Dobrowolnej izolacji dzień nawet nie potrafię powiedzieć który. Za oknem świeci słońce, drzewa pokrywają się listkami zielonymi, a tu człowiek siedzi i pracuje zdalnie. I przeczyta jakąś książkę. I doskonale zdaje sobie sprawę, że nie ma tak najgorzej. Dlatego życzę Wam żebyście przetrwali te dziejowe zawieruchy w jak najlepszym stanie psychicznym, fizycznym i tak dalej. Bo ja dzisiaj o książce, którą można określić jako BŹNK czyli Bardzo Źle Napisaną Książkę.

Dzisiejszy wpis ilustrują koty. Różne koty. Bo nic mi do głowy nie przychodzi. Japońskie opakowanie zapałek. Źródło: https://pl.pinterest.com/karolb84/plakaty/

Zacznę od tego, że nie mamy tutaj do czynienia z debiutantką w dziadzinie pisania książek. O nie. Pani Grabowska jest autorką podobnież bardzo chwalonej sagi „Stulecie winnych” to proza dla dorosłych. A ja przeczytałem książkę dla młodzieży. Dokładniej przeczytałem, jak to na okładce widnieje, „opowieść o przyjaźni w post-apokaliptycznym świecie”.

Nawet nie chcę wiedzieć co tu się wyrabia. Źródło: https://pl.pinterest.com/karolb84/plakaty/

Nawet nie wiem od czego zacząć. Naprawdę. Może zacznę od tego, że pod względem warstwy stylistycznej to książka napisana jest w miarę poprawnie, ładnym językiem, bez wielkiej liczby baboli. Czyta się ją w miarę gładko (oprócz tych momentów, w których czytający chce zawyć z rozpaczy nad rozwiązaniami fabularnymi i opisami świata przedstawionego, a było ich w tej książce naprawdę duuuużo – tych momentów wycia). To jedyny plus tej książki – w miarę dobry język.

To jest piękne. I chyba sobie zrobię taką koszulkę. Źródło: https://pl.pinterest.com/karolb84/plakaty/

Ale jeśli chodzi o bohaterów, ich działania, misję, otoczkę, świat czy też światy, w których żyją (bo sam się do końca nie zorientowałem ile ich jest). To tu już mamy kupę. Nawet nie groch z kapustą. Fabuła tej książki to efekt tego co wydala organizm po procesie trawienia, czyli zbędne produkty przemiany materii potocznie zwane kupą. Nie będę się tutaj rozpisywał jak wiele dziur jest w tej książce (logicznych, charakterologicznych, opisowych) po prostu wydaje mi się, że autorka gdzieś coś tam słyszała, że wirtualna rzeczywistość, że sieć, że tyrani, że bogaci żyją w świecie iluzji, że modyfikacje genetyczne, że gadające koty, że telepatia, że wyspa doktora Moreau, coś gdzieś obiło się jej o uszy o buncie maszyn (KURWA DOSŁOWNYM BUNCIE MASZYN -WSZYSTKICH od tostera po kosiarkę do trawy i na dźwigach budowlanych kończąc), że młodzi nadzieją świata, że przyjaźń, że misja, że wróg do pokonania i tak dalej, i tak dalej.

Koci tatuażysta. Rysunek niejakiego Horitomo https://imgur.com/gallery/MeMpe

Nie wiem skąd autorka czerpała inspirację i pomysły do swojej książki, ale wydaje mi się, że nie robiła tego zbyt starannie. Ja to widzę tak po prostu wrzuciła do swojego pisarskiego garnuszka co tam jej się wydawało, że jest teraz na czasie wśród młodzieży, jakieś tam postapo, dystopia, nowe technologie, a i jeszcze wirtualna i genetyka i może jednak Matrix, i gadający kot! Wymieszała, postarała się to jakoś doprawić. Tylko, że wyszła jej zupełnie niestrawna zupa z końcówki tygodnia, która może i nawet na talerzu wygląda jakoś, ale gdy jej spróbujemy to wiemy, że mamy przed sobą dzieło powstałe z tego co już na stołówce się przewijało i niekoniecznie ze sobą będzie współgrać.

Nie powiedziałbym, że to najgorsza książka, którą przeczytałem w tym roku, ale zdecydowanie zasługuje na tytuł najbardziej IRYTUJĄCEJ. Nie polecam i zaklinam, żeby nie polecać młodzieży!

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.