Dzisiaj Wam opowiem o moim (ale nie tylko moim) walijskim wędrowaniu, które odbyło się na przełomie kwietnia i maja. Także zobaczcie jaki mam zapłon. Anno z Walii wybacz, że dopiero teraz zebrałem się do napisania czegokolwiek. Ale za to opóźnienie nie będzie jednego wpisu tylko kilka. Jest to pierwszy wpis z, mam nadzieję, szeregu innych.…
Zdjęcie Kindla w bibliotece. fot. dubh. Źródło: https://flic.kr/p/bxpMXZ
Dzień dobry! Od razu z góry przepraszam za moją długą nieobecność – wakacje miast czasem relaksu okazały się czasem wytężonej pracy. Dlatego zamilkłem. A dzisiaj chciałem Wam tylko się pochwalić:)
Heloł! Maj gut frends. Jak tam życie płynie? Jak w płynie, czy raczej jak w skamielinie? Ależ mam cug na rymy częstochowskie. Dzisiaj wznowienie prawie martwego cyklu, czyli będzie o ludziach co się nad papierowymi książkami pastwią! A dokładniej o jednym ludzi, o którym już kiedyś pisałem (tutaj możecie przeczytać). Otóż Pan Guy Laramee kontynuuje swoje czarodziejskie i przecudne projekty polegające na rzeźbieniu książek, w książkach, z książkami. Tym razem jego najnowszy projekt nazywa się Onde Elles Moran (Where They Live, Gdzie oni żyją). Artysta został zainspirowany krajobrazami południowej Brazylii.
Takie kolorowanki były kiedyś w magazynach dla panów. Źródło: http://www.retrospace.org/2015/06/just-for-laughs-10-hipster-coloring.html
Ileż to razy powtarzam Wam, że wszystko już było?! Nawet hipstery już były. I chociaż hipster z lat sześćdziesiątych sporo różni się od tego współczesnego (podobnież ci nam współcześni już zaczynają wymierać, a pojawia się nowa kasta jakieś yuccies czy k***a cuś) to jednak mają kilka cech wspólnych.
Różne książki się na świecie ukazują. Smutne, wesołe, mądre, głupie – książki są jak ludzie – różnorodne i o różnych charakterach. Dzisiaj opowiem Wam o książce dla dzieci, którą znalazł pewien bibliotekarz/bibliotekarka w małym miasteczku w Stanach Zjednoczonych. Książka nosi tytuł „The Brown Bottle” czyli „Brązowa butelka”.
Ahoj załogo! Dzisiaj zaprezentuję Wam dzieło, którego łaciński tytuł brzmi: Compendium rarissimum totius Artis Magicae sistematisatae per celeberrimos Artis hujus Magistros. Anno 1057. Noli me tangere. Książka pochodzi z 1775 roku, ale wydawca bardzo starał się przekonać czytelnika, że została wydana w 1057 roku. Słowa Noli me tengere znaczą „Nie dotykaj mnie”.
Taki oto bibliotekarz 2.0. Źródło: https://www.pinterest.com/pin/153403931029533449/
Na blogu Annoyed Librarian pojawił się ciekawy wpis zatytułowany „Rise of the Machines” wpis porusza problem automatyzacji różnych zawodów i rynku pracy w przyszłości.
Ta dziewczynka już od dłuższego czasu pracuje nad swoim rowerem.
Heloł! Dla Wszystkich, którzy czytają mojego bloga powinien być znanym fakt, że na rowerze jeżdżę, poruszam się, przemieszczam cały czas. Zarówno do pracy, jak i po pracy. W deszczu, w śniegu, w słońcu i w chmurach. Nic więc dziwnego, że od kilku lat organizuję Odjazdowego Bibliotekarza w Krakowie, czyli akcji wymyślonej w Łodzi przez Paulinę Milewską. Z roku na rok akcja nabiera rozmachu i chciałbym Was moi drodzy czytelnicy, którzy mieszkacie w Krakowie i okolicach zaprosić serdecznie do wzięcia udziału:)
Bazgroły na marginesie. Dość stare bazgroły. (Codex Justinianus, Francja 13/14 wiek. Angers, Bibliothèque municipale, ms. 333, fol. 275v
Pamiętacie mój wpis ze średniowiecznymi rysunkami dup? Jeśli nie to kliknijcie tutaj. A dzisiaj zaprezentuję Wam twórczość związaną z męskim przyrodzeniem, które to (męskie przyrodzenie) jest zadziwiająco wdzięcznym tematem rysunkowym.