George R. R. Martin “Gra o tron”

George R. R. Martin "Gra o tron"

George R. R. Martin "Gra o tron"

 Ja, maestro Charlie Librarian adept sztuk wyzwolonych, bakałarz studiów wszelakich, strażnik Wiedzy i Mądrości oraz rycerz Słowa Drukowanego znany w całej krainie Stu Bibliotek opowiem Wam dzisiaj szlachetni czytelnicy o książce, która wielu znaną była. Lecz jeszcze większy rozgłos zyskała dzięki produkcji telewizyjnej.

„Gra o tron” choć nie jest książką wiekową zdążyła już zyskać status kultowej. Miłośnicy fantasy uważają książkę Martina za absolutne must known (ja przynajmniej spotkałem się z większością takich opinii). Mimo tej niewątpliwie wysokiej pozycji w literaturze fantasy „Gra o tron” nie była, aż tak bardzo popularną książką. Dzięki świetnemu serialowi HBO wielu ludzi postanowiło sięgnąć po prozę Martina, by skonfrontować wizję scenarzystów stacji telewizyjnej z oryginałem. Ja sam przeczytałem Martina (oczywiście te wydane w tamtych latach tomy) jeszcze w liceum. Niestety szare komórki odpowiedzialne za zapamiętanie wrażeń z lektury zginęły w oparach alkoholowych dnia 1.10.2005 ( trzeci rok studiów – inauguracja roku akademickiego). Niech odpoczywają w spokoju. Dlatego podczas oglądania serialu coś mi tam świtało, gdzieś dzwonili, ale nie wiem, w którym meczecie i zachowywałem się jak nasi posłowie, którzy nie wiedzą, nad czym głosują, ale próbują mądrych udawać i rączkę do góry podnoszą. Zawziąłem się, a że jakimś dziwnym trafem „Gra o tron” była jednym z prezentów pod choinkę, łyknąłem Martina jak zimne piwko w upalny dzień. To znaczy szybko, robiąc przerwy na zadowolone westchnienia i delektując się orzeźwieniem.

Streszczę Wam fabułę tak na jednym wydechu:

Westeros – kontynent z Siedmioma Królestwami, którymi włada jeden król, ale one były kiedyś naprawdę oddzielnymi królestwami, od czasu Aegona Zdobywcy są jednym królestwem, królestwem włada Robert Baratheon, który ma w herbie jelenia z dużym porożem, a tron na którym zasiada wykuty jest z mieczy i jest strasznie niewygodny. Robert jest kiepskim królem, bo w głowie ma tylko polowania, turnieje, chlanie, dupczenie dziewek i ruchanie dziwek. Nic więc dziwnego, że jego żona go nie lubi i rozkosz znajduje UWAGA SPOJLER w ramionach swego brata bliźniaka zwanego przez wszystkich Królobójcą a to dlatego, że zabił poprzedniego króla Aerysa Szalonego, choć należał do Gwardii Królewskiej i przysięgał go chronić i nie robić mu krzywdy a tu wbił mu miecz w plecy i wszyscy mają go w pogardzie, ale każdy się go boi, bo jest świetnym rycerzem i wszystkich zabija. Oboje z królową pochodzą z rodu Lannisterów, mają oni w herbie złotego lwa i ich zawołaniem jest „Lannister zawsze spłaca swoje długi”. Ród jest strasznie bogaty i trzęsie praktycznie całym królestwem i jeszcze jest Eddard Stark lord Północy, który nie lubi Lannisterów za to kocha króla Roberta jak brata, Starkowie mają w herbie wilkora czyli takiego większego wilka z północy zza Muru. Bo jest jeszcze na północy w mroźnych krainach Mur, wybudowany kilka tysięcy lat temu, który strzeże krainy ludzi przed zagrożeniem ze strony dzikich a na Murze czuwa Czarna Straż i ludzie z Czarnej Straży to w większość, złodzieje i inne męty, które by uniknąć topora wybrały życie na Murze, którzy nie mogą mieć dzieci i do końca swoich dni nie mogą opuszczać Muru, a Eddard Stark ma kilkoro dzieci i wszystkie one są takie szlachetne i każde z nich znalazło swojego wilkora i inni ludzie boją się wilkorów i zawołaniem Starków jest „WINTER IS COMING” i jest jeszcze….

Dobra koniec z tym. Naprawdę dużo się dzieje w tej książce i czasem można się zgubić. Intrygi, krew, śmierć, opisy walk, trochę magii, trochę legend z dawnych wspaniałych czasów kontynentu, sporo tajemnic i wartka akcja oraz świetna narracja sprawiły (kurczę zapomniałem o seksie, dużo seksu, cycków i tak dalej) sprawiły, że Martina przeczytałem błyskawicznie, pewnie też tak zrobiłem w liceum, nie pamiętam (ach te szare komórki! Świeć Panie nad ich dendrytami i aksonami). To naprawdę świetna książka rozrywkowa. Gdyż nie ma co ukrywać, „Gra o tron” do literatury szczególnie wysokich lotów nie należy (a niech mnie rozszarpią wilkory za te obrazoburcze stwierdzenia!). Dla mnie nie ma większego sensu debatowanie nad portretami psychologicznymi postaci, nie potrzebna mi jest ekonomiczna analiza sytuacji Siedmiu Królestw czy też dyskusje nad zasadnością użycia konnicy w tej czy innej bitwie. Martin w sam raz zadowolił mnie „realizmem” świata przedstawionego. A to, że często wkurzałem się na postępowanie bohaterów świadczy tylko o tym, że lektura oddziaływała na me emocje i ostatnie szare komórki tłukące się w bibliotekarskiej głowie. „Gra o tron” to po prostu powieść fantasy skupiająca się bardziej na walkach o władzę, namiętnościach ludzkich i politycznych intrygach niż wojnach z magami i trollami. Naprawdę solidna porcja niezłej przygody, a nie żadna egzystencjalna i siląca się na pełną powagę powieść o życiu. I jeszcze ta bezkompromisowość w pozbywaniu się bohaterów, którzy teoretycznie byli głównymi! Miszczostwo! Podobno amerykańscy telewidzowie się obrazili na stację HBO, która zgodnie z książką uśmierciła pewnego bohatera (nie będę zdradzał kogo, bo może ktoś nie wie:)

Martin zapewnił mi sporo dobrej zabawy i teraz właśnie jestem w trakcie drugiego tomu!

Byłbym zapomniał, trochę spóźnione, ale szczere. Wszystkiego najlepszego w NOWYM ROKU! Obyście żadnych recept nie potrzebowali, oby głowy Wasze wolne były od politycznego bagna (chyba, że to lubicie), oby serca Wasze biły zdrowo i radośnie w rytmie cza-cza!

7 thoughts on “George R. R. Martin “Gra o tron”

  1. Arcydzieło literatury to to pewnie nie jest, ale stworzenie zajmującej fabuły to też wielka sztuka i mało komu to się udaje. Jestem fanką cyklu już od lat, choć wydaje mi się, że w “Uczcie dla wron” i “Tańcu ze smokami” trochę się Martinowi fabuła rozlazła.

    • Ja teraz właśnie zmuszam pozostałe szare komórki do ponownego przypomnienia sobie “Pieśni lodu i ognia”.

      Martinowi zdecydowanie udało się stworzenie zajmującej fabuły i interesującego świata.

  2. O, co za przypadek, ja właśnie dopiero co też się o Martinie rozpisałam, dwa pierwsze tomy. I zgadzam się, że jakkolwiek super dzieło to nie jest, to czyta się znakomicie. O matko, jak Pilipiuka niektórego.

    Najlepszego w Nowym Roku!

    • Martin jest bardzo znany w kręgu literatury fantastycznej. Jest swego rodzaju guru. I serial HBO sprawił, że wielu ludzi sięgnęło po książkę. A serial mimo w miarę wiernego odwzorowania różni się od książki dlatego wielu ludzi może być rozczarowanych cyklem. Ja nie jestem:)

      Ja teraz czytam “Starcie królów”:)

      Również wszystkiego najlepszego:)

      P. S. Podobało mi się porównanie bohaterów do myszek:) Ja z zaciekawieniem będę śledził kolejne losy tych myszek:)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook