Sergiusz Piasecki “Żywot człowieka rozbrojonego”

Sergiusz Piasecki "Żywot człowieka rozbrojonego"

Sergiusz Piasecki “Żywot człowieka rozbrojonego”

Kolejna książka pana Piaseckiego. Tym razem bardziej biograficzna, napisana w więzieniu, nie przepuszczona przez międzywojenną cenzurę. Po wojnie Piasecki odtworzył ją  na emigracji i wydał w latach 60 – tych w Anglii. Kolejna książka, która mnie zachwyciła.

“Żywot…” to swoisty dziennik, zapiski polskiego żołnierza, który po demobilizacji (po wojnie 1920 roku) nie może znaleźć pracy, mieszkania. Coraz większa nędza i głód spychają go na ścieżkę przestępstwa. Najpierw drobne kradzieże, później udział w PORNOGRAFICZNYCH sesjach zdjęciowych, podrabianie czeków i więzienie.

“Żywot…” to książka pesymistyczna, z której bije niechęć do społeczeństwa jako miejsca gdzie nie ma miejsca na sprawiedliwość. Zawsze zwycięży chytrzejszy i sprytniejszy. A prawda i dobro umierają na gruźlicę wcześniej dając dupy w ciemnej bramie za chleb i wódkę. Książka jest również niezłą kroniką przedwojennego społeczeństwa polskiego. Pełnego kontrastów, między niewyobrażalną biedą a olbrzymim bogactwem. Gdzie trwonione są ogromne pieniądze na przyjemności bogatych kapitalistycznych grubasów podczas gdy inni umierają z głodu. Także kroniką zwykłego życia – ile co kosztuje, jak ludzie się zabawiali, i ten motyw pornografii – niezła jazda. Z tego co wiem Piasecki miał taki epizod w swoim życiu.

Główny bohater z coraz większą odrazą patrzy na istoty ludzkie, które za pieniądz zrobią wszystko. I choć sam postępuje źle – sprzedaje fałszywe czeki, to usprawiedliwia swoje postępowanie tym, iż tylko oszukuje chciwych kupców, którzy sami chcieli go oszukać. Jest w książce świetny fragment jak przebrany za chłopa, sprzedaje czek Żydom, którzy mając go za kmiota nieźle go chcą wyruchać na kasę.

Znów podobał mi się język książki – żywy, plastyczny.

Książkę polecam bardzo lektura pozwalająca troszkę od kuchni obejrzeć II RP.

Poniżej fragment idealnie oddający klimat książki:

„Człowiek piękny ma cudny dar natury. Człowiek zdrowy jest szczęśliwy. Człowiek mądry jest światłem w ciemności naszego życia. Człowiek silny wzbudza podziw. Człowiek dobry jest ozdobą naszego gatunku. Ale człowiek brzydki, chory, słaby, zły, niemądry, lecz chytry i bogaty – jest ich panem. On kupi człowieka pięknego do ohydnych orgii. Człowiek silny traci zdrowie pracując dla niego. Człowiek mądry zgłupieje wychwalając go. Człowiek dobry będzie jego stróżem.”

Sergiusz Piasecki “Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy”

Sergiusz Piasecki "Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy"

Sergiusz Piasecki “Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy”

Zaraz jak tylko skończyłem czytać “Zapiski…” wziąłem na “warsztat” pierwszą książkę Piaseckiego. “Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy” napisany został w więzieniu gdzie przebywał Piasecki. Książka okazała się hitem w latach 30 – tych. Nic dziwnego.

“Kochanek…” to przepiękna, barwna, żywa opowieść o życiu przemytnika na granicy polsko – sowieckiej. Książka pulsuje rytmem życia przemytniczego, gdzie pracuje się w nocy a w dzień odpoczywa. Gdzie przyjacielem jest mrok, ciemność a wrogiem Księżyc to “cygańskie Słońce”. Przemytnik ryzykuje wiele, życie, zdrowie, ale przede wszystkim Wolność. “Kochanek…” to ballada o życiu wolnym, dzikim, surowym, gdzie liczy się chwila. Nieważna jest przyszłość, plany. Ważni są przyjaciele, których teraz masz u swego boku, ważne są dziewczyny, które w tym momencie obdarzają Cię miłością. Pieniądze są a później ich nie ma. Żyje się tylko raz i w każdej chwili na granicy może spotkać Cię Śmierć.

Książka super, taka prawdziwa, szczera i autentyczna. Ciężko uwierzyć, że została napisana ponad 70 lat temu. Czuje się klimat granicy. Szkoda, że bez happy endu ale tak to już w życiu bywa. Polecam ją każdemu.

Zacytuję poniżej wstęp, który zapowiada z jaką historią i jak napisaną będziemy mieć do czynienia.

“Żyliśmy jak królowie. Wódkę piliśmy szklankami. Kochały nas ładne dziewczyny. Chodziliśmy po złotym dnie. Płaciliśmy złotem, srebrem i dolarami. Płaciliśmy za wszystko: za wódkę i za muzykę. Za miłość płaciliśmy miłością, nienawiścią za nienawiść.

Lubiłem swych kolegów, bo nigdy mnie nie zawodzili. Byli to prości, niewykształceni ludzie. Lecz czasem byli tak wspaniali, że stawałem zdumiony. Wówczas dziękowałem Naturze, że jestem człowiekiem.

Lubiłem śliczne poranki wiosenne, kiedy słońce bawiło się jak dziecko, rozrzucając po niebie barwy i błyski.

Lubiłem późne letnie zachody, gdy ziemia dysząca spiekotą, a wiatr miękko pieścił i chłodził pachnące pola.

Lubiłem i barwną, czarowną jesień, gdy złoto i purpura leciały z drzew, i tkały na ścieżkach wzorzyste kobierce, a mgły siwe na gałęziach jodeł się huśtały.

Lubiłem i mroźne zimowe noce, gdy cisz kleiła powietrze, a zadumany Księżyc diamentami zdobił śnieżną biel.

A wśród tych cudów i skarbów, śród barw i błysków żyliśmy jak zabłąkane w bajkę dzieci. Żyli i walczyli nie o gnaty bytu, a o swobodę ruchu i wolność przyjaźni. Szumiały nam w głowach wichry, w oczach grały błyskawice, tańczyły nam chmury, śmiały się gwiazdy. Witały nas i żegnały karabinowe salwy – często na śmierć, która bezradnie tańczyła w krąg, nie wiedząc kogo wyrwać pierwszego.

Często w piersiach mi tchu brakowało z rozkoszy życia. Czasem dlaczegoś głupie oczy się załzawiły.. Czasem ktoś brutalnie zaklął, a dziecinnie się uśmiechnął i twardo podał wierną dłoń.

I mało było słów. Ale słowa były słowami i łatwo je zrozumieć mogłem i zawsze wiedziałem, że to nie słowa honoru, ani przysięgi, więc były pewne…

Tak pędziły w barwnym wirze głupie dnie i wariackie noce, którymi Ktoś za coś nas obdarzył.

A nad wszystkim: nad nami, Ziemią i chmurami, po północnej stronie nieba pędził dziwny Wielki Wóz, królowała wspaniała, jedyna zaczarowana Wielka Niedźwiedzica.

O Niej, o nas – przemytnikach i o granicy opowiem w tej powieści, która powstała z bólu i tęsknoty za pięknem Prawdy, Natury i Człowieka.”

Piękne.

A niżej fragment z książki, który mię rozbawił:

„Nad placem można by zawiesić olbrzymią chorągiew Bachusa. Pili wszyscy. Pili wszędzie. Pili stojąc, leżąc, siedząc. Pili na wozach, między wozami i pod wozami. Pili mężczyźni i kobiety. Matki poiły małe dzieci, żeby i one się zabawiły na kiermaszu: poiły i niemowlęta : aby nie płakały. Widziałem, nawet, jak pijany chłop zadarł koniowi pysk w górę i wlewał mu do gardła wódkę z butelki”

Sergiusz Piasecki “Zapiski oficera Armii Czerwonej”

Sergiusz Piasecki "Zapiski oficera Armii Czerwonej"

Sergiusz Piasecki “Zapiski oficera Armii Czerwonej”

Nie będę poruszał tutaj tematów, które obecnie zajmują wszystkie media. Powiem tylko, że opinia jest jak dupa i każdy ma swoją.

Chciałbym napisać o książce, którą skończyłem czytać dosłownie przed chwilką. Zanim będzie o książce to troszkę o autorze, czyli Sergiuszu Piaseckim. Człowiek ten urodził się na początku 20 wieku na Białorusi. Już na starcie nie miał lekko bo był nieślubnym dzieckiem szlachcica. Przeżył rewolucję w Rosji, walczył w wojnie polsko – bolszewickiej (po naszej stronie :). Później był przemytnikiem, pracował w naszym wywiadzie na kresach. Narkoman, hulaka, za napady z bronią w ręku skazany na śmierć. Wyrok zmieniono na 15 lat ciężkich robót. W więzieniu zaczął opisywać swoje awanturnicze przygody. To tam powstał “Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy” – książka, która przyniosła mu popularność. Po wojnie ścigany przez UB, osiadł w Anglii gdzie dalej pisał. Zmarł na raka w 1964 roku. Aż dziw mnie bierze, że o nim wcześniej nie słyszałem. Ano taki ze mnie oczytany człowiek. Żywot Sergiusza starczyłby dla kilku ludzi.

“Zapiski…” to satyra na sowiecki “Way of life”. Treść książki stanowi dziennik oficera Armii Czerwonej, który jest zapisem jego przygód podczas II wojny światowej. Książka w ironiczny, sarkastyczny obficie podlany czarnym humorem sposób rozprawia się z mentalnością ludzi wychowywanych w Związku Radzieckim. Autor obnaża schematyczne myślenie, głęboko zakorzeniony strach i nienawiść do wszystkiego co nie sowieckie. Uwypukla mechanizmy propagandy radzieckiej, która skutecznie potrafiła zaćmić umysły poddanych Stalina.

Główny bohater to “WYKSZTAŁCONY” przez radzieckie szkoły oficer, który jest zwyczajnym chamem, brak mu ogłady towarzyskiej. Ale nie brakuje mu sprytu i inteligencji. Ale jeśli mówimy o inteligencji to takiej, która pozwala mu przetrwać, dostosowywać się do zaistniałej sytuacji. Zubow bije pokłony temu kto wydaje mu się silniejszy – Stalin, Hitler a nawet Sikorski nie robią mu różnicy liczy się tylko fakt, kto w danej chwili jest silniejszy i przy kim można mieć pewność, że się przeżyje. Jego spaczone spojrzenie na świat każe dopatrywać się w każdym szpiega, sabotażysty i ogólnie element wywrotowy, zagrażający trwaniu Czerwonego Imperium. Pozornie budzący sympatię, okazuje się jednak zwykłym mordercą i skurwysynem.

Ogromnym plusem książki jest język. Pozwala on wczuć się w tok myślenia Zubowa, jego pokrętnej, wypaczonej logiki. Takim językiem posługuje się człowiek od dziecka musztrowany, poddawany praniu mózgu.

Co mnie trochę drażniło to przesada w drugą stronę – pokazanie jacy Ci Polacy są zajebiści i w ogóle. Pomogą nawet największemu wrogowi, bo tak im nakazuje chrześcijański obowiązek.

Książka świetna, czyta się bardzo dobrze, wywołuje często śmiech, jest po prostu zabawna. Książka oprócz uśmiechu wywołuje również zadumę. Opisuje bowiem wydarzenia dla Polaków smutne i tragiczne. Jest to taki śmiech przez łzy.

Na koniec zacytuję sam początek bo jest on reprezentatywną próbką języka całej książki:

“Noc była czarna jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra. Lecz nie ma siły na świecie, która by powstrzymała żołnierzy niezwyciężonej Armii Czerwonej, idących dumnie i radośnie wyzwalać z burżuazyjnego jarzma swych braci: chłopów i robotników całego świata”