
Ahoj! Czytelnicy moi ukochani! Garstko szaleńców, która jeszcze zagląda na te moje strony. Ja sam już nie mam czasu przeglądać innych blogerów książkowych i autentycznie robię to od wielkiego dzwonu. Cud, że do mnie jeszcze ktoś zajrzy.

Dziś o książce, którą zakupiłem byłem w cudnej kawiarni ”Cytat Cafe”, która znajduje się na ulicy Miodowej 23 w Krakowie, w dzielnicy Kazimierz. Naprawdę super miejsce, z pyszną kawą, zimnym piwem i fajnymi grami planszowymi. Kto nie był niech odwiedza!

Czy ja mogłem przegapić książkę, która jest o moim imienniku? A tytuł oryginału brzmi „Bad Prince Charlie”?. Jedyny minus to fakt, że nie lubię zdrobnienia Karolek, ale Charlie już mi nie przeszkadza. Co dostajemy w tej książce? Dostajemy humor, nawet całkiem sporo czarnego humoru. Tylko ten humor wydaje mi się dość wymuszony. Taki mocno aspirujący do humoru pratchettowego. Poza tym jest strasznie dużo ocierania się tors o tors. Także książka nie jest o TYM niegrzecznym/koszmarnym Karolku.

Nie zrozumcie mnie źle czytało mi się to dobrze. Postać ducha króla (nawiązań do literatury jest tu całkiem sporo), któren nawet po śmierci nie rozstaje się z flaszką ulubionego bimbru jak najbardziej na plus. Cała historia też w miarę się klei. A książę Karolek, który z radością bierze na barki trudną rolę tyrana, a wszystko to po to, by w trudzie i przy dużej niewdzięczności poddanych uratować ich przed bronią magicznej zagłady może chwytać za serce.

Ma ta książka swoje bardzo dobre momenty, która pozwalają jej wybić się choć na chwilkę z przeciętności. Szczerze jednak nie wiem czy Wam polecać. Jak traficie to ok, przeczytajcie, ale na siłę nie szukajcie.
