Ray Bradbury “Kroniki marsjańskie”

Ray Bradbury "Kroniki marsjańskie"

Ray Bradbury “Kroniki marsjańskie”

Powrót do mojego ulubionego gatunku trwa. Tym razem będzie o klasyku nad klasykami po germańsku będzie to Klassiker der Klassiker (albo jakoś tak). Trochę historii bo tej książki raczej nie da się opisywać bez historycznego tła. Zacznijmy od tego, że została wydana w roku 1950! W tamtych czasach Mars mógł wydawać się planetą, która zostanie prędzej czy później odwiedzona przez rodzaj ludzki. Jak wiemy, Mars na razie został opanowany przez ziemskie łaziki, które dzielnie ślą zdjęcia z powierzchni Czerwonej Planety. Ale wtedy Bradbury napisał książkę, która okazała się ogromnym sukcesem i dziś jest właśnie takim “Klassikerem” science – fiction. Choć tak naprawdę z science – fiction. do którego przywykliśmy raczej niewiele ma wspólnego.A to dlatego, że nie ma tam za dużo naukowych dywagacji, opisów lotów kosmicznych, trudności z terraformowaniem nowej planety i tak dalej i tak dalej.

“Kroniki marsjańskie” to zbiór opowiadań, które opisują jak to ludzkość została przywitana przez Marsjan i jak im się odpłaciła. O naszej ignorancji, przeświadczeniu, że wszystko możemy robić na naszą modłę, a inne kultury czy nawet pozaziemskie cywilizacje mogą nas pocałować w dupę. Tak naprawdę “Kroniki…” mogłyby opisywać podbój Ameryki Południowej lub Północnej. Tam również lokalne cywilizacje zostały zniszczone przez żądnych konkwistadorów lub bogobojnych purytan. I żadnym usprawiedliwieniem nie jest fakt, że stało się to setki lat temu. Bradbury chciał w “Kronikach…” to właśnie przesłanie przekazać.

To książka, która mimo sześciu dych na karku broni się sama, bo jest uniwersalną opowieścią o naszej naturze, głupocie i charakterze gatunku. Niszczymy wszystko co nam nie pasuje, nawet jeśli robimy to przypadkiem to nie ma dla nas usprawiedliwienia. Nie potrafimy współżyć ze sobą na naszej planecie a co dopiero gdy spotykamy obcą kosmiczną rasę, która jest od nas starsza i mądrzejsza. Owszem zdarzają się w opowiadaniach pozytywni, dobrzy ludzie ale są oni właśnie wyjątkiem potwierdzającym regułę. Książka pisana tuż po wojnie, kreśliła również ponurą wizję samozagłady ludzkości. Niektóre rzeczy i podejście do podróży międzyplanetarnych i tak dalej po tylu latach tchną naiwnością ale naprawdę nie przeszkadza to zupełnie.

Dla mnie czytanie tej książki było przyjemnością, opowiadania różniące się znacząco długością stworzyły coś na kształt impresji narracyjnej. Pamiętam, że czytałem tę książkę w latach młodości ale wtedy nie podobała mi się tak bardzo. No cóż byłem wówczas pod silnym wrażeniem tak zwanej hard s-f, więc wybaczę temu mojemu ja sprzed lat kilkunastu. Polecam gorąco, nie tylko miłośnikom s-f, choć ci powinni tę pozycję znać :)

 

P. S. A teraz videło nagrane przez wielbicielkę Raya, w którym prosi go ona o… zresztą zobaczcie sami :)

 

 

Prawda, że pozytywny kawałek :) Oczywiście, mam na myśli przesłanie dotyczące czytania książek a nie hmm…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook