Jacek Inglot “Quietus”

Jacek Inglot "Quietus"

Jacek Inglot "Quietus"

Historie alternatywne to jedna z moich lubionych gałęzi literatury fantastycznej. Uwielbiam dywagacje rodzaju; Co by było gdyby… Oczywiście, jeśli takie dywagacje są dobrze napisane, spójne i interesujące.

Kolejna książka z serii Narodowego Centrum Kultury „Zwrotnice czasu”. Ja przeczytałem do tej pory trzy pierwsze. Książka Jacka Inglota jest piątą w kolejności. Czwartą jest książka pana Wolskiego, ale jego sobie na razie daruję. „Quietus” to alternatywne dzieje Europy i świata. Autor pokusił się o stworzenie uniwersum, w którym Rzym nie upadł, nie ma chrześcijaństwa, a Imperium trwa i wydaje się, że trwać będzie wiecznie.

Bardzo interesujący punkt widzenia. Pamiętam, że dawno temu czytałem opowiadanie, które stało się kanwą opowieści o Quietusie, (który tak naprawdę długo w powieści nie zabawił). Dwóch jest głównych bohaterów, dwie drogi do poznania tego interesującego świata. Jeden z nich to Marcus Corejmus – retor i bibliotekarz (sic!) w głównym wenetyjskim mieście Calisia. Gość jest sceptykiem i cynikiem, nade wszystko ceni sobie kufel wenedyjskiego piva, które według niego nie jest już takie jak dawniej, straciło na  jakości. Sympatyczny, lecz to tylko pozory. Marcus by wyruszyć w podróż życia robi rzecz podłą i plugawą. Wyrusza jednak w tę podróż życia, można powiedzieć, że załapuje się na ofertę last minute. I podróżuje do państwa Nipu, czyli Japonii w poszukiwaniu resztek chrześcijan, bo trzeba Wam wiedzieć, że chrześcijaństwa w tym świecie nie ma. Rozprawił się z tą sektą cesarz Julian Apostata wyrzynając wszystkich w pień. Marcus dociera do Nipu znajduje to co chciał, a nawet więcej. Drugim bohaterem jest Sewer Flawiusz, namiestnik Wenedii potomek dawnych władców słowiańskich plemion. Polityk, Rzymianin pełną gębą, czasem zastanawia się nad swoją przynależnością etniczną i kulturalną. Sewer nie lubi Rzymu, ale wie, że bez Rzymu Wenedia byłaby niczym. Chyba, że znajdzie się jakaś idea, która pozwoli Wenedom zachować jedność i godność. Tą ideą według autora miałoby być chrześcijaństwo. W książce mamy dwa odłamy chrześcijan. Jedni niosą wiarę z mieczem w ręku, inni głoszą, że miłość zapanuje nad światem. Kto zwycięży? Tego się nie dowiemy…

Inglot bardzo zręczniee opisał nam Rzym, który zamiast upaść trwa i rozwija się dość dynamicznie. Świat w książce jest w miarę spójny, logiczny i interesujący. Bardzo zgrabnie przedstawiony. Oczywiście nie obyło się bez zgrzytów. Wenedowie jakoś tak za bardzo swą mentalnością przypominają dzisiejszych Polaków, którzy są murem broniącym pogańskiego Rzymu przed innymi pogańskimi plemionami, ale ogólnie nie razi to bardzo.

Nie jestem żadnym purysta językowym (co zresztą po moim blogu widać:) Ale w tekście zwróciłem uwagę na nie pasujące do fabuły książki opisy. Na przykład jest mowa, o tym, że wspomnienia bohatera wyświetlają się mu jak obrazy na ekranie? (sic!), lub jak w kalejdoskopie. Niby nic, ale zwróciło to moją uwagę.

Książka Inglota jest książką dobrą, czytało mi się całkiem fajnie, ale bez szału. Może przez fakt, że trochę za dużo było tej metafizyki i wiary, jakoś tak mnie to odstręczało. Opowiadanie zrobiło na mnie znacznie większe wrażenie. Dało się w nim wyczuć ogromny potencjał, trochę w książce zmarnowany.

„Zwrotnice czasu” stają się jedną z moich ulubionych serii.

8 thoughts on “Jacek Inglot “Quietus”

  1. Mnie historie alternatywne jakoś nie kręcą, to przez “Alterland” Wolskiego, ale może źle trafiłam. No i o Inglocie słyszałam, że dobrze pisze…

  2. Pingback: "Archowum XXI" - antologia | Blog Charliego Bibliotekarza

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook