Fakir i manifa…

Niedzielę miałem całkiem interesującą. Najpierw pod Kościołem Mariackim zobaczyłem tego oto osobnika:

Fakir na rynku

Fakir na rynku

Trzeba przyznać, że chłopak miał pomysł na sztuczkę. Po chwili zastanowienia tajemnicę lewitacji łatwo rozgryźć. Jednak pomysł i wykonanie zasługują na jak najwyższe uznanie. Fakir wzbudzał sporą sensację wśród przechodniów. Wróżę mu sporą karierę na zbliżający się sezon turystyczny. Bo wiadomo, że krakusom znudzi się szybko ale nowi turyści pojawiają się co chwila. Numer trochę statyczny jednak daje radę.

A kawałek dalej na Karmelickiej natknąłem się na Manifę. Wiedziałem, że będzie szła ale nie spodziewałem się, że na nią zdążę i trafię. Manifa choć głośna i barwna – nie była zbyt liczna. Wczoraj minęło sto lat, kiedy kobiety walczące o swoje prawa po raz pierwszy zaprotestowały w Krakowie. Ciekawe czy sto lat temu było tych kobiet więcej. Wrzucę fotkę trochę podrasowaną :D

Manifa

Manifa 2011

Niektóre z haseł:

Zamiast rycerskości...

Zamiast rycerskości…

Dwa etaty...

Dwa etaty…

Romain Gary “Obietnica poranka”

Romain Gary "Obietnica poranka"

Romain Gary “Obietnica poranka”

Witajcie! Long time, no see :) Jakoś tak nie mogę ogarnąć swoich myśli. Co w sumie powinno być proste albowiem mam ich może całe dwie. Nie pisałem nic przez dwa tygodnie, a sporo się wydarzyło. Po pięknej złotej polskiej przyszła oziębła, rzucająca śniegiem biała suka. Ostatnie dni były dosyć hardkorowe w Kraku i zmuszony zostałem przez warunki pogodowe do chwilowego zawieszenia mojego podróżowania rowerkiem do pracy. Czekam aż drogowcy zaskoczą zimę i sprawią, że krakowskie drogi będą czarne jak jakaś egzotyczna afrykańska, hebanowa piękność.

Powoli ten mój blog zaczyna dotyczyć tylko książek przeze mnie przeczytanych ale chwilowo brak weny na cokolwiek innego.

Książkę, którą przeczytałem ostatnio napisał człowiek o bardzo bujnym życiorysie. Naturalizowany Francuz a z pochodzenia rosyjski żyd Roman Kacew. Dzieciństwo spędził w Polsce co opisuje w swojej autobiografii jaką jest “Obietnica poranka”.

Książka jest zbiorem luźnych wspomnień dotyczących różnych okresów życia pana Romana. Wczesne dzieciństwo, lata dojrzewania wreszcie okres dorosłości. Gary urodził się w roku 1914 w Moskwie, po rewolucji październikowej jego matka zamieszkała w Wilnie. By w roku 1927 przenieść się do Nicei, do Francji. Francja jest ważnym motywem w książce, miłość do przybranej ojczyzny wpoiła Romanowi matka, aktorka, która gloryfikowała Francję ponad wszystko.

“Obietnica poranka” to książka o wielu rzeczach. O matczynej miłości, która potrafi odcisnąć na człowieku takie piętno, że chcąc nie chcąc podążamy ścieżką jaką wybrała dla nas rodzicielka. Gary nie ukrywa, że jego matka, która wychowywała go samotnie, zawładnęła jego życiem. Niesamowicie opisuje rozwój swojej kariery wojskowej jak i dyplomatycznej, która toczy się tak jak matka opisała mu to w dzieciństwie. Gary cały czas podkreśla jak wiele zawdzięcza matce, ale też zastanawia się co by było gdyby, trochę inaczej ułożyło się jego życie.

Czytając “Obietnicę poranka” czuje się, że mamy do czynienia z literaturą przez duże L. Napisana jest eleganckim, można nawet rzec wytwornym językiem, gdzie nawet dziwki są opisywane w dystyngowany i urzekający sposób. Duża dawka autoironii, humoru sprawiała, że bardzo często śmiałem się sam do siebie. Sposób w jaki opisuje Gary świat oraz relacje jakie światem owym rządzą, robi duże wrażenie. Trafność i celność jego spostrzeżeń pozwala stwierdzić, że był mężczyzną nietuzinkowym z bardzo dobrym zmysłem obserwacji.

Choć nie wszystko było takie różowe podczas czytania. Otóż troszkę mi się dłużyła ta książka, ale może to już wina mojego sposobu czytania a nie pana Romana. Nie był to jednak zbyt duży mankament. Książkę polecam każdemu, kto chce zaznać trochę ciepła i humoru oraz zanurzyć się w świecie, którego już dawno nie ma i który już nie wróci.

A propo Testosteronu

Na dole w jednym z wpisów dałem fragment Testosteronu. Filmu, który mnie osobiście podoba się bardzo.

Dwa czy trzy dni temu rozmawialiśmy ze znajomymi właśnie na temat tego wybitnego dzieła (wcale nie ironizuję), od razu można było zauważyć linię podziału: kobietom film się nie podobał, uważały go za nudny i bez sensu oraz baardzo tendencyjny. A faceci zupełnie odwrotnie – mówili, że to film pokazujący prawdziwe oblicze kobiet i że my mężczyźnie jesteśmy tylko pionkami w odwiecznej ewolucyjnej grze.

Uważam, że kobiety po prostu nie rozumieją całej atmosfery filmu – chodzi mi o to, że siedzi kilku gości przy wódce i gada o życiu, kiedy wyraziłem ten mój pogląd na forum koleżanka skwitowała to krótko:
– No to jeśli tak to wygląda – to strasznie nudni jesteście. Bo gadacie bez sensu.

Odpowiedziałem, że ona zwyczajnie tego nie zrozumie, bo owszem i może kiedyś piła z facetami i myśli, że wie jak to wygląda “od środka” ale tak naprawdę niczego nie wie. Bo jeśli w gronie facetów jest jakaś laska, to oni NIGDY nie będą zachowywać się tak jak w swojej bezpiecznej, męskiej kompanii.

Uff, ale się rozpisałem. Nadmienię jeszcze, że z kumplami oglądaliśmy ten film na KACA w akademiku – to było NASZE lekarstwo na tą ciężką przypadłość – i nie ma nic lepszego niż zimny browar, który sączony powoli pozwala zwalczyć zgubne skutki picia wódki oraz cudowne teksty z Testosteronu. Na przykład ten:

Jest ich oczywiście jeszcze pełno. Cały film to majstersztyk jeśli chodzi o teksty.