Dobry dzień! Witajcie! Mam nadzieję, że sprzyjacie ukraińskiej sprawie i bardzo źle życzycie Putinowi i russkim najeźdźcom!
Będzie znów o książce przeczytanej dosłownie lata temu. I znów będzie z notatek. Słowo w słowo przepisanych. Nie będzie tego za dużo więc trzymajcie notatki:
„Cóż mogę rzec, Książka wzięta z półki dla wczasowiczów w agroturystyce na Warmii. Oczywiście o książce słyszałem i to pewnie jak wiele/wielu za sprawą serialu, którego nie oglądałem. Więc tak naprawdę byłem na świeżo i bez uprzedzeń.
Cóż mogę rzec. Po pierwsze primo – wydaje mi się, że potrafię zrozumieć dlaczego ta książka była taka popularna przed ponad18 laty. Otóż historia warszawianki, kobiety sukcesu, która jednak nie czuje się szczęśliwa w małżeństwie z wieloletnim stażem i ogólnie zmęczona życiem jest. I kobieta owa wyrusza na Mazury do nieznanej jej matki. A tam odnajduje szczęście i sens życia. I zakłada pensjonat. Jest historią prostą i z wydawałoby się głębszym przesłaniem.
Po drugie primo – książka pełna jest emocji przeróżnych, które są sugestywnie i dobrze przedstawione. Na pewno jest to książka „prawdziwa” w tym sensie, że mocno osadzona w realiach tak zwanego „życia”. Dlatego może chwytać za serce i sprawiać, że utożsamiamy się z emocjonalną stroną bohaterów.
Ale poza tym jest infantylna, pełna przemądrzałych sądów związanych z tak zwanym chłopskim rozumem, a główna bohaterka pełna jest poczucia wyższości nad mieszkańcami Mazur, bo to niby swojska wieś, ale większość mieszkańców to nieroby i chlejusy, a wszyscy fajni ludzie to przyjezdni z miasta, którzy muszą tych wieśniaków jednak ucywilizować. I pełno też pierdololo o dawnych tradycjach, zwyczajach, obyczajach jak to rączki całowano, szacunek kobiecie okazywano i drzewiej to bywało lepiej.
Ogólnie więcej się przy tej książce irytowałem niż cieszyłem z lektury. Przemyślenia Małgorzaty (to pewnie przypadek, że bohaterka ma tak samo na imię co autorka) to taki miks balcerowicza, kapitalizmu, tęsknoty za II RP, ale i za PRL-em bo wtedy budowano i ludzie mieli pracę. Dziś można powiedzieć o tej książce, że jest dziaderska.
Poza tym spora część książki to relacja wizyt w sklepach, na targu i spis poczynionych przez główną bohaterkę zakupów. Na propsie to są na pewno przepisy.
Ogólnie książka mocno przeciętna, ale ją skończyłem bo tak już mam.”
To byłoby na tyle – notatki są wystarczającą formą opisania książki.










Estika
Pingback: Ted Chiang „Wydech” – Blog Charliego Bibliotekarza