Maja Lidia Kossakowska "Grillbar Galaktyka"

Maja Lidia Kossakowska "Grillbar Galaktyka"

Po Lemie, który jest daniem doskonałym aczkolwiek może być postrzegany jako potrawa wyrafinowana oraz wyłącznie dla prawdziwych smakoszy. Czas na coś znacznie bardziej lekkostrawnego i ociekającego sosem galaktycznym. Kossakowska i jej najnowsza książka. Długo kazała czekać na siebie autorka świetnego cyklu o zdemoralizowanych aniołach.

O czymże jest „Grillbar Galaktyka”? Otóż jest o wszystkim! Mamy w nim całą galacticę z jej ogromem, różnorodnością ras, gatunków, planet, zwyczajów, tradycji, technologii i kuchni! Bo przecież każda rasa musi jeść, oprócz Żywych Kryształów z układu Gemmy, które nie jedzą. Są one jednak wyjątkiem i poza nimi wszyscy jedzą wszystko i wszystkich. Hermoso Madrid Iven to szef kuchni w znanej restauracji, który zarządza zespołem prawdziwych wariatów i świrów. Wspólnie przyrządzają jedne z najlepszych dań w Galaktyce. Hermoso zadowolony z życia w miarę jest, kaskę zarabia niezłą, przygody w pracy są, robi to co lubi i nikt mu w gary nie zagląda… Do czasu. Kontrole z Ministerstwa Zdrowego Żywienia z Unii Międzygalaktycznej; pasożyty, które zadziwiająco przypominają ósmego pasażera Nostromo; miłosne rozterki – to wszystko zaczyna go trochę przygniatać. Te problemy to jednak nic wielkiego w porównaniu z oskarżeniem o morderstwo ważnego członka mafii. Hermoso musi brać nogi za pas i wiać na dugi koniec galaktyki. Zaczyna się jego odyseja, tuła się biedaczek od knajpy do knajpy. Nigdzie jednak nie zazna spokoju, bo wciąż mu deptają po piętach nasłani przez mafię cyngle. Pakuje się w jedną przygodę za drugą, poznaje grupkę oddanych przyjaciół, z którymi odkrywa mroczny spisek Śluźni, która pragnie zawładnąć Unią Międzygalaktyczną. Mogę chyba zdradzić, że jego przygody kończą się happy endem:)

„Grillbar Galaktyka” to świetna rozrywka. Kossakowska dobrze i z wyczuciem pogrywa sobie z czytelnikiem odniesieniami do popkultury. Czytało się błyskawicznie, książka zabawna i śmieszna. Brawo za ogromną wyobraźnię i dobrze skrojony Wszechświat. Oczywiście zdarzały się zgrzyty. Momentami za dużo było tych wymyślnych dań z dziwacznych stworzeń oraz kilka fragmentów czuć mocno spalonym patosem i tkliwością. Kossakowska przemyca również polityczne odniesienia do świata naszego. Dostaje się urzędasom z Unii Międzygalaktycznej, którzy chcą zmusić własnych obywateli do bezwzględnego posłuszeństwa, narzucają bezsensowne przepisy, bo społeczeństwo jest za głupie i trzeba każdego prowadzić za rączkę. Zastanówmy się czy czasem nie znamy takiej Unii, co to banany prostuje i wszystkim mówi jak mają żyć, a sama jest na skraju upadku… Nie da się również nie zauważyć, że dostaje się po dupie wszystkim zwolennikom poprawności politycznej, która osiągnęła w Galaktyce Hermoso stopień absurdu (nie tylko w galaktyce Hermoso).

Kossakowska zaserwowała mi kawał porządnie wypieczonej, dobrze przygotowanej frajdy. Oczywiście, aż takiego szału nie było, na kolana nie padłem, do gotowania obcych się nie zabieram, ale bawiłem się znakomicie:)

Comments (11)

  1. zacofany.w.lekturze

    Odpowiedz

    Coś jakby idealne do mojego mało wyrafinowanego gustu:) Znasz cykl White’a o szpitalu kosmicznym? Powinien Ci się spodobać.

    • charliethelibrarian

      Odpowiedz

      Sprawdziłem cykl White’a i go nie znam, ale go poznam:) Dzięki za cynka:)

      • Odpowiedz

        Cała przyjemność po mojej:) Mam przeczucie, że Ci się spodoba, szczególnie tom pt. „Galaktyczny smakosz”; być może to nawet było źródło inspiracji dla „Grillbaru”…

  2. Odpowiedz

    Za każdym razem jak tu zaglądnę uwiera mnie świadomośc jak bardzo straciłam kontakt z polską literaturą. I za każdym razem myślę sobie, ok, następnym razem będę w Polsce, trzeba coś zamówic, poczytac, znów poruszac te zwoje. Jesli uda mi się kiedyś powrócic do nałogu czytania to z pewnością poszukam inspiracji u Ciebie, podoba mi się to jak piszesz. Coś mi mówi, że panią Kossakowską też chyba chętnie włączyła w swoje czytelnicze zmartwychwstanie. Zawsze lubiłam takie książki.

    • charliethelibrarian

      Odpowiedz

      Dhrrroga Anno! Przecież polnische literatur ist sehr gut! Ty musieć czytanie znowush rozpocząć! Som przecież te całe internety i inne cudeńka na kiju, albo na baterii:)

      Tak na poważnie – dzieje się całkiem sporo pozytywnych rzeczy w polskiej literaturze. I to zarówno z GÓRNEJ półki jak i czysto rozrywkowo. Co do dostępu do książek – ja osobiście coraz bardziej przymierzam się do zakupu e-czytnika. To pozwala znacznie ułatwić zdobywanie książek. Choć prawdę mówiąc polskich elektronicznych jest wciąż mało i wciąż są drogie, ale trzeba wykonać pierwszy krok. I dzięki za komplementa. Miło, że pisanina się podoba:)

      • Odpowiedz

        Ja wiem, że sehr gut.. Mój problem bardziej leży w odwyknięciu od czytania, braku czasu i zaniku mózgu na skutek braku dostępu do inteligentnych konwersacji. Ostatnie kilka lat wiele zmieniło; kiedyś dawno współprowadziłam nawet pewien znany portal literacki, sama pisałam. Tymczasem ostatnia polska książka którą przeczytałam to ‚Traktat o łuskaniu fasoli’ Myśliwskiego a przedostatnia to Masłowska „Wojna..” (należę do zwolenników) i tyle, w ciągu kilku lat.. straszne. No ale to nie miejsce na moje psychoanalizy :) O czytniku myślałam, ale wszelkie monitory i wyświetlacze bardzo się dają w kośc moim oczom. Papier jest jednak łaskawszy. Będę w Polsce pod koniec marca, rozejrzę się za ta Kossakowską i może jeszcze za paroma pozycjami.

        • charliethelibrarian

          Odpowiedz

          Ja też należę do zwolenników „Wojny…”. E-czytnik posiada specjalną technologię zwaną e-papierem. I uwierz mi to nie ma nic wspólnego z tradycyjnymi monitorami, wyświetlaczami. To jest praktycznie takie samo jak strona w książce. Dodatkowo wygodniejsze. Trzymałem takie cacko przez chwilkę w rękach i powiedziałem sobie, że będę to miał:) Poczytaj sobie o e-czytnikach w sieci. Jest coraz więcej informacji o nich:)

  3. Odpowiedz

    Jak usłyszałam po raz pierwszy tytuł powieści Kossakowskiej, pomyślałam o „Restauracji na końcu wszechświata”. Ale z opisu wyżej widzę, że nie całkiem słusznie, no i dobrze. Bardziej mi to pachnie Stalowym Szczurem (Harry Harrison) w głębinach kuchni. Ocenię po przeczytaniu, bo mam zamiar przeczytać, lubię Kossakowską.
    A propos „Szpitala kosmicznego” – niezłe, niezłe, ale sam początek, potem forma spada, do „Smakosza” nie dotarłam już…

    • charliethelibrarian

      Odpowiedz

      Z tego co pamiętam to Harry Harrison raczej nie gotował:)
      Douglasa Adamsa czytałem tylko „Autostopem…”:)
      Widzę, że „Szpital…” trzeba będzie sobie przyswoić.
      Chryste Panie! Tyle książek do poznania albo nawet za Poznań… ech…

  4. Pingback: Antologia Zajdel 2011 | Blog Charliego Bibliotekarza

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.