Stanisław Lem “Bajki robotów”

Sowiecki robot. Źródło: http://weird-vintage.com/post/52082975778/this-robot-normally-appeared-in-a-local-russian

Sowiecki robot. Źródło: http://weird-vintage.com/post/52082975778/this-robot-normally-appeared-in-a-local-russian

Cześć i czołem, guten tag kup se znak. Zacznę tradycyjnie i obrzydliwie wręcz od narzekania, że wciąż nie doganiam liczby książek przeczytanych od tych opisanych na blogu. I dlatego naprawiam ten błąd. Oczywiście zabieram się do tego jak pies do jeża, albo polityk do pracy na rzecz społeczności. Niemniej jednak będzie trochę o książce, którą czytałem w podstawówce i która bardzo skutecznie na długie lata zniechęciła mnie do Lema (do Lema zniechęcił mnie również Pilot Pirx, ale to zupełnie inna historia).

Dzisiaj będą same robociki. Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/441704675936297219/

Dzisiaj będą same robociki. Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/441704675936297219/

Bajki robotów były lekturą albo w piątej albo w szóstej klasie za bardzo nie pamiętam. Za bardzo też nie kojarzę moich wrażeń po ich przeczytaniu, ale prawdopodobnie myślałem o tych bajkach jako o bełkocie, bredniach i totalnym bezsensie. I tutaj moi drodzy dopiero po tych dwudziestu latach przechodzimy do tego, że Charlie podczas ponownego czytania pod wrażeniem ogromnym był. Sporo cegiełek ustawiło się we właściwych miejscach i mogłem wreszcie docenić ten bełkot, brednie i totalny bezsens.

Źródło: http://www.ufunk.net/en/illustration/i-am-made-of-robots-les-robots-vintage-dalex-varanese/

Źródło: http://www.ufunk.net/en/illustration/i-am-made-of-robots-les-robots-vintage-dalex-varanese/

Te baśnie robotyczne o elektrycerzach, maszynie cyfrowej, Ergu Samowzbudniku i innych legendarnych stworach i mieszkańcach wykreowanego przez Lema świata zaskoczyły mnie humorem, ogromnym dystansem do rzeczywistości i języka, a przede wszystkim prześwietnymi neologizmami, które sypią się Lemowi w ilościach wskazujących na niespożyty geniusz tego pisarza.

Podczas lektury dwa razy nie tylko parsknąłem śmiechem (parskałem znacznie częściej), ale wyczułem jakby siłę wyższą. Jeden raz to przypadek: otóż zdarzyła się literówka w druku, ale ta literówka okazała się prorocza. Wniosek prosty – w książkach Lema nawet literówki mają wpływ na naszą teraźniejszość. 12049347_1153525041354686_6005113114010994216_n

To pierwszy przypadek, ale drugi to już perfidny zamysł pisarza, który sobie bardzo interesująco zakpił z czytelników, albo puszczał do nich oczko. Macie tutaj fragment.

“Dosyć, że Triody znikł, ledwo “Awruk!!” krzyknąć zdołał, słowo ulubione, zawołanie bitewne rodu.”

A przecież wszyscy wiemy, że awruk czytane wspak daje…

12670654_1153309798042877_3816637733456991138_n

Bajki… są przepełnione ironią, sarkazmem i choć niby opowiadają o robotach to te roboty mają zadziwiająco dużo obwodów ludzkich zaprogramowanych. Lem natrząsa się z ludzkości i jej przywar, a robi to w sposób wdzięczny i jakże trafny. Te szpileczki są wbijane w sposób przemyślany i świetnie maskowany śmiesznymi nowymi słowami. Po prostu cudo.

Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/563018682488123/

Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/563018682488123/

Bajki… są przykładem dla mnie, że warto wracać do książek, bo nie wiemy jak tę książkę odbierzemy. Zwłaszcza warto wracać do książek, które w dzieciństwie wydawały się nam niezrozumiałe, głupie i pozbawione totalnie sensu. Może po prostu nasz aparat poznawczy nie był jeszcze zbyt dobrze wykształcony.

15 thoughts on “Stanisław Lem “Bajki robotów”

  1. Charlie. Błagam, ty już nie narzekaj, że nie nadążasz, tylko zrób selekcję, nie musisz opisywać wszystkiego. Albo rób zbiorcze omówienia: po kilka zdań na każdą pozycję. Będzie wiadomo, co się podobało, a co omijać szerokim łukiem.

    A teraz co do Lema: kompletnie nie rozumiem (a nie pierwszy raz się spotykam z takim doświadczeniem), dlaczego wczesne czytanie Lema tegoż Lema obrzydza na długo. Nie rozumiem i już. Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz sięgnęłam po Pirxa, ale na pewno bardzo wcześnie – i pokochałam. Chyba jestem nieobiektywna…
    A Bajki to jakoś zawsze mnie omijały szerokim łukiem, niby znam, ale wcale nie pamiętam.

    • Agnes to ja Ci zazdroszczę, że Lem od razu wskoczył i zaskoczył. “Bajki…” polecam. I oczywiście, że jesteś nieobiektywna, ja uważam, że człowiek nie może w 100 procentach przyjąć postawy obiektywizmu (może się starać), ale jesteśmy sumą naszych doświadczeń i nic tego nie zmieni.

      “Pirxa…” sobie odświeżę.

  2. Popatrz jaki zbieg okoliczności, że właśnie wrzuciłem do samochodowego CD audiobooka “Bajek …”. Co prawda Szyc ideałem lektora nie jest, ale nie zmienia to faktu, że chłopaki są zachwycone. Nie wynika to zapewne ze zrozumienia dowcipów, ale z frajdy jaką daje słuchanie tych neologizmów, o których piszesz. Dobrze, że lubią absurd, to się nie przestraszą natykając nań co i rusz w dorosłym życiu.
    PS. Bladawcze! (bladawcu?), w zbroje azotowe w helu hartowane byli zakuci elektrycerze, nie elektrorycerze :P

    • Bardzo się cieszę, że Twoim chłopakom “Bajki…” się podobają, to dobrze rokuje na przyszłość i może jeszcze skuteczniej (tak jak napisałeś) duża dawka absurdu w “Bajkach…” uodporni ich na ten absurd niebajkowy.

      P. S. Jestem tylko workiem z wodą i czasem popełniam błędy, ale jakoś tak w mej głowie utkwili ci elektrorycerze (nie to żebym chciał poprawiać mistrza Lema, ale dla mnie lepiej brzmi). Dzięki za zwrócenie uwagi.

  3. przypomniałeś mi w pokrętny sposób, że planowałem już od jakiegoś czasu zabrać się za Dialogi… Poza tym, choć Lema bardzo lubię, jestem zwolennikiem niepopularnej tezy, że Zajdel też jest spoko ;-)

  4. Charlie, wstyd przyznać, ale dopiero dziś po raz pierwszy zajrzałem na Twojego bloga, chociaż Ty na mojego zaglądasz już od dawna. A zajrzałem w gruncie rzeczy przypadkiem (wyguglałem Cię w ramach szukania tekstów o “Bajkach Robotów”, które prywatnie uwielbiam). Bardzo sympatyczny wpis, zwłaszcza ten fragment o odkryciu nowych znaczeń po dwudziestu latach. Ja czytałem “Bajki…” już tyle razy, że nie zliczę (a liczyć umiem całkiem nieźle, w zasadzie jak się dobrze natężę to i do dwudziestu policzę bez zdejmowania butów), i za każdym jednym razem odkrywam w nich jakieś nowe warstwy. I się zachwycam. Przede wszystkim doskonałą polszczyzną, której umiejętne użycie pozwoliło Autorowi prześlizgnąć się niezauważonym przez wredne oczka cenzury ;)

    Pozdrawiam zza blogowej miedzy! Aha, od dziś trafiasz na mój prawy margines. W końcu.

    • Witam, witam i zapraszam do rozglądania się. I dziękuję za dodanie do marginesu (dobrze, że nie społecznego). Ja chyba będę wracał do “Bajek…”, ale to w ramach nawet mojej pracy zawodowej i zajęć z dzieciakami. Zastanawiam się co jeszcze mogę wycisnąć z lektury książki Lema, aby tej gimbazie zaimponować.

  5. Pod wpływem Twojego artykułu o “Bajkach robotów” przygotowałem dość obszerny (ponad 70 pytań) quiz tematyczny, który ukaże sie u mnie na blogu pojutrze (tj. w sobotę 24 września). Dotyczy właściwie “Cyberiady” a nie “Bajek…”, ale to pi x oko to samo jest ;) Jakby co – zapraszam!

      • Ja sam przy pierwszym (testowym) podejściu ugrałem “tylko” 96%. Okazało się, że trzy pytania (z 75) były źle “zrobione” i musiałem poprawiać. Tak czy siak, quiz jest nastawiony trochę na zabawę, a trochę na popularyzację tej pozycji wśród niewiernych. Jutro z samego rana będzie można startować. Trzymam kciuki ;)

  6. Tak to jest z książkami, że czasem warto wrócic do tych, które się nie podobały dawno temu. …a czasem nie warto wracac do książek, które się spodobały ;). Ja w sumie mam tak, że częściej stykam się z tym, że to, czym się kiedyś zachwycałam, teraz mnie mierzi i budzi westchnienie nad moim dziecięcym bezguściem ;). Ale z drugiej strony miło, że się tak pięknie rozwinęłam, a nie zostałam na poziomie tamtejszym :) (czego nie mogę powiedziec o iektórych moich znajomych ;) )

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook