
Symulacja przyspiesza coraz bardziej, rzeczywistość niczym odcinki serialu „Czarne lustro” przewija się przed naszymi oczami, a ja trzymam i mam nadzieję, że Wy też trzymacie kciuki za Ukrainę i rychły upadek roSSji.

A teraz o klasyce literatury science and fiction. Książce, która nieźle zamieszała i wywołała bardzo dużo dyskusji, a która jest jedną z moich ulubionych. A, którą czytałem drugi raz, ale pierwszy był bardzo dawno temu, a ten drugi też już ładny kawałek czasu pozwólcie więc najdrożsi moi, że posłużę się notatkami sprzed kto wie ilu miesięcy…

„Klasyk amerykańskiej literatury science and fiction, ale też tak zwanego nurtu humanistycznego w literaturze. Książka z roku 1959. I czuć w niej ślady ówczesnej obyczajowości i moralności, która w dzisiejszych czasach (na szczęście) może mocno zalatywać zdechłą myszką, ale obyczajowość to tylko ułamek książki, której głównym motywem tak można przypuszczać jest sens życia, istnienie ludzi i ich cywilizacji, nasze miejsce we Wszechświecie i znaczenie miłości oraz wszelkich uczuć wyższych. To jeden z zaledwie wielu tropów i poziomów w tej książce.

Na przykład Vonnegut bezlitośnie wyśmiewa, wszelkie próby religijnego uniesienia. Wyjaśniania świata poprzez wizję jakiegoś boga. Z drugiej strony niektóre fragmenty przypominały mi żywcem „Bajki robotów”, albo „Dzienniki gwiazdowe” Lema zwłaszcza Kościół Boga Doskonale Obojętnego. Tyle tam było absurdu i groteski, że aż się to wszystko wylewało ze stronicy tej książki.

„Zajmijcie się ludźmi, a Bóg Wszechmogący sam się sobą zajmie”. Bardzo mi się to podoba. Natomiast opis pobytu na Merkurym wywołał u mnie jakiś nieokreślony niepokój i smutek. Harmonie żywiące się muzyką to przedziwne istoty, a ich istnienie wydaje się być cudem. I naprawdę się wzruszyłem.

Książka Vonneguta stawia pytania filozoficzne dotyczące sensu życia, naszego miejsca we Wszechświecie. I czy ono w ogóle nam się należy? A może wszystko to przypadek? A może nie? A może jest coś w tym głębszego? A może nie ma? Polecam gorąco tę książkę. Zrobi Wam coś z głową. Dlatego też nie będę się rozpisywał. Doświadczcie jej sami.
