I stało się! Moje Drogie i Moi Drodzy! Na półce, którą roboczo określam ”półeczką Syzyfa” nadejszła kolej trzeciej części antologii „Wizji alternatywnych”. O poprzednich dwóch możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ. W te upalne dni, które przetaczają się nad Polską teraz może znajdziecie chwilę wytchnienia w opisie każdego z opowiadań z tomu. Tradycyjnie już zapraszam :)

Trzecia część antologii ukazała się w 2001 roku pięć lat po „Wizjach alternatywnych 2”, a dziesięć lat po pierwszych Wizjach… W posłowiu Wojciech Sedeńko wymienia obecnych w antologii autorów, krótko podsumowując ich opowiadania, a także opisując sytuację polskiej fantastyki w roku 2001 słowami Hollanka „Dajcie mi więcej papieru, a zniszczę fantastykę”. Czy słowa te prawdziwe są? Nie odpowiem Wam na to pytanie. Na pewno nie w tym wpisie, ale zacznijmy przegląd.
Wojciech Szyda – „Pieśń Adoriona” – Stylizowane na dziennik operacyjny agenta sił niebieskich Adoriona (Anioła Tronu), a także przerywany wspomnieniami Ludwika II Wittelsbacha zwanego Szalonym Królem, albo Bajkowym Królem. Autor sugeruje, że osoba króla to ów Anioł, zdegradowany za niewykonanie rozkazu. Od razu Wam powiem, że jak dla mnie opowiadanie zagmatwane, bez ładu i składu i choć pomysł naprawdę ciekawy i interesujący to niknie on w gąszczu udziwnień i niedpowiedzeń. Czytało się ciężko.

Eugeniusz Dębski – „MagicBox TM (Mitsubisgi. Podwójnie weryfikowana przestrzeń robocza. Matryca A4dX). – Proste opowiadanie o świecie po wojnie straszliwie wyniszczającej ludzkość i metodzie na to, aby ludzie wciąż mogli funkcjonować mimo totalnej beznadziei i zniszczonego środowiska. Ewidentne skojarzenia z „Kongresem futurologicznym” Lema. Pomysł niczego sobie, wykonanie nienajgorsze, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że w tekście tym mamy jakąś historię, opowieść, która ma początek i zakończenie i środek. Bez zbędnego ubarwiania i pseudofilozofii.

Jacek Inglot „Śpiew szczurołapa” – Opowiadanie mocno osadzone w realiach końcówki lat 90-tych, czyli tych, w których wchodziłem w nastoletniość i nieuchronnie dążyłem do pełnoletniości. A autor świetnie oddał realia związane z zawodem nauczyciela. Śledztwo w sprawie tajemniczego Gonzo, który obiecuje wycieczki do egzotycznego Bandalaj. A tu się okazuje, że mamy dobrą, znaną mi nie od dziś wirtualną rzeczywistość… Tylko znów brakło mi spójności i jakiejś konsekwencji, a intryga okazała się taka sobie.

Mirosław P. Jabłoński – „Droga do Salimy” – I po raz kolejny okazuje się, że opowiadania w klimacie aktualnej sytuacji politycznej, społecznej i obyczajowej starzeją się niezbyt dobrze. I choć ja rozumiem odniesienia do „Archiwum X” i sytuacji politycznej w roku 2000 to nie sądzę, żeby kogoś dzisiaj to zainteresowało. Ciekawym zabiegiem jest wizja Polski jako państwa będącego pod władzą totalną rzymskiego kościoła katolickiego (coraz bliższa obecnej sytuacji). Ogólnie opowiadanie bardzo przeciętne, z wątkiem Obcych i Najjaśniejszą Rzeczpospolitą, a humor mocno zetlały i już niezbyt zabawny.

Jerzy Grundkowski „Fantomas przeciwko Najwyższej Fazie Rozwoju” – utrzymane w stylu lemowych „Dzienników gwiazdowych”, do których zresztą są bezpośrednie nawiązania – opowiadanie zabawne, ale nie zostawiające po sobie absolutnie żadnego śladu w duszy czytelnika. Ja nic z niego nie zapamiętałem.

Krzysztof Kochański „Sen o potędze” – Ciekawe opowiadanie z interesującym pomysłem, w którym bajkowość splata się z nowoczesnością, a smoki i demony istnieją naprawdę tylko nie do końca są tym czym się wydają. A marzenia o nieśmiertelności mogą się ziścić. Pocieszające zakończenie z prawie happy endem. Dobrze się czytało.

Marek Oramus „Nocne wyścigi w głąb Anny” – Nie wiem co o tym opowiadaniu myśleć, oprócz tego, że jest nawiązaniem do „Krainy chichów” i jakąś wizją ni to aniołków, nie owadów, które uczestniczą przy kopulacji i chyba zasiedlają dusze nowopowstałych płodów. A na końcu i tak idzie wojna :D Dobrze napisane, dobrze się czyta, ale bez szału.

Jacek Dukaj „Aguerre w świcie” – Cóż tu mogę rzecz – to Dukaj w całej okazałości. Jego rozmach, jego wizja i środki, których używa do przekazania tej wizji na początku przytłaczają, ale później wsiąkamy w świat gleju, egzowszczepek, rzeźbienia i Ordo Homo Xenogenesis. To opowiadanie to mała nowelka – najdłuższe w całym zbiorze i zdecydowanie najciekawsze.

Co chcecie wiedzieć o antologii czytanej dwadzieścia lat po wydaniu? Trochę się zestarzała się, może nie aż tak bardzo, ale też nie zachwyca, oprócz Dukaja, w żaden sposób. Ot kolejny pomnik i niemy świadek historii polskiego science and fiction. Polecać? Nie wiem, chyba tylko dla Dukaja, który przyciężki jest, ale jak coś to można. Na pewno żadna struna w duszy mej mocniej nie drgnęła podczas lektury.



xpil
charliethelibrarian
DobraFanfikcja
charliethelibrarian