Hej, ho! Let’s go! Wspierać Ukrainę w nierównej walce z ruSSkimi jak najbardziej i zawsze!

Dzisiaj będzie moje drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy (jeśli jeszcze jakaś osoba czytająca się ostała w tych odmętach bagna internetowego). Pojedziemy dzisiaj klasyczkiem, klasyczkiem srogim, który na Zachodzie ukazał się w 1977, a u nas zadziwiająco zaledwie 10 lat później! Niesamowita historia. Piszę na Zachodzie, bo wtedy tak to wyglądało. I książka gdy na Zachodzie się ukazała zdobyła wszystkie możliwe nagrody (Hugo, Nebula, Johna W. Campbella, Locus) no po prostu hit!

A co ja o niej sobie myślałem, gdy ją czytałem? Ciekawi jesteście przemyśleń mych? Otóż skorzystam z notatek zapisanych ręcznie (jeszcze wtedy mi się chciało). Uwaga! Te notatki akurat pisałem na bieżąco!
„Dopiero zacząłem czytać, ale muszę przyznać, że jak na książkę z 1977 roku to nieźle się trzyma. Intrygująca i rozbudza ciekawość odnośnie tego co będzie dalej.

Już prawie sto stron przeczytanych – bardzo ciekawa wizja przyszłości ludzkości oraz tajemniczych obcych Heechów, którzy zostawili po sobie stację kosmiczną, ślady bytowania na wielu planetach i mnóstwo technologii, którą ludzkość odkrywa na ślepo i kosztem wielu istnień ludzkich. Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie ta książka, bo to taka trochę retrospekcja – dwie linie czasowe – czas Boba na Gateway i późniejsze wizyty u psychoterapeuty, który jest SZTUCZNĄ INTELIGENCJĄ.

Książka pokazuje strachy, obawy człowieka, który nie ma odwagi by wyruszyć w nieznane, a nawet gdy się wreszcie zdecyduje, to los wcale, a wcale mu nie sprzyja. Jak na książkę z 1977 roku to dość ciekawe wątki (psychoanaliza, homoseksualizm, rewolucja obyczajowa, narkotyki, seks).

Teraz będzie trochę chaotycznych zapisków o fabule.
Ziemia, Mars, Wenus są skolonizowane. Na Wenus są tunele Heechów, ludzkość przerabia ropę na żywność. Ciężki los głównego bohatera – praca w kopalni, bezsens i nuda robotnika, bez szans na zmianę. I mamy tutaj wygraną na loterii, która pozwoli Bobowi na przedłużenie życia o kilkadziesiąt lat, albo lot na Gateway. I tam Bob leci. A wizja przyszłości ludzkości to podział na grupy mocarstw – Brazylia, Chiny, Rosja, USA (zero wzmianek o Europie). Ludzie handlują organami jak warzywami, mogą sobie życie przedłużać (jeśli są bogaci), ogólnie kapitalizm hula, ale przeważająca większość ludzkości żyje w nędzy i biedzie. Ależ jestem zaskoczony, że kapitalizm nie rozwiązał żadnych problemów ludzkości.

Na samej Gateway jest niezwykle trudno – już wspominałem, że odkrywanie technologii Heechów odbywa się na ślepo i to niemalże dosłownie – wsadzają załogi do statków, które udało się uruchomić i te statki lecą na zgaduj zgadula. Nie wiadomo gdzie dolecą, nie wiadomo ile będzie trwał lot, nie wiadomo czy wrócą. Więc naprawdę różne rzeczy się dzieją z załogantami takich statków. (Kanibalizm wliczony w ryzyko jak lecisz z załogą, a podróż trwa za długo).

Bardzo podobały mi się wstawki z tak zwanego „życia” – ogłoszenia na Gateway, fragmenty listów, wiadomości, oficjalne statystyki, zarządzenia władz Gateway dodawało to realizmu i chyba zamierzonego komizmu do codziennego życia podbijających kosmos.

Koniec notatek. Książka była hitem, stała się klasykiem bardzo szybko, aż dziw, że jeszcze nikt jej nie zekranizował. Polecam gorąco.


xpil
charliethelibrarian
MadSnack
Pingback: Frederik Pohl, Cyril M. Kornbluth „Handlarze kosmosem” – Blog Charliego Bibliotekarza