Andrzej Pilipiuk “Szewc z Lichtenrade”

szewc

Zdjęcie pasuje klimatem do opowieści Pilipiuka. Źródło: Flickr The Commons

Padnie zaraz tutaj na mym blogu nieśmiertelne pytanie: Jak w Nowym Roku? Ja już toksyny z organizmu wydaliłem, odpocząłem i nadrabiam zaległości związane z opisaniem przeczytanych książek. Zaczynamy! Aha i wybaczcie brak życzeń – zwyczajnie od sieci byłem odcięty. Dlatego teraz Wam składam proste, ale szczere – Niech się Wam darzy!

Wielokrotnie być może już wspominałem, że podczas czytania nieczęsto występuje u mnie postawa analityczna i krytyczna to znaczy rzadko kiedy podczas lektury potrafię bez emocji na chłodno analizować tekst. U mnie liczą się wrażenia i uczucia, które odczuwam podczas czytania i odczucia jakie żywię do przeczytanej książki tuż po. Dlatego bardzo często ciężko mi jest napisać coś sensownego, bo w tym jakże banalnym „fajna to była książka” może zawierać się wszystko. Przecież trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego  fajna ta książka była mój drogi Charlie? Co sprawiło, że tak ci się podobała?

I oczywiście tutaj następuje chwila refleksji, sekundka namyślenia, westchnienie i sakramentalne: bo… była spoko i tyle! Elokwencja oraz dar opisywania własnych wrażeń na najwyższym, światowym poziomie.

„Szewc…” to kolejna antologia Pilipiuka, którego zaczynam już poznawać coraz lepiej i coraz mniej jego książek zostało mi do przeczytania. Co się dzieje z czytelnikiem, gdy zgłębia twórczość jednego człowieka? Już o tym pisałem. Czytelnik zaczyna nie tylko wychwytywać i wyłapywać, ale zaczyna sobie przed lekturą wymieniać co też znowu będzie w antologii. Pilipiuk nie zaskoczył i tym razem. Mamy więc sztandarową nienawiść do komunizmu, mamy ogromną i trochę jednak bezrefleksyjną tęsknotę za Drugą Rzeczpospolitą, mamy niechęć do współczesnego świata pełnego jednorazowych, chińskich podróbek i bylejakości, mamy też pełno ciekawostek historycznych, lingwistycznych i przede wszystkim humor. Ten rodzaj humoru, który nie jest ani wulgarny, ani chamski. Ot, w sam raz na to, aby docenić żarcik lub też grę słowną i uśmiechnąć się pod nosem. Nie tylko z żartu, ale również z zadowolenia z samego siebie, że taki bystry jestem i wyłapałem o co autorowi chodziło, albo do czego autor pije.

Kolorowa fotografia z carskiej Rosji, która to (carska Rosja) jest również powodem sentymentu Pilipiuka.

Kolorowa fotografia z carskiej Rosji, która to (carska Rosja) jest również powodem sentymentu Pilipiuka.

W antologii jest nostalgicznie, jest intrygująco i historycznie. Mamy ciemne moce zabobonów i przesądów, z którymi walczy doktor Robert Skórzewski, mamy zagadkę seryjnego mordercy szewców, który bezlitośnie zabijał podczas drugiej wojny światowej owych fachmanów od butów. Jest trochę alternatywnych światów, jest carska Rosja, archeologia i zagadki przeszłości. Wszystko spowite lekką mgiełką nostalgii za dawnym życiem.

Pilipiuk zmusił mnie kilkukrotnie do poszerzenia posiadanej przeze mnie wiedzy poprzez poszperanie w światowych zasobach Internetu, bo używał takich terminów i sypał takimi informacjami, że musiałem to sprawdzić. Co jest zawsze dużym plusem, gdy podczas czytania człowiek ma okazję zweryfikować swoją wiedzę oraz zdobyć nowe informacje .

Żeby nie było tak słodko to czasem jednak skrzywiłem się na zbyt nachalne (oczywiście moim zdaniem) wspominanie dawnych czasów jako tych złotych i wspaniałych, a narzekanie na teraźniejszość. Ale takie prawo Pilipiuka, ja mogę się co najwyżej nie zgodzić, bo Wy drodzy czytelnicy wiecie, że moim ulubionym hasłem jest “wszystko już było” i “nihil novi sub sole”, i uważam, że każda epoka miała swoje dobre i złe strony.

Daily Life in Russia from The Russian Empire, circa 1907-1909 (7)

Macie jeszcze jedno zdjęcie vintydż, bo piękne jest. Źródło: http://www.vintag.es/2013/08/colour-photographs-of-daily-life-in.html

„Szewc…” to nie była książka powalająca na kolana i miażdżąca jestestwo człowiecze w uścisku imadła literackiej rzeczywistości (cokolwiek to znaczy), ale po raz kolejny dostarczyła mi dobrej rozrywki. Polecam.

2 thoughts on “Andrzej Pilipiuk “Szewc z Lichtenrade”

  1. A jakże się ma ona do zbioru “2586 kroków”? Trzyma poziom, czy nieco słabsza?
    Wolę Twoje jedno trafne zdanie niż stronice powalających erudycyjnie wywodów recenzenckich. A smaka na Pilipiuka mi zrobiłeś, bo nieco o nim zapomniałam. (Ostatni obrazek awesome!) Pozdrawiam ciepło.

    • “2586 kroków” czytałem podczas wakacji po drugim roku studiów w holenderskiej wiosce, gdzie zarabiałem na chleb zbierając truskaweczki. Pamiętam, że książka szalenie mi się podobała, od tamtych letnich dni trochę wody w Wiśle upłynęło i jeśli mam być szczery to wydaje mi się, że tego wrażenia jakie “2586 kroków” na mnie wywarło nic już nie powtórzy. “Szewc…” to solidny i porządny kawał Pilipiuka, który się może podobać. Zaraz po “Szewcu…” przeczytałem “Carską manierkę”, który wydała mi się bardziej klimatyczna i ciekawsza. Dobrze jest jednak łyknąć “Szewca…” bo tematyka opowiadań i bohaterowie się powtarzają.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook