Zgodnie z obietnicą kolejne opowiadanie ze zbiorku „Czekając” Jacka Sawaszkiewicza.
Jądro Galaktyki
Była to pierwsza wyprawa do Jądra Galaktyki. Prace nad pojazdem kosmicznym trwały ćwierć wieku. Monumentalnemu kolosowi o masie spoczynkowej równej 240 000 ton nadano nazwę „Pchełka”.
„Pchełkę” montowano na orbicie. Wyposażono ją w silnik fotonowy i pulsatory antygrawitacyjne pozwalające na maksymalne zbliżenie się do zaklętej prędkości światła.
Przygotowanie załogi do lotu przebiegało równolegle z budową statku. Spośród sześciu tysięcy kandydatów wyłoniono siedemdziesięciu synów Ziemi, którzy mieli stanowić personel techniczno-badawczy ekspedycji.
Przy współudziale elektroników i cybernetyków całego świata skonstruowano komputer — uosobienie najnowocześniejszej myśli naukowej — czuwający nad bezpieczeństwem załogi i całością procesów fizyko-chemicznych wyprawy.
Dzięki kolorowej, holowizyjnej łączności satelitarnej, cała Ziemia mogła uczestniczyć w uroczystościach pożegnalnych oraz oglądać start do największej w dziejach ludzkości ekspedycji. Tego dnia nawet łowcy głów przerwali swe codzienne zajęcia, by zobaczyć transmisję. Zewsząd napływały depesze z życzeniami. Nadeszło także sporo telegramów gratulacyjnych.
W trzy miesiące po starcie rakieta osiągnęła pełną prędkość podróżną. Od tej chwili prowadzenie statku przejął komputer. Załoga zapadła w długi hipotermiczny sen.
Mijały lata. Aż któregoś dnia odezwały się dziobowe silniki hamujące. Równocześnie z głównej dyspozytorni popłynęły do sali hibernacyjnej impulsy budzenia. Wyprawa docierała do celu.
Wracający do przytomności członkowie załogi przecierali zaspane oczy i siadając z ziewaniem w korytach chłodniczych spoglądali półprzytomnie w stronę ekranów, na których majaczyło Jądro Galaktyki.
Wokół panowała cisza kosmosu przerywana delikatnym poszumem płynącym z głośników.
Statek zaczął właśnie wykonywać drugie okrążenie wokół Jądra, gdy nagle wszechobecne milczenie przerwał grzmiący głos zwielokrotniony milionowym echem odbitym od gwiazd:
— Psiakrew, znowu te cholerne pchły!!
I w tej samej chwili statek kosmiczny spowiła gęsta chmura środka owadobójczego w aerozolu.

Pingback: Jacek Sawaszkiewicz "Czekając" | Blog Charliego Bibliotekarza