
Cześć! Zacznę od tego, że książka, o której krótko Wam dzisiaj opowiem bazuje na prawdziwych wydarzeniach. Na morderstwie popełnionym ponad sto lat temu w Fall River. Dwie siostry, ojciec i macocha. Ktoś morduje ojca i macochę. W sposób brutalny, okrutny. Wielokrotnie zadając ciosy siekierą. Swego czasu to była bardzo głośna sprawa, a wciąż co jakiś czas wypływa w amerykańskich mediach. Głównie za sprawą procesu, który nastąpił po morderstwie oraz wyroku, który zapadł. Historia ta jest mocno osadzona w amerykańskiej popkulturze. Nakręcili kilka filmów na ten temat.
Autorka tworzy własną wizję rodziny Bordenów. Ich wzajemnych relacji (które do najzdrowszych nie należą), a także innych osób, które należały do kręgu rodziny i znajomych. Dość ciekawie podsuwa różnego rodzaju wskazówki i ślady, któż to mógłby chcieć śmierci pana Bordena i pani Borden (zwłaszcza postać psychopaty Benjamina – tak ja go przynajmniej odbieram, służącej czy też wuja). Okazuje się, że tak na dobrą sprawę każdy mógłby tej śmierci chcieć.

Książka jest napisana w sposób troszkę dziwny. Ciężko mi to wytłumaczyć – na pewno nie ma klimatu, który wciąga i pragniemy się dowiedzieć co też się podzieje dalej albo podziało. Ma za to klimat mocno naturalistyczny, autorce udało się oddać wrażenia cielesne związane z różnymi fizjologicznymi zachowaniami ludzi w taki sposób, że ciarki przechodziły. (Motyw nieświeżej zupy, tarcia zębów o zęby czy też swędzącej skóry). To wszystko było napisane w mocno sugestywny sposób. Ale taki, że aż człeka wzdragało. To jest moim zdaniem najmocniejsza strona książki.

Ogólnie historia (poza mdłościami) nie wywołała żadnych emocji u mnie. Nic nie zaskoczyło. Ani opisy wzajemnych krzywd, które sobie rodzina wyrządza. Despotyczny ojciec, Lizzie (młodsza siostra), która wykorzystuje ojca, Emma starsza siostra, która nienawidzi młodszej za to, że Lizzie ma wszystko i tak dalej i tak dalej. Rodzina jak rodzina (kiepski żart wiem), ale naprawdę uważam, że autorka przedobrzyła z tymi niedopowiedzeniami, z tym emocjonalnym pisaniem i w zasadzie nie wiem czy chciała napisać kryminał, horror czy też powieść psychologiczną. I nie miałbym nic przeciwko gdyby udało się jej to wszystko zgrabnie wymieszać. Niestety moim zdaniem autorce nie wyszedł ten miks.

Był jak ta zupa, od której wszyscy w domu Bordenów chorowali… Ja po książce Pani Schmidt nie chorowałem (na szczęście czytało się szybko), ale jakiś taki niesmak pozostał. Osobiście nie polecam.

P. S. Dom, w którym doszło do morderstwa stoi nadal. Został odrestaurowany i można w nim spędzić noc. Podobno jest wielką atrakcją turystyczną wśród miłośników zbrodni, duchów i tak dalej. Jeśli chcecie sobie nocleg zarezerwować można to zrobić pod tym linkiem:
https://lizzie-borden.com/

Eva Scriba
charliethelibrarian
Beata N.