
Cześć czołem! Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni z rezultatów mojego postanowienia i te wpisy się regularnie ukazują (taki żarcik). Dlatego też dzisiaj będzie o książce, którą przeczytałem byłem podczas tak zwanego „zamknięcia” wiosennego. Czyli już kilka miesięcy temu. Ale dopiero teraz ogarnąłem się żeby Wam coś napisać.

Pierwsze wrażenia – o nie znów ten postmodernizm. Znów bezsensowny bełkot serwowany czytelnikowi. Znów coś co jest sztuczne i ma imitować zmiany w sposobach komunikacji… O jakże błędne to było pierwsze wrażenie. Owszem jest bełkot, ale jakże znajomy. Wszak autor opisał nieustanny strumień wiadomości, który przewija się przez social media non stop. Te generatory treści i serwisy informacyjne. Tylko, że opisał to po swojemu.

Im dalej w lekturę tym bardziej byłem zachwycony przenikliwością i świetnym futurystycznym wyczuciem zmian, ale głównie społecznych i socjologicznych. Mniej natomiast technologicznych. Brunner często trafiał kulą w płot jeśli chodzi o technologię, ale jeśli chodzi o media, telewizję, wiadomości, informacje, kulturę, sztukę oraz politykę i układ gospodarczy świata (korpo rządzą) to opisuje naszą współczesność.

Tyle tu tematów i wątków i ekstrapolacji sytuacji lat sześćdziesiątych w przyszłość, że nie sposób wymienić wszystkich. Intrygi polityczne, terroryzm, terror psychiczny i mentalny, aborcja (eugeniczna jak najbardziej), narkotyki, znudzone społeczeństwo łaknące nowych wrażeń, konsumpcjonizm, rewolucja seksualna, rasizm i klasizm, zamieszki na tym tle. Manipulacje genetyczne. Wszystko wrzucone do jednego świata, który jest zły, okrutny i traktuje ludzi jak zbędny balast, a rządy od czasu do czasu urządzają sobie lokalne wojenki, bo gdzieś trzeba dać upust swoim wytrenowanym maszynom do zabijania. (Brzmi znajomo?).

Mamy też superkomputer o takich możliwościach, że potrafi kreować i przewidywać wydarzenia. Być może posiadający świadomość, ale nikomu nie udało się jeszcze tego stwierdzić. I czy jest w stanie rozwiązać wszystkie problemy ludzkości?
Co do bohaterów i fabuły jest niezbyt wyrafinowana, ma mnóstwo wątków pobocznych, ale głównie chodzi o szukanie szczęścia. I czy możliwe jest, że jeden afrykański kraj znalazł receptę na to szczęście?

Kurczę! Przyznam Wam się szczerze, po skończeniu książki miałem ochotę biegać po dzielnicy mojej i krzyczeć, że wreszcie znalazłem receptę na naszą współczesność! Ale na szczęście było wiosenne zamknięcie i pewnie bym trafił do radiowozu, a stamtąd do wariatkowa.
Polecam gorąco każdemu, kto lubi śmiałe, choć momentami przerażające wizje. Zwłaszcza, że napisane kilkadziesiąt lat temu i w wielu kwestiach stające się naszą rzeczywistością.

Pingback: Sheri S. Tepper „Trawa” – Blog Charliego Bibliotekarza
Pingback: John Brunner „Gwiezdny labirynt” – Blog Charliego Bibliotekarza
Pingback: Walter Tevis „Przedrzeźniacz” – Blog Charliego Bibliotekarza