Czołem żuczki! Jak tam Wasze kulki, które toczycie przed sobą? Mam nadzieję, że są warte tego toczenia i nie tylko ich zawartość, ale i sam fakt toczenia sprawia Wam dziką i nieskrępowaną radość. Dzisiaj będzie o klasyce science and fiction.

Okładka idealnie oddaje nastrój książki. Źródło: pinterest.com

Nie pierwszy raz piszę na tym blogu jak często jestem zaskoczony przepaścią związaną z datami pierwszych wydań różnych powieści z anglosaskiej science and fiction, a latami w których ukazywały się one w Polsce. Wszyscy wiemy dlaczego tak było. I „Sargassowa planeta” jest tego idealnym przykładem. Pierwotnie ukazała się w 1955 roku! Natomiast w Polsce jako klubówka w 1989, a ja czytałem wydanie REBISU w ramach serii „Klasyka młodzieżowej fantastyki” z roku 1991. To jest prawie czterdzieści lat od ukazania się. A ja czytałem to w roku 2020 więc 65 lat od daty pierwszego wydania. Przepraszam, że tak jojczę, ale to bardzo ważne. Jakim cudem my potrafimy tworzyć fantastykę jak tak wiele z głównego nurtu nas omijało to ja nie rozumiem.

Ratunku! Zamieniamy się w drzewa! Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/323133342016552899/

Wracając do książki – przeczytałem byłem ją niemalże rok temu! Bez kilku dni! I dopiero teraz trafiła na blogową notkę! Nic dziwnego, że musiałem sobie trochę odświeżyć wertując kartki. Bo przygody Dana Thorsona, który świeżo skończył akademię kosmiczną i przysposabiał sie do Służby bardzo szybko wywietrzały mi z mej pamięci. Nasz bohater trafia na statek „Solar Queen” z angielskiego, a po polsku „Królową Słońca”. Tam w ramach pracy, która polega na skupowania udziałów do świeżo odkrytych planet, badaniu ich, a później ewentualnej sprzedaży jeśli jest coś cennego na planecie, ląduje na planecie o wdzięcznej nazwie Limbo. Gdzie zaczyna się cała akcja:

Patrzcie moi drodzy jaką mam ładną rakietkę i kombinezon :) Źródło: https://flic.kr/p/9is6yo

A akcja dotyczy – starożytnej cywilizacji, kosmicznych piratów i ciężkiej z nimi przeprawy. Co mi utkwiło w pamięci – delikatne wspomnienia o historii świata przedstawionego – mamy Federację, która rządzi całą dostępną przestrzenią kosmiczną, mamy handel planetami, mamy wspominane różnego rodzaju konflikty pomiędzy planetami (marsjańska rewolta). Przewija się motyw CRAXU narkotyku, który żuje się w postaci ziaren, a daje niezłego kopa energetycznego, zwiększa koncentrację, szybkość reakcji, ale zjazd po nim jest znacznie gorszy niż po alkoholu.

Czy mnie się lektura podobała? Podobała się, a i owszem, ale też brałem pod uwagę, że to klasyk jest. I sporo wybaczałem – proste jak budowa cepa postaci, słaba i mało interesująca budowa świata, prosta fabuła. Podejrzewam, że gdybym tę książkę przeczytał w wieku nastoletnim na pewno darzyłbym ją wielkim sentymentem, a tak to trafia do mej galerii przeczytanych klasyków, które dni chwały mają za sobą. „Sargassowa planeta” jest pierwszą z cyklu „Solar Queen”. Spodziewajcie się kolejnych recenzji.

A macie Bowiego i jego „Starmana”

Czy polecam? Dla fanów Andre Norton jak najbardziej, dla fanów klasyki science and fiction również. Dla młodych ludzi łykających wszystko co fantastyczne również. Choć czuć te lata pięćdziesiąte. Dla ludzi, którym nie po drodze z fantastyką raczej nie.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.