Dzień dobry poświątecznie! Będzie krótko, bo nie chce mi się za bardzo rozpisywać. Będzie entuzjastycznie i bardzo polecankowo. Słuchajcie trafiłem na książkę, którą pochłonąłem w jeden wieczór niemalże! I to z wypiekami na twarzy.
I tą książką są Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ – Południe Roberta M. Wegnera. Ludziska powiem Wam, że zostałem wessany do świata, gdzie jest magia, są typowe wręcz do bólu zagrywki fantasy, ale jest też siła słowa przykuwająca Cię do kartek (tfu! Do ekranu z e-papierem) niczym magiczne zaklęcie rzucone przez autora. Opowiadania powstawały w pierwszej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku, a wydane zostały w tomie w roku 2009. Są więc dość świeże, a jedno z nich Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami otrzymało Zajdla w roku 2010.
Cóż takiego wspaniałego mamy w tym zbiorze opowiadań? Jest akcja, jest ciekawy świat, w którym dzieje się wiele. Historia oddziału Straży Górskiej, którego dowódcą jest bystry i inteligentny facet nie dający sobie w kaszę dmuchać to jedna część zbioru. Nazwana Północ. Poznajemy losy drużyny, która z bandy dość nieokrzesanych wojaków niewiele różniących się od zbirów, których mają ścigać przeistacza się w doborowy oddział, który pokona wszelkie przeciwności. Na początku czytając historię drużyny zżymałem się, że wszyscy tacy sztampowi, pociągnięci zaledwie kilkoma kreskami i od początku wiadomo było kto jaką rolę będzie pełnił w opowieści. Później jednak zrobiło się trochę bardziej skomplikowanie, a sam styl Wegnera porywa człowieka i przestałem zwracać uwagę na niedociągnięcia. Na przykład powiem Wam szczerze, że podczas czytania Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami zwyczajnie zapierało mi dech w piersiach. Historia sama w sobie prosta i wygrywająca bardzo oklepany schemat (garstka bohaterskich obrońców stawia czoła ogromnej armii przeciwnika), tylko jak to było napisane! Z ręką na sercu mówię Wam, że czułem się jakbym brał udział w tej bitwie. To było naprawdę wciągające. Mogę z czystym sumieniem rzec, że taka jest też pozostała część książki.
Chociaż „Południe”, którego akcja jak sama nazwa wskazuje przenosi nas w inny region imperium i opisuje losy jednego bohatera wydaje się trochę zwalniać tempa to jednak końcówka jest bardzo obiecująca i pozostawia człeka w stanie natychmiastowej chęci poznania dalszych przygód.
Bardzo dobrym rozwiązaniem w książce, która jest przecież zbiorem opowiadań jest powiązanie fabularne każdego z opowiadań. Dzięki temu dostajemy różne historie, ale mają one punkt wspólny i wydają się dążyć do jakiegoś konkretnego rozwiązania.
Dużym plusem jest również przemycanie fragmentów historii Imperium. Wspomnienia o dawnych kultach, wojnach religijnych czy ważnych wydarzeniach z dziejów Imperium rozbudziły moją ciekawość i sprawiły, że z chęcią bym się dowiedział więcej.
Jestem pod dużym wrażeniem książki Wegnera. Sam przejawiam skłonności raczej pacyfistyczne, ale to kurczę jest napisane tak, że ja miałem palce przygryzione do drugiego paliczka i z niecierpliwością i zachłannością połykałem kolejne opisy krwawych starć, latających strzał, wyprutych flaków i trupów ścielących się gęsto. Bardzo łatwo przy tego rodzaju literaturze popaść w przesadę i nieświadomie stworzyć karykaturę, która zamiast emocji przynosi śmiech, bo opisy walecznych wojów i ich równie dzielnych dziewek są po prostu w swej patetyczności i powadze tak napuszone i wtórne, że nic innego człowiekowi nie pozostaje jak się śmiać. Ja uważam, że Wegner uniknął tej pułapki w sposób niemal doskonały. Dlatego też polecam książkę gorąco.
P. S. Wielokrotnie w Internetach czytając opinię natykałem się na porównania opowiadań do prozy Feliksa W. Kresa. Takie porównania są naturalne, w końcu obaj panowie piszą książki tego samego gatunku. Moim zdaniem obydwaj robią to dobrze i ciężko mi powiedzieć, któren lepszy, a nie wiem nawet czy jest sens robić taki ranking. Pamiętam, że Królem Bezmiarów byłem zachwycony, natomiast Północną granicą już mniej.






Ambrose
charliethelibrarian
Aine
charliethelibrarian
Onibe
charliethelibrarian
Onibe
Agnes
charliethelibrarian
Agnes