Popioły pod Wasze szanowne nogi moi drodzy czytelnicy! Dzisiaj będzie rzecz niespotykana, bo o książce, którą przeczytałem na dniach. Muszę ją opisać, bo już na nią kolejka w Bibliotece Kraków jest ogromniasta!
Buenos dias! Moi compadres! Lubicie podróżować? Zwiedzacie Polskę, Europę, świat? Ja szczerze mówiąc sam z siebie raczej tak średnio. Dopiero gdy czynniki zewnętrzne (np. okazja do wolontariatu w Etiopii) stawiają mnie przed faktami dokonanymi staram się stanąć na wysokości zadania. Ale raczej nigdy nie zrobiłbym czegoś co zrobił Wojciech Cejrowski ładnych dwadzieścia lat temu – to znaczy wyruszył samotnie w poszukiwaniu źródeł Orinoko.
Dzień dobry! Zastanawialiście się kiedyś moi mili czy doczekacie końca świata. Ale takiego totalnego w wyniku wojny nuklearnej, w którym nie tylko Wy umrzecie (śmierć to koniec naszych indywidualnych światów), ale zginie cała cywilizacja? A Wy będziecie mieli sekundę nad zarejestrowaniem tego faktu, albo kilka dni jeśli nie będziecie w epicentrum wybuchu, albo kilka miesięcy, gdy będziecie dalej i choroba popromienna zaatakuje Was później?
Witajcie towarzysze niedoli, którzy na tym ziemskim łez padole trwacie w pocie, płaczu i mozole. A Wasze marzenia, wyobrażenia i wiara pozwalają Wam przetrwać ten czas, który jest niewątpliwie trudny, bo ni to zimowy, ni to jesienny, ni to wiosenny. Jedyne co jest pewne to to, że na pewno nie jest letni.
Heloł moi drodzy mózgowcy! Jak się miewacie? A jak ma się Wasz mózg? Daje radę? Trenujecie ten narząd, który jest Wami i z Wami przez cały czas? Interesujecie się nim? Dbacie o niego? Pomagacie mu funkcjonować poprawnie? Wiecie jak on działa? Czy raczej tak jak ja bierzecie wszytko za oczywistą oczywistość i traktujecie jak należną Wam daninę?
Dzień dobry, dobry wieczór (w zależności od strefy czasowej, w której przeglądacie mojego bloga). Jak wyobrażacie sobie koniec świata? Jak w amerykańskich filmach – gwałtownie czy może raczej jak w wierszu Miłosza „Piosnka o końcu świata”? Zombie, wirus zmutowanej grypy, wszechświatowy konflikt, katastrofa klimatyczna, asteroida, atak Obcych? Możliwości przed ludzkością stoją nieograniczone. Ja stawiam na chaos związany ze zmianami klimatycznymi, załamanie światowej gospodarki i wojny o zasoby. A na co postawił autor?
Dzień gniewu moi drodzy nastał! Czy u Was również? Czy czujecie, że koniec blisko, a Dies Irae dosięgnie każdego – wielkiego i maluczkiego, grubego i chudego, mądrego i głupiego? Czy raczej jednak kurde nie chcecie sobie głowy zaprzątać takimi drobnostkami jak koniec świata i plewicie ten ogródek jak Pan Bóg lub Latający Potwór Spaghetti czy też nie istniejący byt, a wewnętrzny przymus moralny przykazał.
Salut moi drodzy! Jak się miewacie? Jesteście bojownikami swojej sprawy? Czy raczej wolicie się nie wychylać? Dzisiaj będzie druga część tak zwanej „Trylogii husyckiej”. I nie będzie długo, bo o czymże tu się rozpisywać przecież wiecie z poprzedniej notki, że uwielbiam te książki Sapkowskiego.
Witajcie w internetowej Narrenturm, wieży błaznów i głupców! Tutaj na tym skrawku przestrzeni cyfrowej pewien bibliotekarz mozolnie stara się wyręczyć swoją pamięć i zapisywać swoje mizerne przemyślenia dotyczące przeczytanych książek. A dzisiaj będzie o powrocie.
Witajcie możne Czytelniczki i możni Czytelnicy tego skromnego bloga bibliotekarskiego, a raczej książkowego. Z tradycyjnym pozdrowieniem do Was, Waszych rodzin, bliskich, zwierząt domowych i nie domowych też zwracam się ja administrator tego kawałka sieci.