Cześć czołem. Jak tam moi drodzy czy jesteście zadowoleni z tego co się dzieje u Was w Waszych życiach i rzeczywistościach? Mam nadzieję, że tak i trzymam za to kciuki. A mnie udało się przeczytać coś w miarę świeżego. O książce Miłoszewskiego słyszałem od dłuższego czasu. I nawet brałem udział w spotkaniu z autorem podczas Festiwalu Miasto Słowa w Gdyni w ZESZŁYM 2020 roku :D

Dzisiaj zdjęcia takie smutne trochę.

„Kwestia ceny” to druga część przygód Zofii Lorentz, którą poznaliśmy podczas lektury „Bezcennego” . Tylko, że tym razem nie szukamy żadnego obrazu, ale skarbu plemiona z Syberii, które prawdopodobnie poznało tajemnicę dłuuuuugiego życia.

Jak zanieczyszczenie to zanieczyszczenie.

Czy czytało mi się dobrze? Czy przygody Zofii Lorentz, jej tracącego osobowość i pamięć męża i pewnego lekarza, który chce odnaleźć skarb wywołały u mnie radość i ekscytację? I czy byłem usatysfakcjonowany? Oczywiście, że byłem zadowolony, oczywiście, że wartka akcja, niesamowite przygody mnie się podobały. I nawet kilka dziwnych przypadków deux ex machina nie przeszkodziły mi się radować i cieszyć ciętymi ripostami, sarkazmem i czarnym humorem przebijającym ze stron książki.

Już niedługo w każdym polskim lesie.

Pasowało mi tak wiele spostrzeżeń dotyczących naszej przyszłości jako gatunku, jako cywilizacji, czyli takich, że nie mamy tej przyszłości, a prawdopodobnie w połowie wieku XXI będziemy się napierdalać o zasoby w pustynniejącej Polsce wypalonej i suchej jak prawicowe memy. Przesłanie jest proste – jest już za późno, żeby cokolwiek zrobić. A nie sądzę żeby cała ludzkość poszła po rozum do głowy i nagle zatrzymała całą swoją bezmyślną konsumpcję i rzuciła się prowadzić skromny i zaspokajający podstawowe potrzeby żywot.

No niby czysta…

Większość informacji dotyczących powolnego i bolesnego końca świata, który nas czeka znałem i kojarzyłem, a przytaczane informacje o bogaczach nazywających upadek cywilizacji Incydentem czytałem już dawno (na przykład w tym eseju – wspominanym zresztą na końcu przez pana Zygmunta: Survival of the richest.) Także jak dla mnie żadne zaskoczenie, ale miło było poczytać to z czym się człowiek zgadza. Jeszcze podane to w taki sposób – ironiczny, sarkastyczny i jak już wspomniałem podlany dużą ilością czarnego humoru. Może trochę za dużo było moralizowania i przekazywania światopoglądu z jedynej słusznej pozycji, ale jak gdyby mnie to nie przeszkadzało.

Te rzeczy naprawdę mnie smucą.

Mogę uznać, że akcja momentami zbyt naciągana, a niektóre postaci takie jakby papierowe, ale to naprawdę pikuś. Łyknąłem książkę błyskawicznie. I polecam gorąco jako chwilę wytchnienia, ale tak naprawdę też chwilę refleksji co myśmy zrobili z tą planetą.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.