Jerzy Żuławski “Zwycięzca”

moon creep

Lecisz na Księżyc z przyjaciółmi. Jesteście pierwszymi, którzy odważyli się na ten krok. Gna Was chęć przekroczenia kolejnej bariery, uczynienie kroku naprzód, ruszenie bryły z posad świata. Chcecie również spróbować stworzyć lepszy świat. Okazuje się jednak, że Wy i potomstwo jakie z Was wyrośnie jest już skażone, nieczyste i ludzie, którzy urodzili się na księżycowej ziemi i nigdy nie mieli do czynienia z ziemską cywilizacją. Nie są w stanie stworzyć społeczeństwa bez nierówności, bez wyzysku. Widzisz, że ludzkie dzieci gdziekolwiek się narodzą noszą w sobie zalążek zła. Przekonał się o tym Jan Korecki w powieści Jerzego Żuławskiego Na srebrnym globie przekona się również Marek zwany przez selenitów Zwycięzcą, bo o nim i jego poczynaniach na srebrnym globie jest druga część księżycowej trylogii.

Zwycięzca to książka inna od poprzedniczki. Gdybym pokusił się o przypisanie do jakiegokolwiek gatunku to pasowałoby fantasy. Dlaczego? Mamy tutaj zamki, mamy ludzi żyjących w takim jakby księżycowym średniowieczu, są arcykapłani, jest też legenda, mit, religia, która podtrzymuje całe społeczeństwo księżycowych ludzi na duchu i daje jednym władzę, a innym nadzieję i otuchę. Oczywiście jest też zadanie, quest i główny bohater, który zbiera drużynę rusza w drogę. Kobieta w zwiewnych fatałaszkach też jest, mdlejąca przy każdej okazji też jest. Oczywiście piszę to teraz trochę na wyrost. W Zwycięzcy science – fiction elementy znajdziesz także (napisałem to trochę jak mistrz Yoda).

Image taken from page 367 of 'The Conquest of the Moon: a story of the Bayouda'

Ilustracja pochodzi z książki “The Conquest of the Moon: a story of the Bayouda” – z roku 1889. Ciekawe czy Żuławski znał tę publikację. Źródło: profil British Library na Flickrze

Wracając do książki i elementów science – fiction. W końcu jesteśmy się na Księżycu, Marek główny bohater przylatuje z Ziemi rakietą, a selenici są uciskani przez obcą rasę tak zwanych szernów. Szernowie co prawda równie dobrze mogą pasować pod definicję smoków lub złych magów. Porzućmy jednak dywagacje na temat gatunkowości Zwycięzcy.

Czytało się drugą część bardzo dobrze. Żuławski porzucił klaustrofobiczny nastrój części pierwszej i skupił się bardziej na opisaniu potomków pierwszych ludzi na Księżycu. Ludzie ci wytworzyli swoje własne społeczeństwo, które tak naprawdę powtarza ziemskie schematy. Mamy bogatych i biednych, niewolników i niewolnice, panującą religię i zadufanych w sobie naukowców. W tym całym księżycowym świecie wszystko już jest ustalone i trwa nieprzerwanie od stuleci. Religią panującą jest wiara w ponowne przyjście Starego Człowieka, który okaże się Zwycięzcą w odwiecznej walce ludzi z szernami. Zwycięzca ma przybyć z Ziemi i jak tylko pokona szernów na Księżycu zapanuje wieczna szczęśliwość i raj. Znacie ten motyw?

Image taken from page 244 of 'The Conquest of the Moon: a story of the Bayouda'

Ta sama książka.

Żuławski w Zwycięzcy posłużył się mesjanistycznymi motywami, aby pokazać, że ludzki charakter, jego chciwość, zawiść i małość nie mogą zostać pokonane. Nawet Marek, który wśród selenitów jest niczym Guliwer w krainie liliputów choć wiele zdziałał to w końcu uległ. I to nie uległ szernom, ale swoim księżycowym braciom.

Zwycięzcy jest dynamiczna akcja, jest tajemnica i przede wszystkim bardzo ciekawe spojrzenie na ludzkość. Niestety spojrzenie pesymistyczne i nacechowane fatalizmem. Antyutopijne elementy przebijają się poprzez karty powieści (tak naprawdę powinienem napisać: przez kolejne wyświetlane strony czytnika, ale przyznacie, że nie brzmi to tak dobrze). Marek nie pokonał szernów, nie zmienił również społeczeństwa. Selenici wpierw zrzucili na niego cały ciężar walki z szernami, a gdy okazało się, że potrzebne są większe ofiary zaczęli psioczyć i tęsknić za starym systemem. Również reformy, które starał się wprowadzić spełzły na niczym i to one stały się główną przyczyną jego upadku. Marek chciał znieść niewolnictwo, dać równouprawnienie kobietom, znieść własność prywatną,  co oczywiście nie spodobało się bogatym i będącym u władzy, a takie plotki rozsiewali przeciwnicy reform:

Mówiono na przykład, że majętności będą podzielone równo pomiędzy wszystkich obywateli, ale w ten sposób, że ci, dla których by już ziemi ani dobytku nie starczyło, będą po prostu zarznięci. Na przyszłość też uregulowany ma być rozrost rodzin przez topienie nadliczbowych niemowląt… Władza arcykapłańska miała być pono zniesiona, lecz natomiast rządzić miał tajny komitet, wydający zaoczne wyroki śmierci na wszystkich opornych. Kobietom ma być nadana wolność najszersza, tak że nie będą na przyszłość potrzebowały podlegać mężom ani dochowywać im wierności. I morcy będą snadź z ludźmi zrównani…

Tak walczono z reformami Marka.

A inny fragment:

[…]niektórzy z dostojników i kupcy co bogatsi szemrać między sobą poczynali, przelękli nowatorskimi planami ziemskiego przybysza. Nie śmiano jednak przeczyć w głos — mówiono tylko z cicha, że porządek rzeczy na Księżycu jest ustalony i że właściwie nikomu się krzywda nie dzieje, a już bynajmniej nędzarzom, którzy nic nie tracą, nic i tak nie posiadając. Gorszy jest raczej los władnych i bogatych, bo oprócz trudów znosić muszą jeszcze i obawę, aby dobytków swych lub mocy nie postradali.

Takie podejście do bogactwa i nędzy musicie przyznać jest bardzo pragmatyczne.

Bardzo podobał mi się również świetny zabieg z trzema wersjami historii Marka na końcu książki. Mechanizm powstawania mitów, legend i religii ukazany jak na dłoni.

1950 ... Destination Moon

Zdjęcie pochodzi z magazynu “Life” z roku 1950. Artykuł dotyczył filmu “Destination Moon”.

W książce znajdziemy również trochę humoru. Mnie rozbawiła rozmowa Marka z Rodą, przewodniczącym Bractwa Prawdy czyli księżycowymi naukowcami, którzy opierają swoją naukę na niewielkiej ilości książek, które przetrwały po Starym Człowieku. Zadufanie naukowców, ich przekonanie o nieomylności, bo przecież jeśli coś zostało zapisane w księgach to nie można tego podważać zostało w tej rozmowie świetnie sparodiowane.

Po przeczytaniu książki zrodziło się we mnie kilka pytań. Na przykład: jakim cudem Ziemianie chociaż dostali zachowany rękopis Koreckiego, wiedząc, że na Księżycu są inni ludzie i inna obca rasa nie wysłali nikogo wcześniej? A gdy już ktoś przylatuje na Księżyc wydaje się być bogatym synalkiem tatusia, który dostał od ojca na urodziny rakietę i postanowił sobie polatać po kosmosie. Marek nie jest naukowcem, ale z drugiej strony sroce spod ogona nie wypadł. Wie jak wyrabiać broń, zna się na wielu naukowych sprawach, ale naukowcem na pewno nie jest. Dlaczegóż więc Ziemianie porzucili swoich pobratymców na Księżycu? Dlaczego nie zechcieli się kontaktować z obcą rasą?

Czy Stara Ziemia odpowie mi na te pytania?

1950 ...  'Destination Moon'

Toż samo. Artykuł o filmie George’a Pala “Destination Moon”

Książkę można ściągnąć z Wolnych Lektur. STĄD.

2 thoughts on “Jerzy Żuławski “Zwycięzca”

  1. destination moon to był też tytuł filmu george pala z także jak mnie pamieć nie myli 1950r ale ilustracje są przednie lot balonem na księżycu ;)butle z tlenem mają ale ubrania normalne ;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook