Koniec świata odwołany (to już siódmy w moim czterdziestoletnim życiu – mam na myśli Trumpa piszącego o zniszczeniu cywilizacji), a Ukraińcy dzielnie walczą z rosyjską inwazja. I mam nadzieję, że będzie im szło coraz lepiej mimo wszystkiego.

Nie miałem absolutnie żadnych oczekiwań wobec tej książki. Nawet nie pamiętam się wzięła w moim księgozbiorze. Muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczony. Ciekawa choć tradycyjna wizja upadku świata po III wojnie światowej. Koniec cywilizacji, bomby atomowe i drony wypuszczające gaz na ludzi, którzy jakimś cudem przetrwali atomową zagładę.

Mamy główną bohaterkę czyli Koślawę, starą wiedźmę żyjącą w Okartowie nad Kałużą (Śniardwy Jezioro). Nasza wiedźma od lat członków małej społeczności, która powstała po latach wojennej zawieruchy.

Wizja Olchowego bardzo mi podpasowała – stara Koślawa to zgryźliwa, uszczypliwa, cyniczna baba, której pasuje wizerunek wiedźmy. I nagle ta stara baba dostaje ucznia – bystrego chłopaka i postanawia przekazać mu całą swoją wiedzę. Niestety pojawia się ksiądz z Rzymu (ci to jak karaluchy nawet największą wojnę przetrwają) i jak to ksiądz – zaczyna jątrzyć. Koślawa musi się udać do Jańsbora (Pisz) aby zdobyć poparcie.

Bo część opisująca przygody Koślawej w Jańsborze jest jakby drugą częścią książki. I będę z wami szczery. Znacznie bardziej podobała mi się część pierwsza. Gdzie Koślawa wspominała dawne dni i przyuczała Michała do zawodu. I spodziewałem się takiej pozytywnej historii. Natomiast epizod Jańsborga zupełnie mnie wybił z rytmu. A Koślawa straciła w moich oczach. Chociaż teoretycznie robiła mniejsze zło, by chronić Okartowo.

Ogólnie to bardzo dobra książka, sprawnie napisana, przedwojenne (III Wojna Światowa) historie przeplatane z postapokaliptyczną wizją Polski. Dobrze się to czytało, ale jak jak już wspomniałem Koślawa pod koniec już mocno wkurwiała, bo jednak zrobiła się zła.
Wrażenia mimo to jak najbardziej pozytywne i miałem ubaw podczas lektury. Także polecam.

