Dzień dobry! W momencie, gdy piszę te słowa Polak jeszcze jest w kosmosie, Polka wygrała Wimbledon, a Ukraińcy dzielnie walczą z zasypującymi ich dronami, rakietami i czym tam mogą ruskimi.

Potwarzam się, ale książkę, którą pokrótce Wam opiszę przeczytałem stosunkowo dawno. I dopiero teraz wziąłem ową książkę z mojej półki książek przeczytanych i czekających w kolejce do opisania.

Na początek ogólne wrażenia. Bardzo szybko mnie się to czytało. Kilka dość długich opowiadań, pisanych w różnych latach zebranych w tej antologii. Tuf – dziwak, można powiedzieć, że z rysem psychopatycznym. Lubi koty, wegetarianin, który wędruje sobie przez Wszechświat i handluje czym się da, a później już ma ogromny statek, który zdobył w dość niejasnych okolicznościach, a który nazywany jest „Arką” z racji tego, że pozwala na kreowanie życia pochodzącego z dowolnego zakątka kosmosu.

Bardzo podobało mi się podejście Tufa do ludzkości, jego ironia i czarny humor. Trochę z niego gbur i mam takie poczucie, że jest w jakimś stopniu alter ego autora. Każde opowiadanie to ciekawe przypadki podejścia do ekologii, rozwoju, funkcjonowania społeczeństw, a Tuf pomaga rozwiązać ekologiczne problemy światów w zamian za opłatę, różną bardzo różną. Chciałbym się dowiedzieć więcej o Imperium Federalnym Ziemi, które już w czasach Tufa nie istnieje, bo w opowiadaniach mało było tła świata, a Charlie uwielbia tło świata.

Opowiadania były pisane na przestrzeni lat i to widać, a ogólnie zbiór został wydany w USA w 1986 roku, u nas po raz pierwszy w 1997, a ja mam wznowienie z 2014 roku w tym samym tłumaczeniu. Czuć różnicę pomiędzy opowiadaniami, ale ogólnie nie odbiegają one od siebie, aż tak bardzo w sensie tonu i stylu.

Poniżej przedstawię pokrótce każde opowiadanko:
„Gwiazda śmierci” – Przez chwilę zastanawiałem się czy to nawiązanie do „Gwiezdnych wojen”, ale sprawdziłem sobie oryginalny tytuł, który brzmi „The Plague Star”, ja bym to przetłumaczył inaczej. No nic to może to i lepiej, że nie jestem tłumaczem. A opowiadanko wprowadza nas w początek historii Tufa i opowiada w jaki sposób zdobył „Arkę” i stał się samozwańczym ekologiem. Proste, dynamiczne z ciekawymi stworami i mnóstwem miłości do kotów. Podobało mnie się.

„Chleb i ryby” – Ciekawe opowiadanie o planecie, której mieszkańcom religia nakazuje się rozmnażać bez opamiętania i mają spory kryzys demograficzny, przez co muszą sprowadzać praktycznie wszystkie niezbędne surowce i chcą podbijać wszystko co się da, a Tuf ze swoją „Arką”, która jest nie tylko laboratorium biologicznym, ale okrętem wojennym idealnie nadaje się do tych celów. W skrócie powiem, że występuje tam kotka Furia i Tuf dla niej zrobi wiele. Opowiadanko o tym, że religia to naprawdę rzecz, która zabiera zdrowy rozsądek.

„Strażnicy” – A w tym krótkim opowiadaniu Tuf rozwiązuje problem konfliktu planetarnego za pomocą kociaków telepatów, gdyż poprzednie rozwiązania związane z tworzeniem armii przeróżnych stworów nie dają żadnych rezultatów.

„Repeta” – Nasz dzielny Tuf wraca na planetę religijnych fanatycznych dzieciorobów, z której uciekał w obronie przed zagarnięciem „Arki”. Wraca, żeby zapłacić pierwszą ratę za uratowanie, a okazuje się, że jest planetarnym bohaterem, dzięki jego super żywności. Niestety próba przemówienia do rozsądku płodzącym się jak rozwielitki ludziom z planety (namówienie ich na przynajmniej szczątkową kontrolę populacji) nieomal kończy się zlinczowaniem Tufa, który znów musi spierdzielać z planety.

„Bestia dla Norna” – Krótkie opowiadanko o tym, że życzenia się spełniają, a na każdego potwora znajdzie się jeszcze inny potwór lub bestia. Jest też troche o naturze ludzkiej, która choć wcale nie musi być okrutna dzięki rozwojowi technologii to jednak wciąż łaknie krwi czy to swojej czy innych zwierząt.

„Dziesiąta plaga” – Tłumacz nawiązał do „Biblii” podobnie jak Martin, ale w oryginale opowiadanie nosi tytuł „Call him Moses”. Na usprawiedliwienie tłumacza dodam, że w treści opowiadania jest o plagach, Mojżeszu, niewolniczej pracy i ogólnie naturze ludzkiej, która się nie zmienia.

„Manna z nieba” – Ostatnie opowiadanie w tym zbiorze i trzecie z planety nieskończenie i bezdennie głupich ludzi mnożących się szybciej niż teorie spiskowe na X, dawniej Twitterze, a tu mamy dylematy moralne. Religijni fanatycy skończą swoje społeczeństwo, albo poprzez powszechny głód albo wojnę międzyplanetarną z sąsiadami. I Tuf pokazuje swoje moce dając im rozwiązanie, którego nie mogą odrzucić, jeśli chcą przetrwać.

Podsumowanko, bo czas na spanko. Ogólnie to była dość interesująca rozrywka, w miarę inteligentna, ale bez jakiegoś szczególnego wybijania się ponad średnią. Wrażenia jakie miałem jak najbardziej na plus, ale bez szaleństw. Jeśli ktoś nie zna innej twórczości Martina to dobra książka na start. Ogólnie polecam.

