“Stowarzyszenie uczciwych ludzi”…

Dziś na pierwszej stronie jednego z najbardziej poczytnych dzienników w Rzeczpospolitej Polskiej czytam sobie o człowieku, który skazany został sześciokrotnie  za różnego rodzaju oszustwa finansowe, a z powodzeniem otworzył parabank obiecując złote góry  (dosłownie) klientom swego parabanku. Jak to zwykle bywa znalazło się mnóstwo chętnych, skuszonych obietnicą łatwego i ogromnego zarobku. I jak to później często okazuje się – owi chętni czekają teraz w kolejkach pod siedzibą owego parabanku i boją się o swoje oszczędności.

Z tonu artykułu można wywnioskować, że pan prezes owego parabanku raczej nie odpowie w żaden sposób za swoje działania, a jelenie, którzy wpłacili mu pieniądze mogą się obejść smakiem. Nie pierwsi oni i nie ostatni…

Co w ludziach siedzi, że tak łatwo dają się omamić? Nie wiem, choć sam jestem bardzo podatnym na wpływy konsumentem, ale na szczęście (nieszczęście) żadnych większych oszczędności nie posiadam, które mógłbym utopić w podobnych przedsięwzięciach.

Dziś informacja o oszustwie sprzed ponad osiemdziesięciu lat…

Prezes „Stowarzyszenia uczciwych ludzi”
osadzony w więzieniu za oszustwo.

Kraków, 9 sierpnia. w Paryżu istnieje, a właściwie istniało „Stowarzyszenie uczciwych ludzi”. Założyciel i najgorliwszy propagator tego stowarzyszenia znalazł się obecnie, o ironjo, w więzieniu za cały szereg oszustw.

Nazywa się on Jan Józef Barnard i karjerę swoją zaczął od założenia czasopisma. Następnie zaczął grupować wokół siebie „uczciwych ludzi” i postarał się o zamieszczenie swej fotografji w pismach ilustrowanych. Prasa śpiewała na jego cześć pochwalne hymny, a ilość ludzi, którzy uważali, że za wkładką 10 franków warto jest uzyskać stempel człowieka uczciwego, wzrastała z dnia na dzień.

Ale p. Bernard przy swojej gorliwej moralizatorskiej działalności nie zapominał także o sztuce. I tak założył on „Theatre de La Maison Moderne”. Wydawał on odezwy i wygłaszał prelekcje, w których zwracał się do urzędników i drobnych rentierów, wzywając ich do dzieła. Mówił, że należy wyrwać teatr z rąk osobników uprzywilejowanych, bo lud powinien sam tworzyć sztukę. Istotnie zdołał on wiele osób przekonać, tych, którzy się wahali, przekupywał tytułami, rozdzielał miejsca radców nadzorczych, kierowników artystycznych, literackich, technicznych i t. d., zapewniał engagements. Ubiegłej niedzieli zaprosił kilkuset dobrodusznych obywateli na małą herbatkę w salonach, które mu miasto Paryż oddało do rozporządzenia. Ostatnie wątpliwości zgromadzonych rozproszyły się pod wpływem świetnej wymowy Bernarda i szampana, który lał się na tej „herbatce” strumieniami.

Świetność ta szybko się jednak skończyła, albowiem pewnego dnia Jan Józef Bernard zniknął ze swego kawalerskiego urządzonego wykwintnie mieszkania. Kilku energicznych urzędników policji zdołało go jednak odszukać i wówczas rozpoczął się rachunek sumienia, prezesa „Stowarzyszenia uczciwych ludzi”. Ogólna suma wyłudzonych przez Bernarda pieniędzy dosięga kwoty 250 tysięcy franków.

Aresztowany cynicznie oświadczył, że po to tylko zorganizował “uczciwych ludzi”, aby ich tem łatwiej z pieniędzy oskubać.

A Wy ile zapłacilibyście za stempel “uczciwego” człowieka?

Tradycyjnie już “Ilustrowany Kuryer Codzienny” z dnia 10 sierpnia 1925 dzięki MBC.

4 thoughts on ““Stowarzyszenie uczciwych ludzi”…

  1. O ironjo ;) Nazwa stowarzyszenia wyjątkowo adekwatna, niejedno dzisiejsze powinno się tak nazywać.
    Strasznie lubię te Twoje archiwalia.
    I tak bez związku ze sprawą – ach, być rentierem, niechby nawet i drobnym :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook