Czyżby mi się udało pokonać blogowy marazm i dodać dwa wpisy w tygodniu? Raczej marne szanse, ale będę walczył jak Najman pod Częstochową, albo uczestnicy Marszu Niepodległości pod Empikiem (to taki świeży komentarz). A dzisiaj o dość leciwej już książce, która w tym roku kończy 50 lat. Ciekawe czy ja jak będę miał pięć dyszek na karku będę myślał o sobie jako o leciwym bibliotekarzu?

Steve Jurvetson – Moon Hotel, źródło: https://flic.kr/p/qDbAc

Klasyk literatury spod znaku science and fiction, który swego czasu zgarnął wszystkie chyba możliwe nagrody literackie. Nie dziwi mnie to absolutnie, ale chciałbym Wam powiedzieć, że przeczytałem tę książkę ponad rok temu! I dopiero teraz została wzięta z mojej półki do opisania (mam taką specjalną półeczkę, która naprawdę rośnie coraz bardziej). I będę z Wami jeszcze bardziej szczery – żeby nie notatki, które sobie czynię czasem w specjalnym zeszycie to praktycznie nie pamiętałbym o co w tym wszystkim biegało.

Tim Ereneta – Pocztówka przedstawiająca Laleczniki, źródło: https://flic.kr/p/gLnmvE

Ogólnie pomysł sztucznego świata, który jest całkowicie samowystarczalny nie jest niczym nowym, ale Niven opisał chyba jako pierwszy z takim rozmachem i w dość dobrze naukowo i technologicznie podbudowany sposób.

Tak zwane  Volvelle, które pokazuje znaki zodiaku. Źródło: http://www.bl.uk/catalogues/illuminatedmanuscripts/ILLUMIN.ASP?Size=mid&IllID=7285

Opowiem Wam trochę o wrażeniach, bo te w większości pozostały we mnie. Dużo humoru było w tej książce, ale często wydawało mi się, że takiego humoru z dzisiejszej perspektywy patrząc trochę żenującego. Co nie znaczy, że wszystko tam było takie. Wręcz przeciwnie fajnie autor pogrywa sobie z motywami space opery, fantasy i twardego science and fiction. Puszcza oczko do czytelnika zwłaszcza jeśli chodzi o międzygatunkowe relacje (różne relacje).

Royce Milam – p020 Space Viewed From Inside, Źródło: https://flic.kr/p/p4MJ5R

Jak wygląda Ziemia przyszłości? Ano w sumie całkiem nieźle – można spokojnie dociągnąć do dwustu lat życia, mamy technologię teleportacji, skolonizowaliśmy trochę kosmosu, nie ma przeludnienia. Nawet nas poważają w tej Galaktyce, a Laleczniki (taka rasa najmądrzejsza, najbardziej cwana i najbardziej rozwinięta technologicznie) wchodzą z nami w układy.

A tutaj autor książki z archiwum Los Angeles Science Fantasy Society. Pip R. Lagenta, Źródło: https://flic.kr/p/7tBXqm

Przygody wesołej drużyny wyruszającej na zbadanie ogromnego świata w kształcie pierścienia ze sztucznym słońcem, sztuczną grawitacją trochę przypominały „Czterech pancernych i psa”, ale nie w kontekście jakichkolwiek analogii co do wojny i tak dalej. Po prostu jakoś tak ich postrzegałem.

Niemiecki czołg przechwycony przez Australijczyków. Źródło: https://flic.kr/p/5zNFYo

Nie będę się rozpisywał o perypetiach kosmicznych pancerniaków. Jedno jest pewne – Niven miał wyobraźnię. Napisał trylogię, a sam koncept świata pierścienia był inspiracją dla wielu pisarzy i twórców. Ten ogromny świat krył w sobie niedobitki cywilizacji, marne resztki potomków twórców tego cudu nauki, techniki i inżynierii, a badanie tego miejsca nasuwało więcej pytań niż dawało odpowiedzi.

Z mroków niepamięci wyłania mi się obraz zadowolenia z lektury, ale na pewno nie zachwytu. Więc wydaje mi się, że było ok tylko bez szału co na klasykę tak nagrodzoną literatury science and fiction wydaje się w moim wykonaniu dość dziwne. Cóż czasem tak bywa. Czy polecam? Z ręką na sercu Wam powiem, że nie wiem. Za dużo czasu minęło od dnia przeczytania. Ale skłaniam się bardziej ku polecaniu.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.