
Czołem żuczki! A może czułkami żuczki! Jak tam pandemia? Jak żyjecie? Powiedzcie, napiszcie, że wszystko w porządku u Was. Ja cieszę się, że biblioteki znów otwarto i mogę w moich skromnych progach gościć czytelników. Prawie cały listopad byliśmy zamknięci, ale roboty było całkiem sporo.

Dzisiaj znów o książce, którą przeczytałem całe wieki temu! I przeczytałem ją w języku oryginału czyli po angielsku. Potraktowałem to jako ćwiczenie. „Ready Player One” swego czasu narobił trochę szumu, a książka i późniejszy film stały się szalenie popularne.

Na czym polega fenomen tej książki? Spróbuję odpowiedzieć – na nostalgii i prostej historii.
Nostalgia – czuć, że napisał ją ktoś dorastający w końcówce lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Nagromadzenie tylu motywów vintydż i retro na centymetr kwadratowy słów przerasta moje poczucie życia przeszłością. Autor ożywił zapomniane gry video, gry planszowe i popkulturę z tego okresu. A zrobił to w prosty sposób przenosząc akcję książki w bardzo ponure miejsce jakim jest Ziemia Anno Domini 2045 i wykorzystując wirtualną rzeczywistość. Zresztą Ziemia Anno Domini 2020 wcale nie jest mniej dystopijna.

Lubię pracować z wirtualną rzeczywistością. Dostrzegam w niej potencjał edukacyjny i rozrywkowy, ale nie spędzam w niej zbyt dużo czasu. W 2045 roku pewnie nie będę miał wyjścia, bo jedyny świat, w którym będę mógł się czuć dobrze to będzie wirtualna przestrzeń jak w „Ready Player One”, gdzie ludzie na zdewastowanej, targanej katastrofami Ziemi każdą chwilę spędzają w świecie OASIS – tam możesz być kim chcesz i robić co chcesz.

Ogólnie historia jest prosta jak konstrukcja pierwszych gier wideo. Trzeba zdobyć „easter egga”, czyli niespodziankę zostawioną przez twórcę OASIS w wirtualnym świecie. Ten kto go zdobędzie jednocześnie stanie się posiadaczem praw do OASIS i najbogatszym człowiekiem na planecie. I mamy do bólu sztampową historię Wade’a, któren to sierotą jest i żyje w miasteczku zbudowanym z piętrzących się na sobie wrakach samochodów, ale jest zapalonym wielbicielem wszystkiego co retro i vintydż i fuksem rozpoczyna wyścig o easter egga i dominację nad światem, o której marzy także Wielka Zła Korporacja Innovative Online Industries! Oczywiście Wade zdobywa po drodze przyjaciół, miłość i otrzymuje wielką lekcję od twórcy OASIS.

Powiem tak – rozumiem skąd te zachwyty, ale naprawdę tutaj oprócz może w miarę kreatywnego połączenia ikon popkultury, gier wideo, muzyki, filmów i tak dalej, które pozwoli starszym ludziom (takim jak ja) zanurzyć się w tym wszystkim (choć nie do końca, bo jednak moje dzieciństwo i lata nastoletnie to końcówka 80-tych i całe 90-te), a młodszym czytelnikom przybliży ten cały wielobarwny świat rozbuchanego amerykanckiego konsumpcjonizmu to poza tym treści tam za wiele nie ma. Jak wspomniałem oprócz tego (szacun) nic się nie klei, nic nie ma sensu, deus ex machina i króliki z kapelusza wyskakują co chwila (usprawiedliwiane zasadami wirtualnego świata), a Wade wcale nie budzi sympatii. Przynajmniej mojej. Książka podobno ma też być krytyką wielkich korporacji – wręcz przeciwnie jest apoteozą owych. Poprzez zbyt karykaturalne pokazanie IOI, które jest niczym szablonowy Zły w każdym filmie, komiksie (chyba, że to specjalny zabieg autora, ale tego bym nie podejrzewał) zapominamy, że Wielka Piątka wbrew pozorom napędza całą tę machinę wirtualnego konsumpcjonizmu i zależności.

Jest akcja, jest kolorowo, jest momentami zabawnie, ale poza tym to typowa PULPA, o ile nawet nie SPAM, taka książkowa parówka, w której zmielono wszystko oprócz prawdziwego literackiego mięsa. Niemniej rozrywka jakaś była. Nawet polecam dla odmóżdżenia i ewentualnego zastrzyku nostalgii, której dawka jest potężna. Film chyba też obejrzę dla odmóżdżenia.

Bazyl
charliethelibrarian
Bazyl
DobraFanfikcja
charliethelibrarian
DobraFanfikcja