Świętochowski o Tomaszu Morusie. Część 1.

Tomasz Morus pędzla Hansa Holbeina Młodszego. Źródło: wikimedia.

Tomasz Morus pędzla Hansa Holbeina Młodszego. Źródło: wikimedia.

Dzisiaj mija pięćset trzydzieści sześć lat od dnia, w którym na świat przyszedł “geniusz Anglii” i człek, który stworzył cały nowy gatunek literacki, a którego życiorys może dawać do myślenia. A ja kontynuując chlubną tradycję zarzucania Was fragmentami z “Utopii w rozwoju historycznym” przytaczam Wam pierwszą część przemyśleń Świętochowskiego o Tomaszu Morusie.

III. TOMASZ MORUS.

Niezwyczajny musiał to być człowiek, w którym współcześni myśliciele widzieli „duch prawie boski, który — według Erazma Rotterdamskiego — „nie mniej godzien był nieśmiertelności, niż Achilles i Aleksander W-i, a według J. Coleta był „jednym geniuszem Anglii”; który na najwyższem stanowisku urzędowem wolał umrzeć śmiercią męczeńską, niż zrobić ustępstwo ze swych przekonań ; który jako monarchista został stracony przez króla, a jako radykał — kanonizowany przez papieża; który czarował swój czas, nadal wzór i nazwę osobnej literaturze przyszłych wieków.

Tak zwany Dom More'a z rzeźbą przedstawiajacą pisarza.

Tak zwany Dom More’a z rzeźbą przedstawiajacą pisarza.

Tomasz More[1] , czyli w złacińszczonem brzmieniu — Morus urodził się w Londynie 1478 r., jako syn sędziego Ławy Królewskiej. Ojciec oddał go naprzód do szkoły, a następnie na dwór kardynała Mortona, wybitnego męża stanu i kanclerza; który skupiał około siebie znakomitych ludzi, a głównie humanistów. W tem otoczeniu młody chłopiec rozwijał się szybko, ale gdy wstąpiwszy na uniwersytet oksfordzki, poświęcił się studyom, niezapewniającym karyery, pod naciskiem ojca musiał przenieść się do szkoły prawa, skąd wbrew swej woli i upodobaniom wszedł na drogę adwokacką. Chociaż szybko zdobywał praktykę, wahał się w wyborze kierunku życia. Czytał Ojców Kościoła, miewał wykłady o św. Augustynie, a nawet zamierzał zostać mnichem. Od klasztoru jednak odciągnęła go świadomość, że nie mógłby żyć bez kobiety, wolał przeto — jak mówi Kautsky — „być czystym małżonkiem, niż brudnym księdzem.” Ta potrzeba odzywała się w nim zawsze bardzo silnie. Lubił i umiał być motylem dziewczęcych kwiatów, jak świadczą jego swawolne epigramy [2], przypominające Fraszki Kochanowskiego. Wcześnie też poślubił młodą panienkę, którą wykształcił i która po urodzeniu kilkorga dzieci umarła. W parę miesięcy ożenił się z niemłodą, nieładną i swarliwą, ale gospodarną wdową. I tę, już niepodatną do przerobienia, umiarkował, uszlachetnił i nauczył grać na trzech instrumentach. Wogóle osiągał on doskonale wyniki w swych stosunkach rodzinnych i ludzkich, dzięki nadzwyczajnej godności i umiejętności postępowania. Miał dwie macochy, względem których zachowywał się tak, jak względem własnej matki. Dzieci swoje kochał i znakomicie wychowywał. W zwróconym do nich wierszu powiada: „Całusów dałem wam wiele, a uderzeń —mało. I jeżeli was kiedykolwiek bilem, to ogonem pawia… Dziś, moje drogie, kocham was nieskończenie więcej, niż gdybyście były tylko dziećmi, które spłodziłem”.[3] Szczególnem staraniem otoczył córki, przywiązując wielką wagę do wykształcenia kobiet. „Gdy istota niewieścia – pisze on do nauczyciela swych dzieci połączy bodaj małe wiadomości z wieloma chwalebnemi cnotami, ma to dla mnie wyższą cenę, niż bogactwa Krezusa i piękność Heleny. Różnica płci w odniesieniu do uczoności nic nie stanowi; podczas żniw bowiem jest to obojętne, czy ręka, która siało ziarno, należała do mężczyzny, czy do kobiety. Oboje posiadają jednaki rozum, odróżniający ich od zwierząt; oboje zatem są jednako uzdolnieni do studyów, które tak doskonalą i zapładniają umysł, jak rola, w którą wrzucono nasienie dobrego ukształcenia. Jeżeli zaś, jak mniema wielu, którzy nie chcą dopuścić kobiet do nauki, ród niewieści jest glebą niepłodną i zachwaszczoną, to według mnie winno być jednym powodem więcej, ażeby błąd natury poprawić przez pilność i wykształcenie.” Zgodnie z tym poglądem wychował swoje córki: jedna z nich, Małgorzata, tak rozsławiła się swoją uczonością w filologii klasycznej, że E. Rotterdamski nazywał ją „ozdobą Brytanii”.

Morus z rodziną.

Morus z rodziną.

Znakomity ten humanista, przyjaciel i zarazem biograf Morusa, przedstawia go jako człowieka z ujmującą powierzchownością i łagodnym charakterem. Skromny w potrzebach i prosty w ubraniu, pracowity a jednocześnie lubiący zabawy, wesół i dowcipny a niezłośliwy figlarz, miły towarzysz, zmuszał, ażeby go lubiono. Bardzo dobroczynny i wrażliwy na niedolę, chętnie odsuwał od ludzi smutek, który odpędzał od siebie. Nikogo nie odprawił bez pomocy i pociechy. Nie sięgał po zaszczyty, ale one go gwałtownie wciągały w górę. Jut w 26 roku życia wybrany został na posła do parlamentu, gdzie zaraz okazał wielką odwagę, skłoniwszy większość do oparcia się żądaniu Henryka VII wysokiej sumy na wyposażenie córki i obdarowanie syna. Z obawy przed gniewem króla, który pomścił Się na synu, uwięziwszy ojca, zwolnionego dopiero po sowitym wykupie, wyjechał Tomasz do Francyi i Niderlandów z zamiarem zupełnego opuszczenia ojczyzny. Tymczasem umarł Henryk VII (1509), a na tron wstąpił Henryk VIII. Morus wrócił i wkrótce otrzymał urząd sędziego do spraw cywilnych, na którym zasłynął sprawiedliwością i talentem pojednawczym. Nowy monarcha, który z początku odznaczał się wielkim liberalizmem i lubił otaczać się znakomitymi ludźmi, przygarnął Morusa do siebie i uczynił go nie tylko swoim doradcą, ale towarzyszem. Kupiectwo londyńskie miało do młodego prawnika nieograniczone zaufanie i powierzało mu swoje sprawy. To też wybrało go na swego przedstawiciela w delegacyi, wysłanej do Flandryi dla zawarcia traktatu handlowego. Morus, który przedtem i potem był często powoływany na rozjemcę i pełnomocnika w wewnętrznych i zewnętrznych sprawach i układach, spełnił i to zadanie doskonale. Bawiąc w Brügge i mając dużo wolnego czasu, naszkicował swoją epokową Utopię, którą po powrocie do kraju wykończył i przy pomocy E. Rotterdamskiego wydał (1516 r.).

Całkiem okazała chata.

Całkiem okazała chata.

Był to czyn, którego śmiałość ocenić można tylko miarą historyczną. Jeśli zważymy, że książka ta, wyszła przed 400 blisko laty, mniej nas powinno dziwić późniejsze skazanie jej autora, niż powołanie go na wysokie stanowiska w państwie: dyrektora wydziału próśb, rzecznika Izby niższej, delegata Anglii do zawarcia pokoju z Francyą, wreszcie kanclerza. Tu spotkał się z niebezpieczeństwem, którego uniknąć nie chciał, a odeprzeć nie mógł. Dojrzał je wyraźnie. „Gdyby nie łaska królewska rzekł — nie byłby ten urząd dla mnie, przyjemniejszy, niż miecz Damoklesa, który nad nim wisiał.” Miecz ten spadł.


[1] Współcześni biografowie (między nimi zięć i prawnuk) opisali jego życie szczegółowo. Z nowszych opracowań najgruntowniejsze K. Kautsky’ego, Thomas Morus und seine Utopie, 2 wyd. 1907

[2] Chłopiec spotyka dziewczynę w pustkowiu, którą obejmuje, lecz ona broni się. Wtedy on woła: Przysięgam na ten miecz jeżeli nie będziesz leżała spokojnie i milczała – odejdę. Przestraszona tą groźba upadła. Więc czyń, rzecz, ale co czynisz, uczynisz siłą. Właściwie brzmi to dowcipniej: Atquae age, Sed quo agis, vi tamen, inquit, agis. Kautsky, 115

[3] Kautsky, 131

2 thoughts on “Świętochowski o Tomaszu Morusie. Część 1.

    • Morus był królewskim kanclerzem w momencie, gdy Luter przybił swoje tezy do bramy kościoła w Wittenberdze. Jako gorliwy katolik zwalczał reformację. I z tego co sobie sprawdziłem, gdy Morus był kanclerzem na stosie spłonęło sześciu heretyków. Źródła historyczne są sprzeczne co do tego, czy Morus był bardzo aktywny przy wydawaniu tych wyroków śmierci. Jeśli tak było to niestety ten fakt zostawia plamę na honorze tego człowieka. Niektórzy historycy odżegnują się od tego, że miał jakikolwiek udział (to ci prokatoliccy), a inni (protestanci) posuwają się do twierdzeń, że Morus był sadystą i torturował heretyków (jednak najprawdopodobniej oskarżenia o tortury to był czarny PR protestantów).

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook