Karel Capek “Fabryka absolutu”

Karel Capek "Fabryka absolutu"  Druga książka Capka przeczytana. Z czym kojarzy się Wam absolut? Mnie może mało finezyjnie i wyrafinowanie, ale ostatnimi czasy z wódką, która ma świetne kampanie reklamowe i jest pyszna (jeśli o wódce można mówić w takich kategoriach).

Capek pisząc swoją książkę raczej marki wódki nie miał na myśli. W powieści absolut to Absolut czyli bezosobowy lub osobowy byt doskonały. W bardzo dużym skrócie Bóg lub bóg (jak kto lubi i uważa). Co się stanie jeśli ludzie będą w stanie sprowadzić na świat Boga/boga? Działającego, sprawiającego cuda poprzez swoich wyznawców? Uzdrawianie, lewitacja, rozmnożenia chleba, metafizyczne objawienia, miłosierdzie i miłość, szczęście i mądrość, mistycyzm. To zapewne otrzymaliby ludzie gdyby mogli obcować z bytem najwyższym. Czy aby na pewno?

A gdy powstanie maszyna, która niewielkim nakładem paliwa będzie produkować praktycznie nieskończone ilości energii? Czy ludzie osiągną szczęście? Mała skrzyneczka wielkości walizki wystarczy do ogrzania całego miasteczka. Brzmi wspaniale i cudownie. Wyobraźcie sobie, że w pewnej alternatywnej rzeczywistości tak się stało. Pewien wynalazca opracował maszynę, która może zapewnić energię całym miastom niewielkim kosztem. Jest jednak pewien szkopuł. Otóż efektem ubocznym pracy maszyny jest Absolut. Bóg/bóg w najczystszej postaci, który zaczyna siać wiarę/zamęt/szczęście/nieszczęście na całym świecie. Ludzie zaczynają czynić cuda, zakładają własne sekty i kościoły. Bogacze rozdają swoje majątki, banki przestają udzielać kredytów i dają wszystko na słowo. Fabryki produkują niewyobrażalne ilości produktów, których nikt nie chce kupować, bo wszystko jest za darmo! Robotnicy nie muszą pracować, bo maszyny napędzane są Absolutem. Pieniądze nie mają żadnej wartości, bo Absolut drukuje je w ilościach przeogromnych. No, po prostu mokry sen każdego socjalisty. Jednak mimo pozornej obfitości wszystkiego ludzkość staje na skraju zagłady. Zadziwiające prawda? Rozpasany za pomocą Boga/boga konsumpcjonizm ponosi klęskę.

Okazuje się nagle, że każdy człowiek, społeczność, naród ma swój Absolut, który przybiera charakter owego narodu. I ich Absolut jest absolutnie „najabsolutniejszy” ze wszystkich. Trzeba więc uświadomić sąsiadowi, znaczenie własnego Absolutu i siłą mu narzucić wyznawanie tegoż. Wybucha wojna totalna, cały świat pogrąża się w chaosie. Brat morduje brata, siostra siostrę, matka ojca zabija przy pomocy kija, dziadek babkę widłami dźga, a po świecie hula Absolut wespół ze śmiercią. I tego Absolutu wciąż przybywa. Łatwego rozwiązania nie będzie.

Capek w ironiczny i nasycony dobrodusznym humorem sposób obśmiewa ludzi. Nie tylko ich indywidualne cechy, ale również sposób funkcjonowania społeczeństwa. „Fabryka Absolutu” to satyra o prawdzie, na prawdę i wbrew prawdzie. Bo czymże jest prawda? Istnieje jakaś jedna najprawdziwsza prawda? Czy może jest tak, że każdy człowiek widzi swój kawałek prawdy i powinien się tego trzymać nie próbując innych do tej prawdy przekonywać siłą, ani też nie powinno się go do innej prawdy przymuszać, bo gdy się okaże, że wszyscy mają rację i prawda każdego jest poparta niezbitymi dowodami, to po której stronie leży owa Prawda?  „Fabryka…” została napisana w roku 1922. Capek okazał się czarnowidzem. I pewnie piszę na wyrost, ale w przedziwny sposób II wojna światowa przypomina tę wojnę z „Fabryki…”.

Ponad 80 lat książki nie wyklucza jej aktualności. Capek zaczyna mi się coraz bardziej podobać. Na „Fabryce…” na pewno się nie skończy.

 

P. S. W książce jest fragment, w którym okazuje się, że Absolut przybiera formę najbardziej odpowiednio oddającą ducha narodu. Capek pisze, że w Polsce przybrał formę jakiegoś rodzaju alkoholu… Pozostawię to bez komentarza:)

7 thoughts on “Karel Capek “Fabryka absolutu”

    • Pozwolę sobie odpowiedzieć fragmentem książki. (rozmowa pomiędzy jednym z głównych bohaterów G. H. Bondym a kapitanem Trouble):

      – Nie rozumiem staruszku. Sądziłbym, że prawdziwy Bóg zrobiłby na świecie porządek. Tamto nie może być żaden prawdziwy i normalny Bóg.
      – No nie, mój człowieku – oponował G. H. Bondy (jawnie zadowolony, że może sobie pogadać z mądrym i doświadczonym człowiekiem) Mogę pana zapewnić, że to naprawdę Absolut. Bóg. Ale powiem panu na ucho: Jest zbyt wielki.
      – Tak pan sądzi?
      – A tak. Jest nieskończony. I w tym cała bieda. Każdy sobie z niego odmierzy parę metrów i zdaje się mu, że to już cały Bóg. Przyswoi sobie taką małą zaderkę czy drzazeczkę i zdaje mu się, że ma całego Boga. Co?
      – Aha. – przyświadczył kapitan – I wścieka się przeciwko tym, co mają inny kawałek.
      – Właśnie. I żeby samego siebie przekonać, że ma całą prawdę, musi pozabijać tych innych. Właśnie akurat dlatego, że mu tak strasznie zależy, żeby miał całą sam całego Boga i całą prawdę. Nie może tedy ścierpieć, żeby kto inny miał innego Boga i inną prawdę. Gdyby do tego dopuścił, to musiałby przyznać, że ma tylko parę nędznych metrów, galonów, czy worków bożej prawdy. Wie pan, gdyby jaki Snippers tak straszliwie mocno wierzył, że tylko trykoty Snippersa są najlepsze na świecie, musiałby spalić Massona, razem z jego trykotami. Ale Snippers nie jest aż tak głupi, gdy chodzi o trykoty. Głupieje dopiero wówczas, gdy chodzi o angielską politykę, albo angielską religię. Gdyby wierzył, że Bóg jest czymś tak realnym i potrzebnym jak trykotowa bielizna, pozwoliłby, aby każdy zaspokoił tę swoją potrzebę według swej woli i potrzeby. Ale on nie ma tyle do niego zaufania i dlatego narzuca ludziom swojego Snippersowego Boga i swoją prawdę poprzez wzywiska, wojny i inną tego rodzaju niesolidną reklamę. Ja jestem kupiec i znam się na konkurencji, ale to…”

      Mam nadzieję, że ten fragment rozjaśnił trochę “przesłanie” “Fabryki…”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook