Władimir Sorokin “Lód”

Władmiri Sorokin "Lód"

Władmiri Sorokin "Lód"

Od czego, by tu zacząć… Sorokina zupełnie nie kojarzę, jako pisarza, a podobno sławny na cały świat jest. „Lód” to moja pierwsza książka tego człeka. Wybrana z taniej książki na Grodzkiej w Krk. Kosztowała zaledwie 9,00 zł. I całe szczęście, że tylko tyle. Bo większej sumy bym nie przeżył.

W skrócie „Lód” to chyba science-fiction, fantasy, oraz powieść obyczajowa. Sam nie wiem. Sorokin jak przystało na postmodernistę miesza gatunki i style, tak że czasem ciężko się połapać. Mamy więc tajemnicze bractwo promieni słonecznych, które podczas stwarzania Ziemi przez przypadek wymyśliło życie i zostało uwięzione na nasze planecie. Było tych promieni, całkiem sporo. Parafrazując piosenkę starą jak świat „Ojciec Wirgiliusz kocha dzieci swoje, a miał ich wszystkich dwadzieścia trzy tysiące”. I ta nadnaturalna siła, ta czysta kosmiczna energia była uśpiona w ludzkich ciałach przez tysiąclecia. Na szczęście dla nich na Ziemię spadł meteor tunguski i obudził pierwszego z braci. Później budzeni byli kolejni. Pobudka następowała w wyniku silnych ciosów w klatkę piersiową lodowym młotem. Młot zrobiony był z bryły lodu z meteorytu tunguskiego. A kto się nie obudził to umierał. I tak sobie to Bractwo budziło do życia kolejnych ziomków, którzy zaczęli mówić sercem i przytulali się na golasa i rozmawiali tymi swoimi serduszkami o kosmicznym szczęściu. A jak obudzi się dwadzieścia trzy tysiące to świat się skończy i wreszcie uwolnią się od Ziemi. Przepraszam za sarkazm, ale drażniła mnie ta cała otoczka Bractwa, co widzi sercem i tylko oni mają prawo do nazywania siebie żywymi. Reszta ludzkości to martwe mięso, żywe trupy i maszyny z mięsa. Lekturę odebrałem osobiście, bo nie uważam się za żywego trupa, a szans na przebudzenie nie mam, bom nie jest niebieskookim blondi. Przeraziła mnie perspektywa pozostania w wiecznym śnie i „umarcia”. Wiem, że głupie to jest, ale cała fabuła „Lodu” taka mi się wydała.

W książce jest sporo niezłych tekstów, dużo wulgaryzmów, które czasem wydawały się na miejscu, a czasem były zbyteczne. Rosja współczesna dobrze sportretowana, robi wrażenie. Zwłaszcza fragmenty dotyczące półświatka, który wszystko w tym kraju może i wszelkie zbrodnie uchodzą gangsterom i ludziom posiadającym “dziengi” na sucho. Rosja z przeszłości również, wraz ze zbrodniami komunistycznego reżimu.

Ogólnie książkę szybko się czyta, ale jednak mam wrażenie zmarnowanego czasu. Czułem podczas czytania jakby zgrzytanie niezbyt dobrze zazębiających się szarych komórek pod czaszką. A nie jest to zbyt przyjemne uczucie. „Lód” jest pierwszą częścią trylogii. Jak na razie dla mnie ostatnią. Zaczynam się obawiać, że Martin zrobił mi krzywdę, wyrządził niespotykaną szkodę w mej psychice. Za co się teraz zabrać do czytania? Bo jeśli kolejna książka okaże się znów taka sobie? Sam już nie wiem…

2 thoughts on “Władimir Sorokin “Lód”

    • I podczas operacji budzenia, wielu zwyczajnie się nie budziło i umierało tych blondynów z niebieskimi oczętami mnóstwo…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook