutaj przeczytacie!

4 thoughts on “Jacek Sawaszkiewicz “Stan zagrożenia”

  1. Nawet nie wiedziałem o tej książce, muszę nadrobić zaległości!

    Sawaszkiewicza czytałem “Inicjację”, “Katharsis”, obydwie “Kroniki Akaszy”, “Metempsychozę” oraz – moja ulubiona – “Między innymi makabra”. Bardzo polecam wszystkie ;)

  2. Coś “kliknijcie tutaj” nie działa albo mi się wydaje :). A po Twoim opisie przyznam, że jakoś kompletnie nie wyobrażam sobie tej książki. Zachęciłeś mnie, słowem :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook