Cześć! Witajcie w naszej bajce, gdzie nikt nie gra na fujarce, nie tańczą wkoło drzewa, ani tym bardziej żadne dzieci nie latają samolotem. A dlaczegóż to moi drodzy? Ano dlatego, że przenieśliśmy się do postapokaliptycznej bajki, w której ludzie mieszkają w wielkich, samowystarczalnych zbożowych (tu żarcik) silosach i próbują przetrwać.

Tematyka dzisiejszych ilustracji to silosy i schrony atomowe.

Nie będę Wam za dużo tutaj opowiadał i zdradzał fabuły, bo teoretycznie do pewnego momentu mamy w książce jakąś tajemnicę. Napisałem „teoretycznie”, gdyż nietrudno jest tę tajemnicę rozgryźć, a później się tylko denerwować na postacie zapełniające świat pana Howey’a. Świat to mocno ograniczony poprzez swoją budowę (siłą rzeczy silos ma kształt jaki ma). Nawet jeśli ma około 144 kondygnacji. To dużo, ale liczba mieszkańców takiego silosu też nie może przekroczyć masy krytycznej. Dlatego jest potrzebna silna władza, system zakazów i nakazów, który reguluje różnego rodzaju odstępstwa od silosowej normy.

Sesja na tle schronu atomowego? Czemu nie :) Źródło: pinterest.com

Zastanawiam się czy pan Howey oglądał polską”Seksmisję” i wtedy przyszedł mu do głowy pomysł umieszczenia akcji w takim trochę bardziej rozbudowanym schronie atomowym (chociaż pewnie nie, bo takich pomysłów w popkulturze jest mnóstwo więc inspirację pewnie czerpał z innego źródła).

„Silos” jest podobno pierwszą częścią bardzo popularnej na rynku amerykańskim serii science and fiction utrzymanej w klimacie post apokaliptycznym dla starszej młodzieży. Zacznę od tego, że rozumiem powody – ostatnio takich książek wyszło mnóstwo, książka jest napisana w bardzo przystępny sposób, główny wątek prowadzony w miarę ciekawie. Tylko, że to wszystko co mi przychodzi do głowy.

Może nie silos, ale całkiem fajny przekrój budynku mieszkalnego. Żródło: pinterest.com

Książkę przeczytałem dość szybko, ale szczerze mówiąc były fragmenty, które mnie koszmarnie wynudziły. Odniosłem też wrażenie, że w pewnym momencie świat przerósł swego kreatora i zaczęły się mnożyć niedorzeczności i dziury logiczne i fabularne. I czytelnicy tego bloga wiedzą, że ja jestem w stanie dużo wybaczyć o ile książka wciąga mnie do swego świata, ale w tym przypadku silos mnie nie połknął. 

I znów skróty myślowe, pewne dość proste rozwiązania fabularne (zły dział IT, szlachetni robotnicy na dole,) czy też dziwna i nielogiczna struktura społeczna silosu mogą pójść w zapomnienie jeśli dostanę książkę, która ma klimat i pochłania. Tutaj były takie fragmenty wciągające , ale utonęły w powodzi miałkiego przegadania. 

A tu schron przeciwatomowy :)

Nie będę się nad książką pastwił, ale też nie będę jej polecał. Mam nadzieję, że jej przeczytanie zachęci do kolejnych czytelniczych podroży zwłaszcza młodych czytelników (o ile wcześniej nie umrą z nudów). A i sam może sprawdzę czy druga cześć „Zmiana”, która podobno opowiada o świecie przed katastrofą i okolicznościach powstania silosów nie jest czasem lepszą lekturą. 

P. S. Zdarzały się też wpadki redaktorskie i korektorskie, które naprawdę rażą. Na szczęście nie było ich zbyt dużo, ale czasem zgrzytały zęby lub też idąc tropem wydawnictwa „zgżytały zenby” (celowo przesadziłem, ale to jeden z takich błędów).

P. S. 2

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W NOWYM 2019!

NIECH NIE BĘDZIE KOŃCEM ŚWIATA!

Comments (2)

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.